Animal Collective
"Merriweather Post Pavilion"
Wyd. Domino/ISound 2009


Zapomnijcie już o ostatnim albumie grupy Tv On the Radio, której artystyczny pop jest coraz bardziej przewidywalny, a brzmienie konfekcyjne. Zapomnijcie też o gwiazdach jednego sezonu jak Fleet Foxes, która nigdy nie wyjdzie poza wtórną hipisowską konwencję. Teraz przyszedł czas na Animal Collective, którego członkowie od blisko 10 lat konsekwentnie rozwijają swój styl, piszą świetne piosenki, nie boją się eksperymentów, a każdą kolejną płytą nie przestają zaskakiwać.

Nie inaczej jest na „Merriweather Post Pavilion” – drugim krążku wydanym nakładem Domino Records. Polska publiczność miała drobny przedsmak tego wydawnictwa podczas dwóch występów grupy w październiku w Katowicach i Warszawie – kiedy Panda Bear, Avey Tare i Geologist dali niezwykle dynamiczne występy, posługując się na scenie samplerami, mikserami oraz prostą perksują (talerz i werbel). Teraz dzięki dopracowaniu materiału w studiu można docenić w pełni świetne melodie i harmonie wokalne, które w takich momentach jak „Also Frightened” czy rozmarzone „Bluish” tradycyjnie przywołują skojarzenia z Beach Boys. Muzycy technicznie powracają trochę do czasów eksperymentów z „Here Comes the Indians”, ale już z doświadczeniem z ostatnich albumów, kiedy ich utwory nabrały zwartej, znacznie melodyjnej formy – w szczególności na solowym dziele Panda Bear „Person Pitch”.


Animal Collective jak zwykle imponują barwną wyobraźnią, kiedy właściwie z niczego potrafią wyczarować wspaniałe piosenki – jak „Lion in a Coma” oparte na zapęltonej partii didgeridoo i rytmie wybijanym na tamburynie i werblu czy najlepszą na płycie „My Girls” również nagraną za pomocą przeszkadzajek oraz prostych elektronicznych sampli. Do tego „Summertime Clothes” imponuje dynamiką wzmocnioną ostrzejszym brzmieniem i transowym rytmem, a rozbudowane szcześciominutowe „Brothersport” dzięki zabawie z głosami przypomina niewinny, dziecięcy klimat ich twórczości. Nie brakuje też aktualnych wpływów etnicznych w „Taste” odbijającym afrykańskie fascynacje Paula Simona, a w psychodelicznych barwach otwierającego „In the Flowers” słychać nawet futurtystyczne popowe wizje Flaming Lips.

W ten sposób jeden z głównych przedstawicieli nowojorskiej sceny New Weird America robi kolejny krok do przodu i wychodzi z niszy w stronę szerszej publiczności indie-rockowej. Z zakwalifikowaniem twórzczości Animal Collective zawsze były problemy – muzycy co prawda przyznawali się do fascynacji np. Pavement, ale poszukiwania stylu razem ze znajomymi z Black Dice, Excepter czy Gang Gang Dance stawiało ich w kręgu surowego, psychodelicznego folku oraz elektronicznych eksperymentów krautorockowych. Teraz to Animal Collective ustalają standardy, a w ślady za nimi podążają kolejni – debiutanci z High Places, Department of Eagles związane z Grizzly Bear czy nawet członkowie Battles. I jak pokazuje najnowszy album „Merriweather Post Pavilion”, trudno o lepszy wzór na współczesnej scenie muzycznej.