OFF Club: BUTTHOLE SURFERS
Wrocław, klub Bezsenność, ul. Ruska 51
19.04, godz. 18.00, wstęp 60 PLN

p

W latach 80. uchodzili za najbardziej bezkompromisowy i nieobliczalny zespół wywodzący się ze sceny hard core’owej, związany z czołowymi wytwórniami Alternative Tentacles i Touch & Go. A w latach 90. podpisali kontrakt z koncernem Capitol Records, odnieśli nieoczekiwany sukces nawet na listach „Billboradu”, a jego wiernymi fanami stali się Kurt Cobain, Flea (Red Hot Chili Peppers) czy Johnny Depp. Teraz Butthole Surfers powracają po dłuższej przerwie w odświeżonym składzie, wykorzystując przy tym sentyment starych fanów i niewiedzę młodszych.

Wokół wyczynów dwóch podstawowych członków Gibby’ego Haynesa i Paula Leary’ego przez lata narosło wiele legend – ale przy budowaniu rock’n’rollowego mitu jest to bardzo przydatne. W przypadku Butthole Surfers od początku wiele mówiło się przede wszystkim o dziwnych fryzurach jego członków, przebieraniu się w damskie fatałaszki, nagich tancerkach na scenie, wylewaniu torebek krwi, podpalaniu się, a w późniejszym okresie również o rozpylaniu dymu na koncertach, wysokim poziomie hałasu i wyświetlanych filmach pełnych scen katastrof i operacji chirurgicznych. Niezależnie od tego, ile było w tych opowieściach prawdy, w podziemnym obiegu zinów i kaset było o nich głośno. Butthole Surfers stali się zespołem kultowym. Tymczasem artyści prochu nie wymyślili – wykorzystali jedynie taktykę szoku wywodzącą się z brytyjskiej sceny industrialnej i nadali jej bardziej absurdalny charakter rodem z amerykańskich filmów klasy B. Natomiast ich chaotyczna muzyka wpisywała się w dokonania Savage Republic, Black Flag, Circle Jerks i była przesycona narkotycznym duchem kalifornijskiej psychodelii.

Najważniejsze jednak, że swoimi albumami m.in. debiutanckim „Psychic... Powerless... Another Man’s Sac” i uchodzącym za najcięższy „Locust Abortion Technician”, rzeczywiście zapisali się na stałe w historii muzyki. A o ile od momentu wyjścia zespołu z podziemia na fali popularności niezależnego rocka na antenie MTV i ogromnych tras Lollapalooza, jego znaczenie oraz jakość płyt zdecydowanie słabła, to legenda przetrwała. Kalifornijczyków można dziś umieścić gdzieś obok wciąż aktywnych Melvins i Sonic Youth.

Obecnie kiedy nazwa Butthole Surfers może niektórym kojarzyć się tylko z piosenkami ze ścieżek dźwiękowych do filmów „Głupi i Głupszy”, „Romeo i Julia”, „Mission: Immposible II”, przebojem „Pepper” (wideo poniżej) czy „Who Was In My Room Last Night”, który trafił do gry „Guitar Hero 2” – warto też zobaczyć, na co jeszcze stać tych weteranów. Podobno od czasu reaktywacji w starym składzie zeszłego lata są naprawdę w świetnej formie. Choć tym razem podczas pierwszej wizyty w Polsce raczej słynnych fajerwerków na scenie zabraknie.