Beatlesi odświeżeni - i o co tyle krzyku?
Ani premiera trzeciego albumu Arctic Monkeys, ani rozpad Oasis i powrót Blur nie zdołały przyćmiły największego tegorocznego wydarzenia muzycznego na Wyspach. Apple Corps po blisko 40 latach wydaje na nowo całą dyskografię The Beatles w mono i stereo. Pytanie tylko, czy naprawdę jest się czym ekscytować?
- Beatles znowu triumfuje
- Susan Boyle pobiła Whitney i Beatlesów!
- McCartney składa hołd nieżyjącym Beatlesom
- Nowe iPody za tydzień w Polsce
- Oto filmowy John Lennon. Pasuje Wam?
- Mega wyprzedaż Beatlesów 09/09/09
- Czy Wy też lubicie ten kawałek Beatlesów?
- 10 rzeczy, których nie wiecie o Beatlesach
- McCartney ulubionym Beatlesem w USA
- Słynniejszy od Jezusa wart tysiące dolarów
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Biorąc pod uwagę ponad cztery lata przygotowań oraz miliony funtów wydanych na studio i specjalistów - akcja pod hasłami „The Beatles In Mono” i „The Beatles Stereo Box Set” to bezprecedensowe wydarzenie. Jak mówi Allan Rouse, specjalista ze studia Abbey Road od projektów związanych z The Beatles: "Mieliśmy w rękach święty Graal, więc nie liczyły się koszta, tylko efekt naszej pracy".
To on dowodził siedmioosobową grupą inżynierów dźwięku, którzy przez dwa tygodnie, kawałek po kawałku siedzieli nad każdym z dwunastu albumów. Przenosili materiał z taśm mono na
komputer, usuwali szumy i błędy, podnosili głośność i poprawiali jakość w stereo. Wszystko odbyło się z wykorzystaniem najnowszej technologii, więc nie było to zwykłe reamsterowanie na
kompakty jak w przypadku płyt z 1987 roku. Tym razem chodziło naprawdę o przeniesieni muzyki The Beatles w XXI wiek, dostosowanie jej do współczesnych norm brzmieniowych oraz warunków
dystrybucji w internecie, na odtwarzacze mp3 oraz na użytek gier komputerowych.
Dwa kroki w przód
Jak zwykle w przypadku Fab Four, warto przyjrzeć się temu przedsięwzięciu w szerszym kontekście niż tylko muzycznym. W końcu wpływ grupy nie ograniczył się tylko do ponadczasowych melodyjnych piosenek, które śpiewali wszyscy - od Hendrixa, Sinatry, Elli Fitzgeralda, przez Michaela Jacksona, Prince, Bowiego, po Nirvanę, Oasis czy wreszcie Arctic Monkeys i MGMT. Jej wielkość miała co najmniej trzy wymiary - artystyczny oraz kulturowy i technologiczny.
Pierwszy z nich muzycy pokazali już na początku swojej kariery. Jako jeden z niewielu zespołów w latach 60. nie dość, że sami pisali swoje utwory, to mieli w składzie trzech kompozytorów i czterech wokalistów. Dzięki temu wyrastali z tradycji rock’n’rolla i od pierwszego albumu „Please Please Me” przez trzy kolejne powoli przerastali Elvisa - wypracowali własny styl w aranżacjach instrumentów i harmoniach głosów. Ten okres uważa się też za najważniejszy pod względem kulturowym, kiedy „beatlemania” rozprzestrzeniała się poza Wyspy Brytyjskiej i dała poczucie wolności obyczajowej pierwszemu pokoleniu młodzieży dorastającej po wojennych traumach. A w kolejnych latach moda ta zaczęła iść w parze m.in. z rozwojem ruchu hippisowskiego.
Od połowy lat 60. na „Rubber Soul” i „Revolver” grupa wkroczyła w etap, w którym działalność artystyczny zaczęła iść raczej w parze z postępem technologicznym. Z jednej strony Harrison ulegał coraz większej fascynacji muzyką orientalną, nauczył się grać na sitarze, a Lennon i McCartney poszerzali swoje horyzonty muzyczne i rozbudowywali warsztat kompozytorski i instrumentalny. Z drugiej jako pierwsi docenili rolę producenta muzycznego George’a Martina, który zaczął im podsuwać kolejne nowinki studyjne, pozwolił na pierwsze eksperymenty z taśmami i próbkami dźwięku oraz używanie do nagrywania najpierw czterech, a potem ośmiu kanałów.


















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!