Daniel Lanois: Byłem kolejnym członkiem U2
"W przypadku U2 byłem niemal kolejnym członkiem zespołu. Ważne, żeby wsłuchać się w to, co artysta ma do powiedzenia, zrozumieć, na jakim etapie życie i kariery się znajduje" - powiedział DZIENNIKOWI Daniel Lanois, producent supergrupy z Irlandii. W dniach 11-12 września będzie gościem łódzkiego festiwalu producentów muzycznych Soundedit.
- U2 - inna strona rock'n'rolla
- Autorka najlepszej płyty z Wysp w Polsce
- Tak obejrzysz koncert U2 w internecie
- Producent U2 przyjeżdża do Łodzi
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Podczas pracy nad nowym albumem U2 był pan nie tylko producentem, ale też współtwórcą kompozycji zespołu. Jak wyglądała pańska praca z Bono i jego ekipą?
Daniel Lanois: Znamy się już od ćwierćwiecza, więc mamy opracowane stałe metody pracy, choć oczywiście różnią się one trochę na kolejnych albumach. Tym razem dołączyłem do U2 na
bardzo wczesnym etapie pracy nad „No Line On The Horizon”. Jedynym założeniem, jakie robiliśmy z Bono, było to, żeby nie robić żadnych założeń (śmiech).
W takim razie, co odróżniało pracę nad tym albumem od pańskich poprzednich płyt nagranych wspólnie z U2?
Kiedy zaczynaliśmy próby w studiu, postawiłem przed Larrym elektroniczną perkusję. To było dla niego coś zupełnie nowego i myślę, że ta nowa paleta barw trochę rozruszała zespół. Dała
mu inny punkt odniesienia.
A co wygnało was do Maroka? Część nagrań miała miejsce w Fezie...
To był pomysł Bono. Bardziej niż o jakieś konkretne studio chodziło o samo miejsce. Dla Bono to wyjątkowo uduchowione miasto, gdzie spotyka się wiele odmiennych kultur. Nie chodziło jednak o
włączanie egzotycznego instrumentarium do repertuaru U2 – tylko jedna piosenka „Fez – Being Born” jest wyraźnie inspirowana tutejszą muzyką. Nad
całością albumu unosi się duch tego miejsca – jego wielowątkowość, bogactwo kulturowe. Poza tym chodziło też o bardziej prozaiczny powód. Czasami jakakolwiek zmiana otoczenia
automatycznie wyzwala w zespole nową energię.
p
A kim w ogóle jest dla pana producent muzyczny?
To człowiek, który potrafi wyłowić wszystko co najlepsze w zespole. To musi być świetny słuchacz i obserwator zdolny zauważyć iskrę, magię, dziejącą się w studiu. Później tylko musi
tę iskrę zamienić w ogień.
Co sprawia, że jeden producent potrafi uchwycić tę magię, a inny nie?
Nie mam pojęcia. Zbyt wiele czynników ma na to wpływ. Na pewno bycie muzykiem pomaga w porozumiewaniu się z artystą. Ja jako gitarzysta i multiinstrumentalista potrafię mówić do muzyków ich
językiem i wydaje mi się, że to ma kluczowe znaczenie, choć znam też świetnych producentów, którzy nie są muzykami, więc nie ma reguły.
























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!