Nie jesteś znudzony pisaniem w kółko podobnych piosenek?
Will.I.Am:
Nie interesują mnie eksperymenty. Zawsze chciałem docierać do jak największej ilości ludzi. I to mi się udaje. Nie chcę robić muzyki dla idei.

Pracujesz nad kilkoma projektami jednocześnie. Takie tempo nie zabija przyjemności komponowania?
Nie. To dla mnie wciąż czysta zabawa. Mój cały dom naszpikowany jest sprzętem do nagrywania. Tak urządziłem sobie życie, że mogę komponować w dowolnym momencie. Nawet kiedy jestem w trasie - tak jak teraz - moje główne studio podłączone jest przez internet do laptopa i jeśli będę chciał, to za chwilę pójdę do pokoju hotelowego i wymyślę kolejny utwór.

Ale pisanie hitów chyba już ci nie wystarcza. Chcesz zrewolucjonizować system sprzedaży muzyki.
Stary, sklepowy system dystrybucji już praktycznie nie istnieje. Czekam tylko aż firma Apple wypuści na rynek komputer bez CD-ROM-u. To będzie ostateczna śmierć płyty kompaktowej, która ma same ograniczenia. Można na niej umieścić tylko kilkanaście piosenek, i koniec. Na moją solową płytę "Songs About Girls" nagrałem tuzin piosenek o miłości, relacjach z kobietami. Ale kto wie - może jutro skomponuję kolejny świetny kawałek? Z płytą na sklepowej półce już nic nie zrobię. A w sieci mogę zwyczajnie dodać kolejny utwór do playlisty. W ten sposób moje albumy będą dojrzewały razem ze mną.

To dlatego strona Black Eyed Peas jest jedną z najsprawniej działających witryn zespołów?
Sieć daje niewiarygodne możliwości - to wiedzą wszyscy, ale nie wszyscy potrafią wykorzystać jej atuty. Przemysł muzyczny wciąż nie potrafi sobie poradzić z plagą piractwa. Szefowie największych korporacji ciągle myślą, jak wyciągnąć kasę od fanów. Ja nie mówię "dawaj forsę", tylko "człowieku zaróbmy razem". Stąd pomysł, żeby fani sprzedawali muzykę Will.I.Ama. Jak? Z mojej witryny pobierasz specjalny odtwarzacz, który możesz umieścić na swojej stronie. Za każdym razem kiedy ktoś kupi utwór z twojego odtwarzacza, dostajesz nawet 10 procent zysku ze sprzedaży. To interakcja, ruch wyprzedzający pirata, traktujący fana jako współpracownika, a nie potencjalnego przestępcę.

Jesteś też wielkim gadżeciarzem. Podobno ostatnio zasadzałeś się na samochód Tesli. Co to takiego?
To niesamowita fura - sportowe auto o napędzie elektrycznym. Ładuje się je ze zwykłego domowego gniazdka elektrycznego. Od pozostałych tego typu konstrukcji różni się jednym zasadniczym szczegółem - od zera do setki rozpędza się w niecałe 5 sekund.

Masz czas, żeby nim jeździć?
Na razie kiepsko to wygląda, bo w domu spędzam jakieś dwa miesiące w roku. Na horyzoncie wciąż pojawiają się nowe projekty - niebawem nagram płytę z moimi ulubionymi raperami m.in. Commonem, Q-Tipem i Talibem Kweli. Zawsze chciałem nagrać czysto hiphopowy album.

A Michael Jackson? Masz być przecież reżyserem jego wielkiego powrotu. Jak idą prace?
Na razie nagraliśmy trzy piosenki. Uwierz mi, są naprawdę świetne. Ten facet ciągle dysponuje niesamowitym głosem, z którym może zrobić wszystko.

Nie traktuje cię z góry? W końcu to największa obok Elvisa gwiazda w historii popu.
Nic z tych rzeczy. Na początku czułem się trochę niepewnie, bo to przecież boski Michael Jackson, bohater mojego dzieciństwa. Ale później okazało się, że to bardzo przyjazny człowiek, z którym dużo rozmawiamy i raczej się nie spieszymy. Dlatego uprzedzając twoje kolejne pytanie, nie mogę powiedzieć nic o dacie premiery.

A co z Whitney Houston? To kolejna gwiazda, którą reanimujesz...
No tak, ale nie produkuję dla niej całego albumu. Na razie skończyliśmy pracować nad jedną piosenką. Naprawdę nie mogę zdradzić szczegółów, bo Whitney to konkretna kobieta i mogłaby mi nieźle przylać, gdybym powiedział za dużo. Zdradzę ci jednak, że tak pięknej soulowej ballady dawno nie słyszałem.