Gdyby miał to być festiwal kulinarny, mógłby go organizować mistrz jedzeniowej alternatywy, wolności i pasji, Anthony Bourdain. Chyba tylko on byłby w stanie przygotować tak różnorodne, pasjonujące i wciągające menu. Nie zawsze proponowane potrawy byłyby wybitne w smaku, ale próbowanie ich byłoby przygodą.

Po pierwszym dniu Off Festivalu takim przewodnikiem zapraszającym do wyjątkowej degustacji, tylko w świecie muzyki, okazał się ojciec imprezy, Artur Rojek. Chyba tylko na Offie mogło dojść do spotkania tak różnych artystów z kilku stron świata.

Tuż przy wejściu na teren festiwalu w Dolinie Trzech Stawów znajduje się strefa gastronomiczna. Szybki rekonesans kilkudziesięciu stanowisk z jedzeniem pozwala poczuć się jak na festiwalu kulinariów z całego świata. Od burgerów, przez curry i dania węgierskie, po kuchnię gruzińską czy polską. Także w wersji vege. Podobny wybór panował na pięciu scenach.

Polska rzeczywistość

Solidną podstawę pod pierwszy muzyczny dzień zbudował swoim koncertem zespół Muchy. 10 lat temu poznańska kapela zagrała po raz pierwszy na Offie wykonując piosenki z debiutanckiej płyty „Terroromans”. Teraz powrócili do Katowic i ponownie wykonali ten materiał.

To jednak za sprawą innego zespołu polscy fani przeżyli tego dnia wyjątkowe deja vu. Chodzi o Kazika Staszewskiego i jego Kult. Wydaje się niemożliwe, ale Kazik jeszcze nigdy nie zagrał na Offie. Tym razem nadrobił to z nawiązką. Po raz pierwszy w historii zespół wykonał na żywo cały materiał ze swojej „kultowej” płyty „Spokojnie” sprzed 30 lat. Ubrany w koszulkę z podobizną bohatera serialu „Breaking Bad” Kazik był wyraźnie wzruszony, gdy zapowiadał ten koncert i każdą jego piosenkę. Spory tłum fanów zgromadzonych pod sceną usłyszał już ikoniczne dla polskiej muzyki „Arahja”, „Jeźdźcy” czy „Do Ani” w niemal jazzowej wersji. Znakomicie zabrzmiały także nieco podrasowane wersje „Landy” i „Tan” z wizualizacjami wykorzystującymi kadry z klasycznego niemego filmu Fritza Langa z 1927 roku „Metropolis”. Na bis Kult zagrał „Czarne słońca” napisane przez nich do obrazu o tym samym tytule, a dodane do reedycji płyty w 1993 roku. To był bez wątpienia jeden z najważniejszych koncertów tego dnia. To był też jeden z tych występów, podczas których teksty brzmiały niepokojąco aktualnie, a przecież „Spokojnie” zostało nagrane 30 lat temu.

Podobnie niepokojąco współcześnie zabrzmiały teksty Hańby!, która przeniosła nas do Polski międzywojennej. To też jeden z tych zespołów, które na Offie mocno zaczęły swoją karierę. Hańba! wystąpiła na nim w 2015 roku. Teraz zgromadzili nieporównywalnie większą publikę, która szalała przy mieszance folkpunku z klezmerskimi elementami w piosenkach z ich debiutu „Hańba!” oraz drugiej płyty „Będą bić”. Brawami został też przyjęty ich hołd dla Kory. Usłyszeliśmy „Raz dwa raz dwa” Maanamu.

Od Bułgarii, przez Mississippi, po Sri Lankę

Piątek na Offie pozwolił przenieść się do niewesołej Polski lat 30., ale też do innych regionów świata, które na co dzień nie goszczą ani w polskich radiach, ani telewizji. Doskonale przyjęty na Scenie Trójki został The Mystery Of The Bulgarian Voices, czyli ludowy chór złożony z bułgarski śpiewaczek. Z kolei godzinę wcześniej na sąsiedniej Scenie Leśnej do delty Mississippi zabrały nas wokalistki z The Como Mamas. Gospelowe trio wraz z zespołem porwało festiwalową publikę do tańca. Solidnie zaprezentował się też amerykański kolektyw psychorockowy The Brian Jonestown Massacre. Choć niespecjalnie spodobał mi się zbyt mruczący wokal. Ostrzej było na koncercie innej amerykańskiej kapeli Oxbow, która zagrała m.in. materiał z ostatniej płyty „Thin Black Duke”.

O północy, chyba największe wydarzenie tego dnia, koncert Mathangi Arulpragasm, czyli M.I.A. Pochodząca ze Sri Lanki wokalistka wyskoczyła na scenę w towarzystwie dwóch tancerek i rapującej DJ-ki. Co prawda momentami w ciągłości koncertu przeszkadzały wstawki M.I.A. do obsługi nagłośnienia, żeby podnieśli moc jej mikrofonu, ale i tak energia, czy właściwie raperskie szaleństwo do podkładów electro-egzotycznych przeniosła się na fanów. Wszystko z mocnym politycznym przesłaniem i masą kwiatów rzucanych przez zespół w publiczność.

Inaczej niż gdzie indziej

Jak wiele z koncertów tego dnia występ M.I.A. nie należał do łatwych lekkich i przyjemnych. Tak jak koncert jednego z kończących ten dzień artystów, Egyptian Lovera, który na Scenie Eksperymentalnej przeniósł nas w lata 80. na electro-hiphopową imprezę. Ale taki jest Off. Tutaj rzadko goszczą przeboje, które można nucić przy goleniu. Liczy się oryginalność i ta rządziła w piątek w Dolinie Trzech Stawów.

Ale nie tylko muzyka różni ten festiwal od innych. Tutaj, podczas koncertów, nie widać lasu telefonów komórkowych, a wśród festiwalowiczów nie przechadzają się celebryci z plotkarskich portali, czego nie brakuje na większych polskich festiwalach. Na Offie fanów naprawdę porywa muzyka, a wśród publiczności można spotkać reżysera „Zimnej wojny” i nagrodzonej Oscarem „Idy”.

Dziś na Offie nie mniej wyborne i egzotyczne menu: francuska Charlotte Gainsbourg, hipnotyzująca Aurora, szaleni punkrockowy z Norwegii z Turbonegro, Bo Ningen z japońskimi korzeniami, polski Skalpel Big Band czy mieszanka Turcji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji w Derya Yıldırım & Grup Şimşek.