"Artyści związani z repertuarem barokowym przebyli w ostatnim półwieczu wyjątkowo długą drogę, prowadzącą od swoistej muzycznej archeologii do wyzwolonej, na poły improwizowanej i autorskiej twórczości" – wyjaśnia Pluhar. "W przypadku zespołów L’Arpeggiata czy Hesperion XXI Jordiego Savalla trudno już mówić o interpretacjach muzyki dawnej. To raczej forma muzyki współczesnej opartej na dawnym instrumentarium oraz tradycjach wykonawczych" – tłumaczy harfistka.

Co prawda, w programie sobotniego koncertu L’Arpeggiaty i wybitnego kontratenora Philippa Jarousskiego znajdą się utwory Claudia Monteverdiego oraz mniej znanych mistrzów ukochanego przez Pluhar XVII stulecia, jednak trudno powiedzieć, czy sami kompozytorzy podpisaliby się pod tak odważnymi interpretacjami. Aranżacyjna swoboda tudzież improwizacyjna pasja Pluhar mieszczą się jeszcze w konwencjach epoki, ale już jej prowokacyjne zabawy ze swingiem oraz innymi XX-wiecznymi chwytami retorycznymi – zdecydowanie nie.

Barokowych purystów o zawrót głowy przyprawić może chociażby podrasowana wersja madrygału Monteverdiego „Ohimech’io cado”: rzecz rozpoczyna się po bożemu, ale już po minucie kastracki śpiew Jarousskiego przechodzi w rejony ekspresji bliskie kreacjom Nat King Cole’a, zaś L’Arpeggiata zamienia się w rasowy big band.

Zaznaczyć trzeba, że Christina Pluhar nie jest samotną wizjonerką. Na aranżacyjne eksperymenty i dialogi z folklorem oraz egzotycznymi tradycjami muzycznymi pozwalał sobie wcześniej choćby Jordi Savall, a temat improwizacji podejmowali między innymi wybitny gambista Paolo Pandolfo oraz lutnista Stephen Stubbs. Ale to Pluhar uczyniła z idei baroku XXI stulecia swój stylistyczny znak rozpoznawczy oraz podstawową strategię marketingową, która przyniosła jej zainteresowanie szerokiej publiczności.

Znamienne, że na szczyty klasycznych list sprzedaży nie wywindowały L’Arpeggiaty skądinąd bardzo dobre nagrania muzyki Kapsbergera czy Landiego, lecz dwa albumy wydane w „folkowej” serii kultowej wytwórni Alpha: magiczna „Tarantella” (ze znakomitymi kreacjami ludowych śpiewaków włoskich) oraz otwarte „Al’Improvviso” (gościnnie: całkiem współczesny, niemal klezmerski klarnet cenionego włoskiego jazzmana Gianluigiego Troversiego).

Z drugiej strony stylistyczne eksperymenty Pluhar dalekie są od crossoverowej wolnej amerykanki spod znaku Kronos Quartet. "Nasze najbardziej niekonwencjonalne albumy oparte są na wyjątkowo pieczołowitych studiach historycznych. Program tegorocznej płyty „Via Crucis” opracowywałam przez dobrych pięć lat" – wyjaśnia artystka. "Mogę sobie wyobrazić album L’Arpeggiaty bez śladów historycznego repertuaru, ale już nie bez XVII-wiecznego instrumentarium oraz związanego z nim organicznie stylu wypowiedzi. Oczywiście jakiekolwiek eksperymenty z elektroniką są całkowicie wykluczone!" - dodaje.

W pewnym sensie Pluhar udało się jednocześnie zjeść barokowe ciastko i zachować je. Dokonania L’Arpeggiaty nie stanowią postmodernistycznej wiwisekcji na zmumifikowanej kulturze XVII stulecia. Dowodzą raczej, że konwencje ówczesnej muzyki dworskiej i ludowej mogą na prawach historycznego paradoksu współgrać wyśmienicie z wrażliwością współczesnych wykonawców oraz słuchaczy.

"Bardzo chętnie pracują z nami śpiewacy bliżsi głównemu nurtowi, jak Philippe Jaroussky, Nuria Rial czy The King’s Singers. L’Arpeggiata daje im artystyczną wolność, która przysługiwała jeszcze muzykom XVIII stulecia, a która we współczesnym wykonawstwie klasycznym jest nie do pomyślenia" – precyzuje Pluhar. "Słuchacze cenią przede wszystkim bezpośredniego, ludycznego ducha naszych kreacji, a także różnorodność oraz emocjonalną siłę ekspresji wokalnej, która nie musi być tak skonwencjonalizowana jak w klasycznym śpiewie operowym."

WXXI-wiecznym śnie L’Arpeggiaty o kulturze XVII stulecia ukryta jest też tęsknota za utraconą epoką artystycznej niewinności. Erą przedbachowską i przedbeethovenowską, kiedy muzyka nie musiała być traktatem teologicznym lub filozoficznym, a stanowić mogła po prostu wspólną dla słuchaczy i wykonawców formę wyrafinowanej rozrywki. "Jeszcze na początku romantyzmu kompozytorzy byli jednocześnie praktykującymi wykonawcami oraz improwizatorami, utrzymywali żywy kontakt ze słuchaczami. Rozpad tego naturalnego, twórczego związku uważam za jeden z najważniejszych problemów współczesnej muzyki poważnej. – deklaruje Pluhar, wpisując tym samym dokonania L’Arpeggiaty w specyficzny dla sztuki naszych czasów konflikt pomiędzy tym, co ludyczne i rozrywkowe, a tym, co wzniosłe.

Nowoczesna muzyka klasyczna zajęła w nim pozycje elitarne oraz hermetyczne, a w konsekwencji przegrała walkę o rząd dusz z afroamerykańską u źródeł sztuką rozrywkową. Trudno podejrzewać, by próby wskrzeszenia ducha barokowych „piosenek” i „tańców” mogły odwrócić zaawansowany proces historyczny. Z drugiej strony dwieście tysięcy sprzedanych płyt L’Arpeggiaty oraz fonograficzne sukcesy Jordiego Savalla robią spore wrażenie. O tym, że koncerty zespołu Christiny Pluhar mogą wyzwolić nie mniejszą energię i rozbudzić równie silne emocje co stadionowe występy U2, przekonać można się już jutro (3.04) w kaplicy św. Kingi w Wieliczce.