Choć populacja krainy gejzerów jest odrobinę większa od liczby mieszkańców Białegostoku, muzycznych sukcesów Islandczykom zazdroszczą nie tylko Polacy. Uznanie, jakim cieszą się Björk, Mum, Gus Gus czy Sigur Ros trudno wytłumaczyć jedynie tęsknotą słuchaczy za północną egzotyką. Nierzadko jednak padają oskarżenia, że artyści ci cynicznie wykorzystują nordycką mitologię do celów marketingowych.
"
Szczególnie często dotyczą one Sigur Ros, prawdopodobnie z racji tego, ze Jonsi Birgisson śpiewa w wymyślonym języku hopelandic, opartym na islandzkiej fonetyce. Wokalista nie kryje irytacji: - To dziennikarze zwykle pytają nas o elfy i chcą fotografować z gejzerem w tle. Jesteśmy tym już zmęczeni, bo wygląda na to, że te wszystkie frazesy definiują naszą twórczość. Jasne, że kiedy mieszkasz w danym środowisku, to ono na ciebie wpływa.

"Heima", tytuł nowego DVD grupy, oznacza właśnie "dom", "ojczyznę" i raczej trudno się spodziewać, by film ten zmienił powszechny odbiór zespołu. Nakręcony z pomocą 40-osobowej ekipy, niezwykle efektowny wizualnie dokument przypomina fragmenty występów grupy w małych górskich miasteczkach, ale też w tak niecodziennych miejscach jak oblodzona łąka, opuszczona wytwórnia ryb czy samotna chata niedaleko fiordów. Dźwiękowy impresjonizm Islandczyków świetnie współgra z tymi obrazami.

Gdy w 1999 roku Sigur Ros podbijali światowe rynki krążkiem "Agaetis Byrjun", pisano, że wnieśli ludzkie emocje do abstrakcyjnej formuły post-rocka. I choć zarzucano im też pretensjonalność, niewiele grup w tak krótkim czasie zdobyło równie oddane grono fanów. Ich muzyka trafiła zarówno do słuchaczy wychowanych na artystach wytwórni 4AD, jak i miłośników ambientu, muzyki poważnej czy nawet death metalu.

Dwupłytowa kolekcja nagrań "Hvarf-Heim" to zbiór kilku wcześniej niepublikowanych utworów ze studyjnego archiwum, a także akustyczne wersje paru piosenek znanych z albumów. Próba zmierzenia się z formułą unplugged mogła budzić zdziwienie, bo to właśnie charakterystyczne epickie brzmienie - definiowane przez jęczące gitary, ocierające się o elektroniczny trans smyki i androgyniczny falset Jonsiego - wydawało się największym atutem zespołu. Islandczycy bez prądu radzą sobie jednak całkiem sprawnie. Hałaśliwa zamieć gitar ustępuje tu miejsca gęstym smyczkowym aranżacjom, czasem na pierwszy plan wybijają się dźwięki pianina.

Wydawnictwo nie wnosi jednak nic nowego do repertuaru Sigur Ros. Sceptycy, których irytuje ckliwa poetyczność tej formuły utwierdzą się w swoich przesądach, fani zaś i tak kupią płyty "w ciemno". Jeśli im jednak mało jesiennych atrakcji, ich uwadze warto polecić wersję "Flugufreisarinn" z "Agaetis byrjun", nagraną przez legendarnych smyczkowy kwartet Kronos Quartet. Zaś, w dalszej kolejności - arcydzieło z pogranicza post-rocka, ambientu i kameralistyki - najnowszy krążek Teksańczyków ze Stars of The Lid. To o nich Ivo Watts Russel - szef 4AD - mówi "najpiękniejsza muzyka XXI wieku".



Sigur Ros
"Hvarf-Heim"
"Heima" (DVD"
XL