Madonna i nudziarze

Królowa popu zawsze miała nosa przy wyborze producentów swoich albumów, które przecierały nowe szlaki popu (wystarczy wspomnieć Mirwaisa czy Mariusa De Vriesa), jednak wszystko wskazuje na to, że wokalistka nie chce już ryzykować. Jej nowe dzieło, które ma się ukazać za kilka miesięcy, prawdopodobnie będzie kolejną kopią homogenicznych hitów autorstwa wyświechtanych mistrzów konsolety Pharella Williamsa i Timbalanda, którzy maczali palce przy produkcji płyty.

Powrót Jacksonów

Klan Jacksonów powraca niczym nadgniłe zombie. W 2008 roku światło dzienne ma ujrzeć album Michaela Jacksona produkowany m.in. przez Will.I.Ama. Mając w pamięci „Invinsible” - ostatnie dzieło Jacko sprzed siedmiu lat, które okazało się klapą wszech czasów ciężkostrawną nawet dla jego fanów, oraz kolorowe, ale jednakowe hity Will.I.Ama, możemy spodziewać się tylko jednego - ta płyta będzie jak zombie (znowu???) w pstrokatym stroju golfiarza. To nie koniec koszmaru - niedawno pojawił się pomysł, żeby reaktywować Jacksons 5. Jakby tego było mało, lada moment na rynek trafi nowy album mdłej, jak kilo cukierków, Janet.

Miękkie struny Carlosa Santany

Niegdysiejszy heros gitary na emeryturze z pasją oddaje się sączeniu powłóczystych solówek, których nie sposób od siebie odróżnić (patrz jego ostatni album sprzed trzech lat „All That I Am”). 60-letni muzyk wystąpi w Warszawie 27 czerwca. Do sklepów trafi też album nagrany z udziałem Wayne’a Shortera, Pharoaha Sandersa i Kenny’ego Garretta. Goście znakomici, jednak znając dokonania Santany z ostatniej dekady, skończy się na lukrowanym latino smooth jazziku.

Avril Lavigne - rock bez rocka

Niektórzy znawcy rynku muzycznego twierdzą, że muzykę sprzedaje się jak proszek do prania. To ryzykowna teza, jednak w przypadku Avril Lavigne wyjątkowo trafiona. Sprofilowana pod młodych Amerykanów Avril serwuje mdławy, poprockowy repertuar mający trafić do zbuntowanych nastolatków - ma być szalona, ale tylko trochę, grać ostro, ale jednak gładko. Efekt? Nijaka muzyka i wokalistka o aparycji Ronalda McDonalda. Dlatego nie zachęcamy do pójścia na jej lipcowy koncert we Wrocławiu.

Robbie Williams chce rapować

Jeszcze na dobre nie minęła nam zgaga po wybitnie złym albumie „Rudebox” z 2006 roku, a enfant terrible brytyjskiej sceny popowej Robbie Williams zapowiada "wielki powrót”. Niebawem ma się ukazać jego płyta podparta nazwiskiem najpopularniejszego obecnie na wyspach producenta Marka Ronsona (to on stoi za sukcesami Amy Winehouse). Wszystko gra, ale Ronson przebąkuje coś o połączeniu hip-hopu i blue grassu. Wszyscy pamiętamy jak rapował Williams na singlowym „Rudebox”... Na szczęście zatyczki do uszu można kupić w aptece już za złotówkę.

Guns’n’Roses ciągle w poczekalni

Nie czekamy również na mityczne opus magnum Axla Rose’a, bo zwyczajnie nam się to znudziło. Co prawda boski Axl wszem i wobec ogłosił, że „Chinese Democracy” pojawi się w sklepach 11 lutego, ale podobnych zapowiedzi w czasie dekady powstawania albumu-widma były już dziesiątki. Między bajki można też włożyć informację o reaktywacji Gunsów. To równie prawdopodobne jak to, że Slash jutro ogoli głowę.


U2 w najmocniejszym składzie

Bono, Larry, The Edge i Adam nie nagrywają już albumu co rok lub dwa jak z początku kariery. Teraz każą czekać już ponad trzy wiosny. Wszystko wskazuje na to, że w końcu zziębnięte ręce wytęsknionych fanów zostaną rozpalone. U2 pracują nad płytą od 2006 roku w towarzystwie studyjnych gigantów: Briana Eno i Daniela Lanois (producentów "The Joshua Tree”) oraz Ricka Rubina. Polscy fani już piszą petycję w sprawie sprowadzenia zespołu do Polski. Oby im się udało.

Druga młodość The Police

Plotki z początku zeszłego roku o powrocie The Police wielu traktowało jak wiadomości o tym, że Elvis żyje. Dobrze by było, ale nic z tego. A jednak. Nie dość, że wrócili, to jeszcze zagrają w Polsce. 26 czerwca na Stadionie Śląskim w Chorzowie Sting i spółka zagrają z okazji 30. rocznicy powstania zespołu. Żeby usłyszeć „Roxanne” na żywo, wielu porzuci pewnie pracę i odda dzieci do dziadków. I słusznie.

Portishead – spleen idealny

31 marca zakończy się ciężki dla fanów trip-hopu dziesięcioletni okres, podczas którego Portishead zapadło w twórczy sen. Tego dnia światło dzienne ujrzy nowa płyta tria zatytułowana prawdopodobnie „Alien”. Twórcy trip-hopu, za którymi podążyli inni –chociażby Morcheeba i Moloko – przygotowywali album ponad trzy lata. Jak twierdzą ci, którym udało się zdobyć bilet na koncert w rodzinnym Bristolu w grudniu 2007 roku, nowy materiał zaskakuje. Siłą Portishead od zawsze było jednak nowatorstwo i brak kompromisów.

Led Zeppelin – jedyni żywi rockmani

Pytanie nie brzmi już czy giganci hardrocka powrócą na scenę na dobre, tylko kiedy? Członkowie Led Zeppelin byli tak zachwyceni przyjęciem przez fanów i swoją kondycją podczas pierwszego od 1980 roku koncertu w grudniu zeszłego roku w Londynie, że poważnie myślą o wspólnej trasie. Powrót twórców „Whole Lotta Love” to jak come back Rocky’ego i Indiany Jonesa w jednym. Tym bardziej, że nikt z młodzików nie dorasta im do pięt.

The Prodigy ciągle z wykopem

"Cały czas pracujemy nad piątym albumem" - informuje niezmiennie, nazywany Robocopem i Beethovenem w jednym Liam Howlett, lider mistrzów rave’u The Prodigy. Finał ma nadejść w kwietniu. Wytwórnia Cooking Vinyl zaanonsowała na ten czas premierę najnowszego krążka, twórców "Breathe” i "Firestarter”. Mimo że ich ostatni album „"Always Outnumbered, Never Outgunned” (2004) nie przyniósł nic nowego, to ciągle przebojowa muzyka z wykopem.

Bauhaus po raz ostatni

W marcu na muzyczne półki w salonach powróci też inna brytyjska legenda - Bauhaus. W ich przypadku okres przestoju trwał jednak ćwierć wieku. Po nagraniu ostatniego studyjnego albumu w 1983 roku powrócą płytą „Going Again White”. Zespół, który oprócz stylu łączącego glam rock z punk rockiem i industrialem, wyróżniał się charakterystyczną, mroczną oprawą wizualną otworzył horyzonty dla takich grup jak Interpol czy Einstürzende Neubauten. Niestety, jak zapowiadają muzycy, będzie to ich ostatni album.