Ukazała się właśnie twoja pierwsza, solowa płyta nagrana dla legendarnej wytwórni Deutsche Grammophon, z którą ponad rok temu podpisałeś pięcioletni kontrakt. To oczywiście płyta chopinowska, ale wybrałeś na nią preludia - nie spektakularne, a wyjątkowo kameralne utwory naszego kompozytora. Nie fajerwerk, tylko coś tak skromnego...

Przed wyborem repertuaru na tę pierwszą płytę wpierw uważnie przejrzałem bogaty katalog Deutsche Grammophon. Okazało się, że właśnie Preludia op. 28 Chopina dawno nie były nagrywane. Pomyślałem, że to może być ciekawa propozycja dla słuchaczy. Poza tym te 24 miniatury fortepianowe niosą ze sobą wyjątkowo bogate muzyczne emocje, są sugestywne i stanowią spore wyzwanie dla pianisty, który w całym tym cyklu musi stworzyć określoną dramaturgię.

To bardzo wysmakowany cykl, z bodaj najsłynniejszym Preludium Des-dur, tzw. "Deszczowym". Większość z utworów tego cyklu powstała podczas pobytu Fryderyka Chopina w Valdemossie na Majorce. Właśnie wtedy, gdy pojawiły się u niego pierwsze symptomy choroby. Niektórzy muzykolodzy uważają, że to w tych utworach dramatyzm muzyki Chopina przybiera najbardziej skondensowaną formę.

Stąd właśnie główne założenie mojej interpretacji - stworzyć z tych pojedynczych, 24 tak rozmaitych w barwach i emocjach muzycznych obrazów jedno dzieło.

Podobno nad tymi utworami pracowałeś z Krystianem Zimermanem, który po twoim zwycięstwie w XV Konkursie Chopinowskim zaoferował ci pomoc. Jakie wskazówki miał dla ciebie pianista, którego sukces powtórzyłeś równo po 30 latach?

Z Krystianem Zimermanem spotkałem się dużo wcześniej, przed nagraniem płyty. Pracowaliśmy nad kilkoma preludiami, które znalazły się na płycie, ale również nad muzyką klasyczną - sonatami Ludwiga van Beethovena i Josepha Haydna, a także muzyką Claude’a Debussy’ego, którą często grywam na koncertach. Zaraz na początku naszego spotkania
Krystian powiedział coś, co głęboko zapadło mi w serce - że każdy artysta powinien najbardziej słuchać swojej intuicji i być jej wiernym, bo to ona właśnie może doprowadzić do oryginalnej interpretacji. Ale muszę przyznać, że jego rozumienie muzyki Chopina jest bardzo mi bliskie, chociażby właśnie niektórych preludiów. Obaj nie jesteśmy zwolennikami zbyt kontrowersyjnych interpretacji.

To było widać już na konkursie. Ale jak teraz wygląda twoje rozumienie muzyki Chopina? Czy dalej, tak jak mówiłeś podczas konkursu i pierwszych po nim koncertów, gdy grasz tę muzykę, czujesz się jak w domu?

Od czasu konkursu - właśnie mijają dwa lata - jednak się trochę zmieniłem. Przede wszystkim nabyłem doświadczenia koncertowego, a co za tym idzie, zmieniło się też trochę moje podejście do interpretacji. Nieco inaczej na przykład na płycie brzmią preludia od numeru siódmego, które grałem przecież na XV Konkursie Chopinowskim. I choć ta muzyka jakby bardziej okrzepła w moich rękach, to wciąż poszukuję w utworach Chopina naturalności, która wydaje mi się tak charakterystyczna dla jego wszystkich kompozycji. Zresztą nie wracam do tego, co już było. Nie słucham już moich nagrań konkursowych. Staram się zrobić kolejny krok naprzód. I choć skłaniam się bardziej ku interpretacyjnej tradycji, to jednak takiej tradycji ze świeżym powiewem.

Stąd też klasyczny repertuar, który, jak wielu twierdzi, pomaga w zrozumieniu muzyki Chopina?

