W tym roku mija 25. rocznica powstania Variete. W latach 80. stali się ulubionym zespołem młodej polskiej inteligencji i legendą festiwalu w Jarocinie, gdzie regularnie zdobywali wyróżnienia. Powrócili tam w 1992 roku, gdy zgłosili się do konkursu i zgarnęli najbardziej cenioną nagrodę publiczności. O jubileuszowych obchodach nic nie wiadomo. Bo i po co? Działają nieustannie, choć nie obyło się bez przerw i zmian personalnych. Ich nowa, szósta płyta prezentuje muzykę świeżą i energetyczną, bez śladu muzealnej patyny.

W tamtej epoce byli najważniejszym w kraju zespołem "zimnej fali". Lidera i frontmana Variete Grzegorza Kaźmierczaka pytam więc o wskrzeszenie nowofalowej mody, która dziś w ślad za filmem "Control" znów podbija 20-latków. - Uważam, że każdy czas ma swoją ekspresję. Stan wojenny w Polsce i album Joy Division "Closer", te dwie formy mocno współgrały ze sobą. A każde wskrzeszenie, przynajmniej wtedy, kiedy jest wykorzystane marketingowo, jest mocno podejrzane - mówi.

Kto chciałby sprawdzić ów mroczny, heroiczny okres Variete, powinien dotrzeć do albumów "Bydgoszcz 1986" albo "Variete". Muzyce z nowej płyty nikt nie zarzuci jednak podpinania się pod modę. Już od połowy lat 90. zespół odcinał się od mrocznej etykietki, a "Zapach wyjścia" jest na tym gruncie zdecydowanym zerwaniem. Owszem, o niepowtarzalnej atmosferze Variete decyduje metafizyczny niepokój wywiedziony z chmurnych nastrojów rocka lat 80., ale potrafią go wyrazić we własny sposób, uwolniony z estetycznych kalek.

"Chodź, pojedziemy dziś/będziemy sami w przedziale" - brzmią pierwsze słowa "Zapachu wyjścia". I w połączeniu z tyleż nerwową, co transową motoryką muzyki wprowadzają one w atmosferę podróży, a może i ucieczki. Niepokój wyraża się w nieustannym ruchu, który osiąga hipnotyczny wręcz wyraz. Inspiracją tej płyty był wyjazd zespołu do Nowego Jorku, ale przecież motyw podróży obecny jest w poetyckich tekstach Kaźmierczaka od dawna. - Najważniejsze jest mieć możliwość poruszania się, zmiany. Myślę, że jeśli jesteś w stanie w pół godziny się spakować i za godzinę być na lotnisku, to wszystko z tobą w porządku - tłumaczy Kaźmierczak

W jego dzisiejszych wierszach mniej jest symboli i metafor, a więcej scen wyciętych z codzienności, ulotnych emocji i impresji. Najważniejsze zmiany dotyczą jednak muzyki. Materiał powstał w Nowym Jorku z udziałem tamtejszej sekcji rytmicznej, która wniosła soczysty funkowy rytm, a całość spowijają brzmienia elektroniki decydujące o zwiewnej kolorystyce. Podczas koncertów Variete występuje teraz w duecie - Kaźmierczak i gitarzysta Marek Maciejewski - odtwarzając nowojorskie rytmiczne ślady z komputera. - Nowy Jork nie jest miastem do grania ballad, a my jesteśmy zafascynowani nowymi brzmieniami od dawna - komentuje muzyczne zmiany Kaźmierczak.

"Zapach wyjścia" to wypowiedź intymna, bliższa impresji niż dzieła z pretensjami. A równocześnie ma zniewalający klimat i intrygującą, niedopowiedzianą głębię. Tak szlachetny ciężar gatunkowy to rzadkość w ścigającym trendy współczesnym rocku. Dobrze, że Variete wciąż są z nami.

Variete

Zapach wyjścia

Kuka Records