Miike Snow "Miike Snow"
Wyd. Universal 2009
Ocena 1/6

W tym przypadku nie mamy jednak do czynienia z oryginalnymi i zaskakującymi debiutantami, ale raczej ze starymi wygami. Siły na płycie „Miike Snow” połączyli bowiem dobrze znana ekipa producencka Bloodshy & Avant, odpowiedzialna za przeboje Britney Spears, Kylie Minogue czy Madonny z wokalistą Andrew Wyattem, który współpracuje m.in. Markiem Ronsonem.

Nic dziwnego, że perfekcyjnie skrojone przez nich piosenki są nieprzyzwoicie chwytliwe i jednocześnie budzą dosyć skrajne uczucia – dokładnie jak ich największy przebój „Animal”. Słuchając kolejnego singla „Burial”, trudno stwierdzić, czy w harmoniach wokalnych w refrenie grupa bardziej kłania się Akonowi czy Animal Collective. Co prawda, korzystając z szerokiego wachlarza możliwości, muzycy sięgają swobodnie po ciepłe brzmienia electropopu, delikatne house’owe rytmy czy elementy brytyjskiego rocka, ale ich pomysły koniec końców okazują się mało oryginalne. „Song for No One” przypomina parafrazę megahitu Peter, Bjorn & John „Young Folks”, a „Plastic Jungle” nieznośnie kojarzy się z „Womanizer” Britney Spears.

Co prawda sztuka pop ma przecież to do siebie, że oparta jest na znanych cytatach i umiejętności recyklingu, ale muszą być zachowane jakieś granice między odtwórczością a kreatywnością, muzyką ambitną a miałką papką. Postawy Miike Snow nie usprawiedliwia nawet ballada „Faker” stylizowana elegancko na Beach Boys, bo chyba mniej oryginalnie nie mogli zakończyć tej płyty.

p