Taylor Swift "Fearless"
Wyd. Universal 2008

p

Zanim w Stanach szczyty list przebojów zajęła na dobre Kelly Clarkson, przez jedenaście tygodni z rzędu królowała na nich inna urocza nastolatka śpiewająca o młodzieńczych rozterkach sercowych. Była nią Taylor Swift, która za sprawą drugiego albumu „Fearless” stała się prawdziwym fenomenem amerykańskiej muzyki popularnej na czas kryzysu.

18-letnia artystka idealnie wstrzeliła się w target – z jednej strony zdobyła serca publiczność country, opowiadając o podróżach do Nashville i miłości do Patsy Cline i Dolly Parton, a z drugiej młodzieńczym temperamentem, randkami z Joe Jonasem (Jonas Brothers) i występem w „Hannah Montana” znalazła uznanie wśród swoich rówieśników.

W związku z tym słuchając „Fearless”, trzeba przygotować się na potok banalnych liryków o wymarzonej miłości jak Romea i Julii („Love Story” - patrz wideo poniżej), o ukochanym, który przyjedzie po nią na białym koniu („White Horse”), przyglądaniu się chłopakom na szkolnym boisku („Fifteen”) i pisaniu dla nich piosenek („Hey Stephen”). Każda z nich odpowiednio lukrowana z country’owymi stylizacjami jak u Shanii Twain albo ze sztucznym dramatyzowaniem Avril Lavigne.

Niestety takie głodne kawałki biorą chyba tylko amerykańską publiczność wychowaną na młodzieżowych serialach Disneya i hollywoodzkich komediach romantycznych.