„No Baggage”
Dolores O’Riordan
Kartelmusic
Ocena: 1/6

_____________________________________________________________________________

Odpowiedzi, dlaczego wypalił się najciekawszy zespół irlandzki zeszłej dekady, należy szukać w przeszłości. The Cranberries to jedna z nielicznych kapel w Europie, która potrafiła rozgrzać publiczność na stadionach całego świata, śpiewając o bolesnej spuściźnie historycznej i palących problemach społecznych lat 80. i 90. Przed nimi dokonali tego tylko U2. Dziś jednak muzyka potrzebuje bardziej skomplikowanych inspiracji niż polityka i kwestie nierówności, które piętnaście lat temu poruszały samą Dolores i fanów The Cranberries.

A na pewno potrzebuje autentyczności. I pewnie dlatego "Żurawinom" po ich ostatniej, bardzo nudnej płycie "Wake Up And Smell The Coffee" (2001) nie udało się skomponować albumu zaspokajającego pragnienia zarówno krytyków, jak i fanów, mniej więcej tak, jak zaspokaja je tegoroczne "No Line On The Horizon" U2. Albo co najmniej tak przebojowego jak "Bury The Hatchet", którym grupa umiejętnie powróciła do światowego popu w 1999 roku. Z tych samych względów solowa kariera Dolores O’Riordan była od początku niewypałem. Na swoim pierwszym albumie "Are You Listening" (2007) wokalistka starała się bezskutecznie nadążyć za najaktualniejszymi tendencjami w pop-rocku: stała się mroczną księżniczką emo.

Jednak tak jak image gotyckiej diwy nie przysporzył jej fanów za pierwszym podejściem, tak za drugim zawiódł pomysł, by przywrócić Dolores tam, skąd przyszła – czyli do melodyjnych piosenek z morałem. Na "No Baggage" miała być dojrzałą artystką, która w spokojnym tonie podsumowuje lata spędzone w zespole, czego dowodzi także tytuł albumu ("Bez bagażu"). Jednak w całości wypełniają go bezbarwne popowe ballady w stylu "It’s You" i mało wyraziste piosenki rażące naśladownictwem pierwszych przebojów The Cranberries (jak "Skeleton", w którym linia melodyczna początku przypomina "Zombie").

Niestety, brak tu rockowego hałasu "The Promise", piekielnej melancholii "Zombie", piękna melodii "Animal Instinct" i prostoty "Linger". Brakuje jednego popowego hiciora na miarę choćby "Copycat" czy "Saving Grace" z płyty The Cranberries "Bury The Hatchet". A może Dolores po prostu nie wsparł w odpowiedniej chwili geniusz na miarę Briana Eno, którego Irlandczycy zaprosili do współpracy nad czwartą, przedostatnią płytą grupy?

W przypadku drugiego i, jak należy mniemać, ostatniego albumu Dolores, jak na dłoni widać, że dawna siła napędowa zespołu wyczerpała swoje zasoby w chwili, gdy zdecydowała się zawiesić karierę wokalistki grupy i założyć rodzinę. O kryzysie, z którego już raczej nie będzie dla niej powrotu, świadczą też słabe teksty na "No Baggage".

Wprawdzie Dolores pragnęła, by odzwierciedlały one głębię jej przeżyć i perspektywę artystycznej dojrzałości, ale powiedzmy szczerze – to w głównej mierze pseudointelektualne silenie się na rozmyślania gwiazdy po przejściach, którą O’Riordan nie jest. Na "Throw Your Arms Around Me" próbuje zawrzeć dwa punkty widzenia, ortodoksyjnego katolika i ateisty, a także zmierzyć się z egzystencjalnymi problemami ludzi niewierzących. Na "Flying Through" także apeluje o inne spojrzenie na stereotypy, ale są to wersy tak pozbawione natchnienia i autentyczności, że w oprawie miałkiego pop-rocka raczej nikogo nie obejdą.

Inspiracją dla 38-letniej wokalistki mógłby być zawód miłosny albo fundamentalna konwersja religijna: płyty będącej efektem takich doświadczeń chętnie posłuchamy. Dlatego gdy zapytacie, dlaczego w ogóle Dolores nagrała ten album, odpowiadamy – nie wiemy.