Nagrywałeś kawałki w stylu techno i mocne breakbeaty, grałeś futurystyczny synth jazz i prostego gitarowego punk rocka. Muzykę na twoim najnowszym krążku "The Golden Foretaste Of Heaven" to mroczny electropop. Znajdziesz kiedyś formę, z której będziesz zadowolony?

Alec Empire: Ha, ha…ze wszystkich jestem zadowolony! Po prosu nie znoszę kopiować samego siebie. Miewam różne nastroje, a rozmaite treści wymagają różnej ekspresji. Dlatego spodziewam się, że dla wielu mój nowy album może być wyzwaniem, bo to nowoczesne electro, a ludzie oczekują ode mnie czegoś dziwnego czy ekstremalnego. A na tej płycie jest mniej agresji. Nie obiecywałem jednak, że będę przez najbliższe 10 lat nagrywał mocne utwory taneczne albo punka.

Jak zatem będzie wyglądał koncert w Warszawie?

Często o tym rozmawiamy z zespołem. Nigdy nie grałem w Polsce, a dostaję stąd dużo e-maili i czuję ogromną odpowiedzialność. Gdy gram w Berlinie kilka razy do roku, mogę sobie pozwolić na różne wygłupy - raz gram punkowo, a potem serwuję eksperymentalny breakcore’owy set. Gdy jednak jadę gdzieś po raz pierwszy, gdzie oczekują mnie od dekady, muszę pokazać coś specjalnego. Na pewno będzie to inny show niż pozostałe, intensywny zarówno dla publiki, jak i dla mnie. Tyle mogę zdradzić.

>>> Kliknij, aby kupić tę płytę w cenie 45,99 PLN. <<<


W latach 80. w Niemczech, Austrii i Szwajcarii powstała bardzo ciekawa scena niemieckojęzyczna. Tacy artyści jak Einstürzende Neubauten, DAF czy Der Plan mieli być odpowiedzią na popową kulturę anglosaską. Czy stanowili dla ciebie inspirację? I dlaczego śpiewasz po angielsku, a nie po niemiecku?

Na nowej płycie jest wiele z dźwięków niemieckiego elektronicznego popu z połowy lat 70. i 80. - od Kraftwerku po Der Plan właśnie. Bardzo szanuję tych artystów których wymieniłeś, jednak - jak sam zauważyłeś - w latach 80. śpiewanie po niemiecku było rodzajem manifestu: "nie jesteśmy konformistami, nie poddajemy się dyktatowi sceny brytyjskiej i amerykańskiej". Podkreślenie własnej odrębności było istotne, bo w krajach kontynentalnej Europy istniało wówczas mnóstwo cover bandów, które grały kawałki The Beatles czy The Shadows. Teraz jednak sprawa wygląda trochę inaczej i nie rozumiem, dlaczego miałbym sobie odmawiać kontaktu z międzynarodową publicznością. Pewnie kiedyś nagram płytę po niemiecku, ale tylko dlatego, że lubię brzmienie tego języka - słowa, wymowę, akcent. Mam wrażenie, że wielu artystom wydaje się, że robią coś oryginalnego, tylko dlatego, że śpiewają po niemiecku. I nie przeszkadza im, że naśladują amerykańskie bandy gitarowe albo zrzynają z hip-hopowych producentów ze Stanów. Niemieckie kopie 50 Centa - to przecież żałosne!

Czy twoje hasło "zniszczyć 2000 lat kultury" wykrzykiwane z ATR jest wciąż aktualne?

Tak - to metafora i istotny manifest, a nie tylko gówniarskie pokrzykiwanie "fuck you". Chodzi o to, by szukać nowej energii, pozbyć się uprzedzeń, oczyścić to, co w kulturze złe. Przemyśleć wszystko na nowo. W dzielnicy Berlina Zachodniego, w której się wychowałem, jest wielki kościół, zbudowany w czasach nazistów. Po drodze do szkoły codziennie myślałem "coś tu jest nie tak". Nie dawało mi to spokoju. I zacząłem wtedy myśleć, że jest mnóstwo mitów, idei, przyzwyczajeń, które trzeba kwestionować. Dotyczy to także religii. Staram się zrozumieć religijnych ludzi, ale myślę, że kategorie pojęciowe sprzed 2000 lat nie pasują do doświadczeń dzisiejszego społeczeństwa. Przecież dzięki rozwojowi nauki dowiedzieliśmy się mnóstwo o sobie, o naturze, o kosmosie. Wydaje mi się, że postawa wielu ludzi wynika z lęku przed zmianą i konfrontacją. Oczywiście, gdy krzyczę "Destroy 2000 years of culture", nie chodzi mi o to, by ludzie nagle przestali grać Bacha czy Mozarta. Chcę jednak, by szukali równocześnie innego języka i nowych idei.

Alec Empire

19.02, Warszawa, Centralny Dom Qultury

>>> Kliknij, aby kupić tę płytę w cenie 45,99 PLN. <<<