Twoje uduchowione teksty, szacunek dla kobiet, przywiązanie do wartości rodzinnych zdecydowanie odróżniają cię od innych raperów. Co myślisz o tak diametralnie różnych od ciebie hiphopowcach jak 50 Cent czy Snoop Dogg?

Nie mogę oczekiwać, że wszyscy będą myśleć tak jak ja. Artyści hiphopowi, podobnie jak zwyczajni ludzie, bardzo się różnią. To bardzo ważne, aby twórca nie bał się mówić tego, co naprawdę czuje. Nie odważyłbym się potępić w całości czyjeś muzyki, tylko dlatego, że w swoich rymach wyraża się w sposób uwłaczający kobietom. Może za to robić ciekawe podkłady. Nie chciałbym być sędzią we własnej sprawie, ale wydaje mi się, że hip-hop powinien być jak najbardziej zróżnicowany. Dlatego potrzebujemy 50 Centa i Kanye Westa, Commona i Jaya-Z. To pomaga utrzymać równowagę.

Jednak ambitni, poszukujący czarni raperzy trzymają się razem. Jak doszło do powstania kolektywu Soulquarians?

Tworzą go Erykah Badu, D’Angelo, Questlove, Bilal, Talib Kweli, Mos Def... Kiedy postanowiliśmy pracować pod wspólnym szyldem, wszyscy byliśmy w doskonałej formie, mieliśmy już na koncie doskonałe albumy. Tak się złożyło, że na przełomie lat 90. i nowego wieku zjechaliśmy się ze swoich miast, Detroit, Filadelfii, Chicago, do nowojorskiego studia Electric Lady, by pracować nad nowymi płytami, ale też pomagaliśmy sobie nawzajem. Chórki do moich utworów nagrywali np. Erykah i Bilal. Tak wywiązała się nić współpracy. Tworzymy rodzinę ludzi o podobnej wrażliwości i inspiracjach muzycznych, których połączyła ta sama wizja świata. I jeszcze o nas usłyszycie, nagrywamy nowy materiał.

Twoja współpraca z Erykah Badu miała szczególny charakter, przez lata byliście parą i wspólnie napisaliście utwór "Love Of My Life", z podtytułem "Oda do hip-hopu"...

Erykah to wyjątkowa, piękna i utalentowana dama. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem jej muzykę, byłem pod wielkim wrażeniem. Przez długi czas stanowiliśmy parę, tworzyliśmy, opiekowaliśmy się jej synkiem. To był wspaniały okres w moim życiu. Za każdym razem, kiedy oglądam jej występ, przekonuję się, że jest niesamowitą artystką.

Twoja przedostania płyta "Be" (2005) była wielkim komercyjnym sukcesem. Ostatnia "Finding Forever" okazała się jeszcze większym. Mówi się, że to zasługa Kanye Westa, który podobnie jak ty pochodzi z Chicago i jest jednym z najbardziej rozchwytywanych producentów muzycznych w Ameryce. Co ty na to?

To geniusz i pasjonata bezgranicznie oddany temu, co robi. Jego produkcje naznaczone soulem potrafią przebić się do szerokiej publiczności. Wydaje mi się, że Kanye przywrócił melodię hiphopowym utworom.

Podczas gdy odnosisz coraz większe sukcesy na scenie muzycznej, coraz śmielej radzisz sobie w Hollywood. Zmieniasz branżę?

Mam na koncie udział w filmie "As w rękawie" u boku Bena Afflecka i Alicii Keys. Na premierę czeka "American Gangster" w reżyserii Ridleya Scotta, gdzie wystąpiłem u boku Denzela Washingtona i Russella Crowe’a. Dopiero co skończyłem w Pradze zdjęcia do najnowszego filmu Timura Bekmambetova "Wanted". Pokochałem to miasto. Pracowałem z Angeliną Jolie i Morganem Freemanem, a na planie panowała rodzinna atmosfera. Wszyscy bawili się doskonale, łącznie z całą ekipą drugiego planu. Nasz reżyser, który wcześniej zrobił "Straż nocną", okazał się fenomenalnym partnerem do pracy. Poznałem Brada Pitta i gromadkę jego dzieciaków. Ale najwięcej nauczyłem się od Morgana, który od lat jest moim idolem.

Czy myślisz, że Ameryka jest gotowa, żeby Barack Obama, reprezentujący w amerykańskim Senacie twoje miasto, został następnym prezydentem Stanów Zjednoczonych?
To chyba będą przełomowe wybory. Mamy nie tylko Obamę, który jest czarnoskóry, ale i pierwszą poważną kandydatkę – Hillary Clinton. Cieszyłbym się, gdyby nasz nowy prezydent był z pochodzenia Afroamerykaninem, ale przyznaję, że pierwsza kobieta na tym stanowisku to też wielki przełom. Byłaby to poważna deklaracja Ameryki wobec świata. Myślę, że ludzie spojrzeliby na nas z zupełnie innej perspektywy.