Iggy Pop "Preliminaires"

Wyd. EMI 2009

Ocena 5/6

p

Przeczytałem „Możliwość wyspy” Houellebecqa dwa lata temu, kiedy odpoczywałem na Riwierze Francuskiej. Ta książka natychmiast mnie pochłonęła i już po kilku chwilach wiedziałem, że ten skur... potrafi pisać – tak o francuskim pisarzu mówi Iggy Pop w wywiadzie zamieszczonym na jego stronie internetowej. Bo właśnie dzieła Michela Houellebecqa zainspirowały ojca chrzestnego punka do nagrania najnowszej solowej płyty. „Preliminaires” to nie jest Pop, jakiego znacie. To raczej Pop, w którego byście nie uwierzyli, gdybyście go nie usłyszeli na własne uszy. Oto bowiem facet, który na koncertach tarzał się w tłuczonym szkle i robił setki innych dziwnych rzeczy sprawiających, że młodym kapelom na samą myśl włos się jeży na głowie, śpiewa teraz ballady na modłę francuskich lowelasów i ciem barowych.

Albumem „Preliminaires” James Newell Osterberg (prawdziwe nazwisko Popa) wkracza na terytorium Leonarda Cohena, a nawet Toma Waitsa. Kiedy w otwierającym płytę klasyku „Les Feuilles Mortes” (wykonywanym wcześniej m.in. przez takie sławy jak Yves Montand czy Juliette Greco) niczym Serge Gainsbourg szepcze po francusku miłosny poemat o jesiennych liściach jest nie do rozpoznania. Z kolei w „King Of The Dogs” przy akompaniamencie nowoorleańskiej orkiestry jazzowej liderowi The Stooges bliżej do knajpianego Waitsa, a w „I Want To Go To The Beach” ociera się o melorecytację w stylu Lou Reeda.

Po pierwszym przesłuchaniu można odnieść wrażenie, że to jakiś niesmaczny żart albo sentymentalna spowiedź rockmana czującego powoli zbliżającą się otchłań. Wszak Iggy, który nigdy nie słynął ze zdrowego trybu życia, skończył miesiąc temu 62-lata. Zaledwie w styczniu zaś do krainy wiecznych imprez odszedł jego kolega z zespołu Ron Asheton. Ckliwy klarnecik snujący się gdzieś w kącie zamiast przesterowanej gitary?

Jednak wystarczy wsłuchać się bardziej, zwłaszcza w teksty utworów, by przekonać się, że Michel Houellebecq jest dla Popa idealną muzą, a melancholijny cukierek muzyczny w środku ma gorzkie nadzienie – ten sam dekadencki posmak, z jakim mamy do czynienia, czytając choćby słynne „Cząstki elementarne”.

Obaj artyści są pozbawionymi złudzeń nihilistami, którzy zawsze stali w kontrze do swoich czasów. Zresztą potwierdza to sam Pop: – Czytając Houellebecqa, zdałem sobie sprawę, że dzielimy bardzo podobny punkt widzenia, choć on oczywiście potrafi go lepiej opisać. A może to po prostu kwestia tego, że obu nas interesują podobne kwestie? Czyli seks, śmierć i rychły koniec rasy ludzkiej?

Dlatego właśnie słuchając Iggy’ego Popa w tym komfortowym repertuarze nie czuję się oszukany. Nie zmienił się nagle w kogoś innego, nie został dziadkiem śpiewającym kolędy albo pioseneczki o jesiennej miłości. To dalej ten sam stary pies uderzający między oczy groteskowym poczuciem humoru i dystansem do siebie. Kiedy śpiewa: „Możesz próbować przekonać cały świat, że jesteś gwiazdą, ale tak naprawdę jesteś dupkiem”, wiem, że ten gość nigdy mnie nie nabierze. Nawet kiedy zacznie śpiewać razem z Andreą Bocellim.