Katie Melua. Kobieta echo
Trzecia płyta Katie Meluy dowodzi, że jej samej znudziło się już śpiewanie jednakowych słodkich piosenek. Globalny fenomen brytyjskiej Gruzinki może wkrótce przeminąć, bo młoda wokalistka najwyraźniej nie ma pomysłu na swoją przyszłość.
- Muzyczny strumień świadomości z Islandii
- Szef wszystkich szefów
- Słynna piosenkarka jedzie ratować Gruzję
- Sofia, czyli mądrość
- Paul McCartney w Shreku 4?
- Partyzant epoki informacji
- Jeszcze więcej Katie Melua
- Katie Melua nie wie o czym śpiewa
- Tajna symfonia Katie Melua
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 8°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Podobnie rzeczy mają się na najnowszym albumie Angielki urodzonej w Gruzji. Gładkie, bezpretensjonalne piosenki napisane w większości przez opiekuna artystycznego Katie, Mike’a Batta i przez nią samą, nie wyróżniają się niczym szczególnym. Idealnie nadawałyby się na soundtrack do filmu o życiu Beatrix Potter (Melua nagrała zresztą ścieżkę dźwiękową do "Miss Potter") czy obrazu o współczesnej Ani z Zielonego Wzgórza.
"Pictures" jest kolekcją smutnych, jednorodnych popowych ballad, w których główną rolę odgrywa gitara, fortepian, flet i oczywiście głos Katie. Jest także orkiestra, umiejętnie wpleciona w kompozycje, z których tylko otwierający "Mary Pickford" ma szansę na dłużej wgryźć się w pamięć. Jej piosenki nie mają nic wspólnego z mądrymi i znaczącymi historiami, które znamy z twórczości Beth Orton, Jill Sobule czy Jeffa Buckleya.
Obrońcy Meluy powiedzą pewnie, że trudno wymagać artystycznej dojrzałości od 23-latki, ale inna dziewczyna z gitarą, PJ Harvey w tym samym wieku nagrała swój debiutancki, rozemocjonowany "Dry" (1992), który do dziś pozostaje klasyką kobiecego grania. Być może brytyjska wokalistka musi dojrzeć i poczekać kilka, a nawet kilkanaście lat na ów moment w życiu, w którym powróci po latach ze zmarszczkami i przemówi własnym głosem.
Co gorsza, najwyraźniej sama Melua czuje, że utkwiła w martwym punkcie - właśnie rozstała się ze specjalistą od sentymentalnych, miałkich przebojów Mike’iem Battem, dzięki któremu jej kariera nabrała światowego rozgłosu. - "Pictures" to nasz ostatni wspólny rozdział. Nie chodzi o to, że się sobą zmęczyliśmy, ale trzy płyty to sporo. Staję się coraz bardziej samodzielna i od następnej płyty będę produkowała sama" - zapowiada wokalistka.
Problem tkwi gdzie indziej. Melua to aniołek bez charaktetu, ulubienica publiczności, która zawsze słucha rodziców. Cała nadzieja w jakimś spektakularnym nałogu albo wielkiej miłosnej tragedii, która obudzi małą zaspaną divę.
Fani Gruzinki nazywają ją inkarnacją echa. To wyjątkowo trafny przydomek - Melua jest jedynie echem. Słabym echem Joni Mitchell, Patti Smith czy Suzanne Vegi, które podobno inspirują młodą artystkę. Na własny głos musi jednak jeszcze sporo popracować, a na razie będzie się tylko dobrze sprzedawać.















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!