Jak doszło do pańskiego pierwszego spotkania z Jonnym Greenwoodem, gitarzystą Radiohead?

Krzysztof Penderecki: Pomysłodawcą tego spotkania był Filip Berkowicz, kurator Europejskiego Kongresu Kultury. Całe życie zajmowałem się muzyką poważną i mnie samemu taka współpraca nie przyszłaby do głowy...

Ale pan sam w dawnych latach czerpał z innych gatunków muzycznych?

Tak, np. w okresie awangardy dobry jazz był mi bardzo bliski. Najpierw w czasach studenckich, gdy był muzyką undergroundową i prześladowaną, spotykaliśmy się w piwnicach i słuchaliśmy jazzu. Raz nawet milicja znalazła nas i spałowała za słuchanie "burżuazyjnej muzyki". Komuna walczyła z jazzem, a jedyną metodą jaką wtedy znali były pałki. Na początku lat 70. brałem udział w festiwalu Donaueschinger Musiktage w Niemczech. Tam grupa muzyków jazzowych poprosiła mnie o napisanie utworu dla nich. Później nie miałem już kontaktu z muzyką popularną.

W 2010 roku Filip Berkowicz zaproponował panu wspólny koncert z muzykiem brytyjskiego zespołu Radiohead. Wiedział pan, kim ten Greenwood jest?

Moja wnuczka wiedziała od razu... Ja wówczas chyba nie, ale zainteresowałem się. Jonny przywiózł mi swoje płyty, posłuchałem ich. To bardzo zdolny muzyk... Okazało się, że on od dawna interesuje się moją twórczością z lat 50. i 60. Greenwood w kilku swoich wywiadach mówił, że moja muzyka była inspiracją dla niego i mnie to bardzo zainteresowało. Sam znalem jego twórczość bardzo pobieżnie, tylko dzięki moim dzieciom.

Jak pamięta pan wasze pierwsze spotkanie?

Spotkaliśmy się w Krakowie i pan Greenwood powiedział mi wtedy, że chce napisać wariacje na temat mojej muzyki z lat 60. Zupełnie inaczej go sobie wyobrażałem... To jest bardzo dobrze wychowany młody człowiek, w angielskim stylu. Nie powiedziałbym, że on zajmuje się taką muzyką. Podczas koncertu na Europejskim Kongresie Kultury ja dyrygowałem moimi trzema utworami na instrumenty smyczkowe z lat 60-61: "Tren ofiarom Hiroszimy", "Polimorphia" i "Kanon". Greenwood napisał dwa utwory, które są odpowiedzią, wariacją na moją muzykę. Zaczerpnął ode mnie elementy, ale oczywiście to są jego kompozycje.

To te utwory znalazły się na jego płycie?

Na płycie, która nagraliśmy później, znajdują się dwa moje utwory: "Polimorphia" i "Tren" oraz dwa, duże utwory pana Greenwooda.

Wspólnie pracowaliście nad tym materiałem?

Jeśli chodzi o nagrania, nie było miedzy nami współpracy. On napisał swoje utwory, które dyrygował Marek Moś, a ja swoje dyrygowałem sam. Nasza współpraca polegała głównie na tym, że współczesny kompozytor zupełnie innej muzyki zainspirował się moją twórczością sięgającą 50 lat wstecz. W tym zestawieniu moje utwory okazały się bardzo współczesne. To też trafiło do świadomości ludzi młodych, którzy może znali moje nazwisko, ale nie znali w ogóle mojej muzyki...

Recenzował pan pracę Greenwooda?

Nie, on ma swoją osobowość, która jest bardzo profesjonalna. Okazuje się, że on też świetnie potrafi pisać muzykę poważna. To, co on stworzył to nie jest muzyka rozrywkowa. Posłuchałem tej płyty. Dla mnie nowością jest to, że nalazłem się w towarzystwie ludzi młodych, którzy teraz działają, teraz są popularni.

Czy pojedziecie panowie razem w trasę koncertową?

W marcu mamy koncert w Londynie, potem planowany jest również występ w Barcelonie, ewentualnie na kolejny rok jakieś wspólne tournee. Dla mnie jest to bardzo odświeżające. W przyszłym roku skończę 80 lat. Zajęty swoja muzyką i dyrygowaniem nawet nie miałem czasu obserwować tego, co robią młodzi artyści. Na nowo odczytałem moją muzykę.

Czy wyobraża pan sobie podobną współpracę z polskimi muzykami?

Dlaczego nie? Przedtem nikt się do mnie nie zwracał. Dla nich byłem dziadkiem muzyki awangardowej. W Polsce oczywiście też mamy bardzo zdolnych muzyków...

Jonny Greenwood to brytyjski muzyk znany dzięki działalności w zespole Radiohead. Multiinstrumentalista, gra m.in. na gitarze, skrzypcach, perkusji i harmonijce. Jest autorem muzyki do oscarowego filmu "Aż poleje się krew".

Krzysztof Penderecki, kompozytor, dyrygent i pedagog muzyczny. Jest przedstawicielem polskiej szkoły kompozytorskiej lat 60. Penderecki pisze kompozycje na orkiestrę, chór, opery oraz muzykę filmową. Jego twórczość wykorzystywali Stanley Kubrick w "Lśnieniu", William Friedkin w "Egzorcyście" oraz Andrzej Wajda w "Katyniu".