Sébastien Tellier „Sexuality”
Wyd. Record Makers/Dream Music 2009

p

Jak brzmiałaby ścieżka dźwiękowa do kolejnej cześci „Emmanuelle” nagrana wspólnie przez Prince’a i członków Daft Punk? Pewnie tak jak trzeci studyjny album Sébastiena Telliera „Sexuality”.

Ten ekscentryczny Francuz w zeszłym roku podbił ojczyznę zmysłowym głosem, bezpruderyjnym podejściem do miłości oraz zabawną pozą zblazowanego playboya. Na znacznie mniej uznania mógł liczyć na Wyspach, gdzie poczucie humoru jest inne. A teraz z rocznym opóźnieniem rozpoczyna ekspansję na rynek amerykański i polski.

„Sexuality” to głównie gratka dla wielbicieli french touch, którzy mogę pamiętać Telliera z czasów, gdy supportował Air, oraz docenią robotę producencką Guy-Manuel de Homem-Christo (Daft Punk). To dzięki niemu proste piosenki, w których główną rolę odgrywają archaiczne syntezatory, pulsujący bas oraz znudzony śpiew, nabierają rasowego stylu soul i r’n’b w „Kilometer”, taniego sentymentalizmu synth popu i soft rocka w „Look” czy nawet budzą skojarzenia z elektronicznymi popisami Vangelisa i Jeana-Michaela Jarre’a w „Sexual Sportswear”.

Natomiast wychodząc naprzeciw fanom dobrego popu, Tellier wyraźnie zainspirowany Princem potrafi też odnaleźć w sobie charyzmę Marvina Gaye’a czy szpanerski szlif Justina Timberlake’a. Może brakuje tutaj przebojów, które mogłyby pociągnąć ten album na listach przebojów, za to jego klimat potrafi wciągnąć słuchacza w świat kiepskich filmów porno klasy B oraz miłosnych gierek, w jakie Tellier zabawiał się w studiu ze swoją dziewczyną.