Wytrawny soul Toma Jonesa
Najnowszy album legendarnego hulaki to jego najbardziej osobista i sentymentalna płyta od lat. Na "24 Hours" dominują spokojne, nastrojowe ballady, w których król parkietów brzmi nadzwyczaj poważnie, odwołując się do korzennego bluesa i soulu.
- Tom Jones: Ja ciągle żyję!
- Czarne konie czarnej muzyki roku 2009
- W pogoni za Amy Winehouse
- Nowe oblicza rynku muzycznego
- Fani nagrywają dla Queen Latifah
- Ivan Monighetti w Katowicach
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 8°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Słychać tu echa początków kariery 69-letniego wokalisty - czasów gdy odwoływał się do klasyków soulu pokroju Ottisa Reddinga czy Marvina Gaye’a, tak jak w gospelowej niemal balladzie "Seasons" i soulowym "Never". W wywiadzie dla "Kultury" wokalista wyznaje, że jego wokal nigdy nie brzmiał tak dobrze - nie są to czcze przechwałki. Dość powiedzieć, że chwilami Jones mruczy niczym Leonard Cohen, a nawet Tom Waits (jak głęboki i pełny jest dziś jego głos słychać najlepiej w coverze "The Hitter" Bruce’a Springsteena).
Oczywiście Jones nie byłby sobą, gdyby nie wyprężył swojej owłosionej klatki piersiowej w stronę parkietu. Na "24 Hours" znalazło się kilka hitów, które zadowolą mniej wybrednych słuchaczy, pragnących po prostu dobrych tanecznych numerów w rodzaju "Sex Bomb" czy "Black Betty", jakie na przełomie wieków pomogły wrócić Jonesowi do gry. Ci na pewno docenią podszyty funkową energią "Sugardaddy" i "I Am Still Alive". Nie ma wątpliwości - pogłoski na temat śmierci Toma Jonesa są zdecydowanie przesadzone.
TOM JONES
"24 Hours" (2008)
Wyd. S-Curve
Posłuchajcie, jak Tom Jones brzmi w tytułowym kawałku ze swojej najnowszej płyty:
p
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!