Nowe ogłoszenia katowickiego OFF Festivalu 2018 to jeden z najbardziej barwnych zestawów wyjątkowych artystów jaki można sobie wyobrazić. Trudno będzie to przebić.
Do ogłoszonych wcześniej artystów tegorocznej edycji OFF Festivalu - Grizzly Bear, Clap Your Hands Say Yeah z płytą „Some Loud Thunder”, Marlon Williams i John Maus – dołączyli kolejni. To Egyptian Lover, Turbonegro, Big Freedia i Aldous Harding.

Pierwszy z nich to producent, raper, DJ, który rozkręcał imprezy w Los Angeles zanim jeszcze detektywi Ricardo Tubbs i Sonny Crockett zwojowali telewizję jako „Policjanci z Miami”. Greg Broussard, zanim stał się „kochankiem z Egiptu” udzielał się w hiphopowym składzie Uncle Jamm's Army. W 1984 wydał pierwszy album jako Egyptian Lover, „On The Nile”. Swoim miksem electro, rapu i orientu zaczarował na tyle, że wylądował na liście Billboard. Od tego czasu nagrał kilka płyt wypełnionych dźwiękami legendarnego analowego Rolanda TR-808, automatu perkusyjnego używanego w latach 80 przez wiele gwiazd popu, hiphopu i disco. Egyptian Lover nie rozstaje się z nim do dziś. Jeździ z nim po świecie promując ostatni album „1984”. Co prawda, muzyk nie wygląda już jak mafioso ze wspomnianego serialu, ale wciąż potrafi na scenie zaczarować mocną dawką oldskulowego grania. Jego show powinno zachwycić fanów klasycznego hiphopu i electro z lat 80: przesterowany wokal, teksty, o których trudno powiedzieć, że są skomplikowane i „plastikowy”, acz kultowy Roland. Pan Greg dokłada do tego duuuużą dawkę humoru.

Oto próbka możliwości Egyptian Lovera:

Ejtisowy klimat ma również najnowszy materiał innej legendy, Turbonegro. 10 krążek Norwegów, „RockNRoll Machine” ukaże się w lutym. Balansujący na granicy kabaretu punkrockowcy z Turbonegro nazywają go klasycznie rockowym. Choć tak naprawdę bardzo klasyczni to panowie z Norwegii nigdy nie byli. Polityczna poprawność też nie była ich silną stroną. Za to od lat mają oddanych fanów, którzy nazywają siebie Turbojugend. Z tej popularności postanowiła skorzystać nawet marka Levi's, która do swoich reklam zaangażowała muzyków Turbonegro. Jeansowe wdzianka nie były dla nich niczym nowym. Od lat lubią w nich występować na scenie. Najlepiej w bardzo obcisłych krótkich spodenkach, dzięki czemu wyglądają jak modele Tom of Finland.
Na koncertach ich glamrockowe show osiąga apogeum, nie tylko kiedy grają swoje kawałki, ale też na przykład klasyki Dire Straits czy Queen. Kiedy wychodzą na scenę, zachowują się trochę jak bohaterowie starożytnych „imprez”. Jak sami mówią: jesteśmy lwami, a wy naszą widownią. Na pewno współcześni gladiatorzy pożrą wszystkich na katowickim OFF-ie.

Nie mniej szaleńczy będzie zapewne koncert Big Freedii. Choć domyślam się, że nie wszyscy „kupią” show drag queen, która wprowadziła gatunek bounce na salony. Na Netflix można obejrzeć zresztą serial o wiele mówiącym tytule: „ Big Freedia: Queen of Bounce”. Uprzedzam, że gatunek nie ma nic wspólnego ani z gangstarapem z Campton, ani bardziej popowymi niż hiphopowymi dokonaniami Mezo. To, być może dla wielu na pierwszy słuch dość irytująca, oparta głównie na samplingu taneczna wersja hiphopu – tak w skrócie. Patrząc na koncerty Big Freedii na YouTube faktycznie widać, że ma zdolności do poderwania publiki do skoków i spazmatycznego tańca. Pytanie czy widzowie OFF Festivalu dadzą się porwać takiemu szaleństwu? Widzieli i słyszeli już nie jedno, na pewno więc sporo znajdzie się zachwyconych, a przynajmniej zaciekawionych.

Na pewno mniejszego szaleństwa można spodziewać się po koncercie kolejnej ogłoszonej gwiazdy OFF Festivalu, ale nie znaczy to, że Aldous Harding was znudzi. Pochodzą z Nowej Zelandii artystka czaruje niczym Joanna Newsom czy PJ Harvey. Zresztą jej najnowsza płyta „Party” została wyprodukowana przez Johna Parisha, wieloletniego współpracownika pani Polly Jean. Aldous hipnotyzuje nie szaleństwem, a głosem. I na pewno da piękny oddech między Turbonegro, a Big Freedią.