Właśnie. Ale przecież nie tylko granie rozwija wrażliwość, także słuchanie muzyki i to nie tylko fortepianowej, ale także operowej, symfonicznej. Mam w swojej bibliotece fonograficznej oprócz wielu nagrań fortepianowych płyty z muzyką symfoniczną i operową różnych epok, od baroku po muzykę współczesną. W zrozumieniu sonat fortepianowych Beethovena bardzo pomaga znajomość symfonii tego kompozytora, a pracując nad Mozartem, nie sposób nie wspomnieć o operze.

Jak wyglądała twoja praca w studiu Deutsche Grammophon w Hamburgu? Miałeś siedem dni na nagranie. To dużo czy mało?

Absolutnie wystarczająco. Parę miesięcy wcześniej, w marcu, wybrałem fortepian do tego nagrania. Byłem wtedy w Niemczech na kilku koncertach i sesji fotograficznej zorganizowanej przez wytwórnię specjalnie na potrzeby promocji mojej nowej płyty. Spośród czterech zaoferowanych mi doskonałych koncertowych instrumentów marki Steinway najbardziej urzekł mnie egzemplarz, który subtelną kolorystyką brzmienia idealnie pasował właśnie do miniatur
fortepianowych. Studio w Hamburgu jest urządzone na najwyższym poziomie i obsługuje je wyjątkowo profesjonalna ekipa, tak że praca tam była wręcz przyjemnością. Ponieważ najbardziej zależało mi, by uchwycić tę wspomnianą dramaturgię chopinowskiego cyklu, nagrywałem utwory większymi partiami. Na początku zająłem się pierwszą dwunastką preludiów. W ciągu dwóch dni powstały cztery wersje, z których wybrałem przedostatnią. W trzecim i czwartym dniu przeszedłem do kolejnej dwunastki. Później jeszcze powracałem do pewnych wybranych fragmentów, ale generalnie całość koncepcji w ostatecznej wersji została zachowana. W piątym i szóstym dniu nagrałem Nokturny nr 1 i 2 z opusu 62, które dopełniają program płyty.

Czy Deutsche Grammophon szykuje jakąś promocyjną trasę?

Trasy stricte związanej z płytą nie ma. Ale podczas licznych koncertów, z których najbliższe odbędą się w Niemczech, Francji i Holandii, Deutsche Grammophon organizuje całą masę spotkań, konferencji i wywiadów promujących moją płytę i dalsze projekty fonograficzne.

Właśnie, twój kontrakt z wytwórnią przewiduje kolejne dwie płyty. Kiedy znów wchodzisz do studia i co się na tych nowych albumach znajdzie?

Druga płyta, którą zacznę prawdopodobnie nagrywać kolejnego lata, też będzie solowa. Nie mogę jeszcze zdradzić, co się na niej znajdzie, powiem tylko, że nie będzie to album chopinowski ani też romantyczny... Na trzeciej płycie nagram oba koncerty fortepianowe Fryderyka Chopina. Ten album ma się ukazać za trzy lata. Nie wiem tylko, z jaką orkiestrą będę nagrywał, bo pod uwagę branych jest kilka zespołów, w tym orkiestra paryska i Concertgebouw Amsterdam.

Twoja sława za granicami kraju rośnie. Jeden z niemieckich krytyków nazwał cię "cudotwórcą fortepianu". Jak się z tym czujesz?

Gdyby nie zwycięstwo w XV Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim, nie byłoby kontraktu z Deutsche Grammophon, a gdyby nie kontrakt z tą wytwórnią, z pewnością nie odczuwałbym takich właśnie przejawów sławy. To wszystko bardzo mnie cieszy. Ja jednak wiem, że wciąż stoję na początku kariery i najważniejsze dla mnie jest rozwijanie, poszerzanie repertuaru i skupienie się nad pracą nad nowymi utworami. Choć muszę przyznać, że zarówno pozytywne recenzje, jak i objawy sympatii ogromnie mnie motywują.

Kalendarz koncertowy masz zapisany do którego roku?

Do 2010.

Znajdziesz w nim czas na polskie koncerty?

Naturalnie. Najbliższy odbędzie się już 9 listopada w auli Uniwersytetu w Poznaniu, gdzie zagram z orkiestrą Filharmonii Poznańskiej pod batutą Łukasza Borowicza I Koncert fortepianowy e-moll op. 11 Fryderyka Chopina