London Sinfonietta wykonuje wyłącznie muzykę współczesną. Skąd taka specjalizacja?

Ani składy, ani techniki wykonawcze większości tego typu zespołów nie odbiegają od klasycznych orkiestr. Sam z powodzeniem łączę pracę w London Sinfonietta z karierą solowego pianisty oraz klawesynisty w Academy Of St. Martin In The Fields, cenionym zespole muzyki dawnej. Dzisiejsze utwory wymagają czasami specyficznych umiejętności, na przykład w kompozycjach Steve’a Reicha niezbędna jest ogromna precyzja oraz jazzowy feeling, jednak dla wykształconego instrumentalisty nie powinno to stanowić problemu. Specjalizacja wynika głównie z tego, że w głównym nurcie filharmonicznym muzycy mają niewiele okazji, by grać kompozycje współczesne.

Dlaczego zespoły amerykańskie grają utwory minimalistyczne, francuskie - mikrotonowe i elektroakustyczne, zaś holenderskie nawiązują do brzmienia big-bandów?

To kwestia lokalnych mód oraz dogmatów. Wciąż ogromny wpływ na życie Paryża wywiera klasyk awangardy Pierre Boulez, zaś styl współczesnej muzyki holenderskiej to dzieło jednego człowieka, zafascynowanego jazzem i minimalizmem Louisa Andriessena. London Sinfonietta od początku starała się prezentować jak najszersze spektrum nowoczesnej kompozycji. W repertuarze mamy amerykańskich minimalistów, jak Steve Reich czy John Adams, ale też awangardzistów Briana Ferneyhougha oraz Harrisona Birtwistle’a.

W latach 70. wytworzył się podział na łatwą oraz trudną muzykę współczesną. Reich i Górecki sprzedają setki tysięcy płyt, a Ferneyhough oraz Birtwistle funkcjonują wyłącznie w hermetycznym festiwalowym światku. Coś się zmieniło od tamtego czasu?

Reich i Górecki odwołują się do klasycznie rozumianej melodyki, harmoniki oraz rytmu. Kompozytorzy posługujący się bardziej awangardowym językiem dźwiękowym nie mogą liczyć na masowy sukces. Ale na sprawy artystyczne nakładają się jeszcze kwestie rynkowo-marketingowe. Nasze wykonanie Trzeciej symfonii Góreckiego z 1993 roku rozeszło się w ponad stutysięcznym nakładzie. A przecież ta kompozycja powstała w połowie lat 70. i była grywana od 17 lat, nie wywołując wcześniej zainteresowania!

Przez ostatnie 40 lat London Sinfonietta sama stała się rynkową marką. Samo wykonywanie utworów już wam nie wystarcza?

Owszem. Zamawiamy nowe u kompozytorów, prowadzimy własne wydawnictwo płytowe oraz specjalne programy edukacyjne. W ich ramach amatorzy mogą próbować nowoczesnych metod kompozytorskich oraz wykonawczych. Próbujemy przełamać stereotyp, że muzyka współczesna musi być hermetyczna. I to się udaje. Zaczynaliśmy jako zespół występujący na elitarnych festiwalach. Dziś na naszych koncertach spotkać można koneserów awangardy, klasycznych melomanów, ale też mnóstwo młodzieży o bardziej popowych zainteresowaniach.

Ostatnio sama muzyka współczesna zbliżyła się do kultury popularnej, a wy do tego się przyłożyliście. Niedawno nagraliście album z łączący kompozycje Reicha, Cage’a i Stockhausena z aranżacjami inteligentnego techno z cenionej wytwórni Warp Music.

Warto odrzucić środowiskowe oraz gatunkowe etykietki i skupić się na wartości muzyki. Przecież twórcą, który wywarł największy wpływ na techno, jest Steve Reich. London Sinfonietta współpracuje z wieloma artystami spoza kręgów akademickich i często bywam zaskoczony, jak wyrafinowaną muzykę tworzą. Największe wrażenie zrobiły na mnie utwory napisane dla nas przez członków Radiohead. Z drugiej strony należy pamiętać o dobrym smaku. Aranżacje utworów Aphex Twina, Boards Of Canada czy Autechre nie pasowałyby do naszych standardowych koncertów, więc wykonywaliśmy je w ramach specjalnej trasy, która przyciągnęła ponad 25 tysięcy słuchaczy. Nie chcielibyśmy stać się kolejnym Kronos Quartet, który z biegiem lat grywa coraz mniej współczesnych kompozycji, a coraz więcej nie zawsze udanych aranżacji folkloru oraz popu.

W Krakowie wystąpicie na festiwalu muzyki amerykańskiej. Coraz częściej podkreśla się jej odrębność względem tradycji europejskiej…

Kultura amerykańska wyrasta z różnorodnych źródeł i to decyduje o jej otwartości. Z jednej strony działają tam kompozytorzy bardzo europejscy, chociażby Elliott Carter czy Charles Wuorinen. Ale nie brakuje też specyficznie amerykańskich fenomenów, jak George Gershwin, John Cage czy Steve Reich. W Europie tak silne i głębokie inspiracje muzyką azjatycką, afrykańską oraz popularną byłyby po prostu niemożliwe.


Festiwal Sacrum Profanum
Kraków, 16 - 23.09
London Sinfonietta
18.09, Dawna fabryka Emalia