Sprawdź harmonogram Orange Warsaw Festival >>>


Ponoć pracujecie nad nowym album Groove Armady?
Andy Cato: Nowa płyta będzie z pewnością zupełnym zaskoczeniem dla naszych fanów, bo prezentujemy na nim zupełnie inną twarz Groove Armady. Album zatytułowany „Black Light” będzie o wiele bardziej mroczny od poprzednich. Więcej tu gitar i rockandrollowych brzmień. Brzmi to trochę jak skrzyżowanie Davida Bowie z Garym Newmanem. W ogóle nastał dla nas czas wielkich zmian – niedawno rozstaliśmy się ze swoją dotychczasową wytwórnią, więc przy okazji postanowiliśmy też poszaleć stylistycznie (śmiech).

Podobno na płycie znajduje się utwór zatytułowany „Warsaw”. To cover utworu Bowiego?
Nie, to zupełnie autorska kompozycja.

A co was skłoniło do napisania tego utworu? Mieszkam w tym mieście, ale Paryż to to nie jest...
Wiesz – byliśmy w twoim mieście już kilka razy i zawsze uderza nas pewien rodzaj mroku i mistycyzmu unoszącego się nad Warszawą. To miejsce bardzo wiele przeszło i jest pokaleczone, ale jest w nim jednocześnie coś majestatycznego – trochę jak w wojowniku wracającym do domu po bitwie.

A kiedy nowy krążek trafi do sklepów?
Singlowy „Warsaw” powinien mieć premierę w ciągu kilku najbliższych tygodni, ale cały album będzie miał premierę dopiero 1 lutego przyszłego roku.

A co z waszymi solowymi projektami? W internecie huczy od pogłosek o waszym rozpadzie, odkąd Tom zapowiedział pracę na samodzielnym albumem.
Wszystko zeszło na dalszy plan, kiedy zaczęliśmy pracować nad „Black Light”. Nie robimy remiksów, nie udzielamy się w innych projektach. Jesteśmy bardzo podekscytowani nowym albumem, bo sądzimy, że to najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek nagraliśmy.

Macie opinię jednego z najlepszych bandów grających na żywo muzykę taneczną. Jaki macie na to patent?
Bardzo prosty, 12 lat praktyki i tysiące zagranych koncertów (śmiech). A tak poważnie, ciągle chodzimy na wszystkie możliwe koncerty, imprezy i trzymamy rękę na pulsie. Chcemy ciągle czuć, co sprawia, że ludzie chcą wyjść na parkiet. No i tworzymy muzykę, staramy się grać każdą partię, zamiast odtwarzać je z laptopa.

W jakim składzie zjawicie się w Warszawie?
To będzie pełny zespół – bębny, bas, klawisze, dwie wokalistki i my. W Polsce zagramy po raz pierwszy nowe numery, więc koniecznie musicie wpaść na nasz występ. Oczywiście nie zabraknie też starych hitów.

W Warszawie zagracie na Orange Festival, ale w Londynie sami organizujecie swój własny festiwal Lovebox, cieszący się wręcz kultowym statusem. Dwa lata temu próbowaliście ponoć przeszczepić go poza granice Wielkiej Brytanii. Udało się?
Nie do końca. W Londynie Lovebox to naprawdę poważna rzecz. Na naszej imprezie co roku pojawia się ponad 40 tys. ludzi. Niestety poza Londynem sprawy nie wyglądają już tak różowo. W innych krajach budżety były mniejsze i przez to musieliśmy iść na kompromisy, przez co impreza straciła swój oryginalny charakter. Zwinęliśmy się więc z powrotem do Londynu i teraz promujemy festiwal, jeżdżąc po świecie z Groove Armada Orchestra.