Finałowy dzień rozpoczął się od... Tour de Pologne, a właściwie od spustoszenia, które wywołał. Zablokowanie połowy miasta spowodowało, że festiwalowe autobusy musiały jeździć objazdami, a taksówki praktycznie nie kursowały. To, co działo się już po dotarciu na festiwal zrekompensowało ponad godzinny spacer przez Katowice.

No Age swoim noise-poprockiem, włoski progresywny Sensations' Fix i Clap Your Hands Say Yeah grający swój najlepszy album „Some Loud Thunder” solidnie przygotowali publikę na to, co miało dziać się podczas nocnych koncertów. Po niestety rozczarowującym występie kuratora Sceny Eksperymentalnej Ariel Pinka tłum ustawił się przed Sceną Leśną, na której miała wystąpić Big Freedia. Jeszcze nigdy nie widziałem takich min bywalców festiwalu, jak po pierwszym numerze Queen Diva. Mistrzyni bounce'u i twerkingu z Nowego Jorku nikogo nie pozostawiła obojętnym. Jedni szaleli przy jej intensywnym show, inni wychodzi z wytrzeszczonymi oczami. To była kwintesencja Off-a. Koncert, który z jednej strony porywa, a z drugiej niektórych wyprowadza ze strefy komfortu.

Tuż po tym, na pewno niezapomnianym show, na sąsiedniej Scenie Trójki inny zespół zaprezentował swój spektakl. Katowicka Furia to jedno z najciekawszych wydarzeń na naszej metalowej scenie i w niedziele to potwierdzili. Panowie bez koszulek pokazali w jak hipnotyzujący sposób można mocną muzyką zatrzymać przy scenie nawet tych, którzy na co dzień nie ma ją na swoich spotifyowych setlistach kawałków oznaczonych jako „metal”. Melodyjne granie pomieszane z ostrym black metalem nie pozwoliło odejść od sceny. Choć, w tym samym czasie na głównej scenie występowała najważniejsza folkowa kapela na naszej scenie w ostatniej dekadzie, czyli Kapela Ze Wsi Warszawa.

Odpoczynku nie było, bo zaraz po niej na Scenie Leśnej pojawiła się Zola Jesus. Może nie przeszywała tak swoim głosem Doliny Trzech Stawów jak dzień wcześniej Aurora, ale zahipnotyzowała gotyckopopowym klimatem. Oklaskami fani przywitali też jej zwierzenia o miłości do pierogów. To na pewno był jeden z najważniejszych występów tego dnia. A fanów Aurory, którzy nie mogli być na Offie pocieszę. Już w styczniu 2019 zagra w warszawskim klubie Palladium.

O północy, niemal na finał imprezy, zagrali Grizzly Bear. W towarzystwie nieco barokowej scenografii Nowojorczycy zebrali sporą liczbę fanów. Być może na finał lepiej sprawdziłby się bardziej energetyczny band, ale to było i tak solidne zwieńczenie 13 edycji imprezy.

Na pewno w pamięci zostaną występy Charlotte Gainsbourg, Aurory, Big Freedii (choć pewnie niektórzy będą chcieli o nim szybko zapomnieć), The Como Mamas, Furii czy Kultu. Szkoda niespełnienia przy Ariel Pinku i M.I.A. Małe niedogodności sceniczne skutecznie jednak zakrywał klimat Offa i jego ludzie. Będąc na tym festiwalu masz wrażenie, że jesteś u siebie, wśród podobnie muzycznie offowo myślących osób. Na Off-a przyciąga przecież chęć doświadczenia muzyki z różnych muzycznych światów. I ta wartość się nie zmienia.