Ale zwycięztwo obozu Snoop Dogga jest tylko połowiczne. Sąd uznał, że choć Monroe nie ucierpiał z rąk samego rapera, podczas feralnego koncertu doznał poważnych obrażeń, za które należy mu się prawie 500 tysięcy dolarów odszkodowania.

Wszystko stało się za sprawą dość niefartownego nieporozumienia. Bawiący się na koncercie fan, źle odczytał intencje muzyka, unając, że Snoop zachęca słuchaczy, by zatańczyli obok niego podczas piosenki "Gin and Juice". Monroe błyskawicznie wskoczył na scenę, a tam zajęła już się nim ochrona. Ludzie z otoczenia muzyka myslei, że fan chce zaatakować rapera i obeszli się z panem Richardem dość niedelikatnie.

Ława przysięgłych uznała jednak, że w bijatykę nie był zaangażowany Snoop Dogg. Richard Monroe twierdził, że uderzył też sam raper, używając do tego celu mikrofonu. Gruntowne przeanalizowanie filmu zarejestrowanego podczas koncertu nie pozostawiło jednak wątpliwości, że Snoop jest czysty.