Jak to się stało, że sześcioletni chłopiec wolał chodzić na lekcje śpiewu, zamiast grać z kolegami w piłkę?

Jose Carreras: Bez przesady, to nie było tak, że tylko śpiewałem (śmiech). Byłem taki sam, jak inni chłopcy. Chodzi mi o to, że tak jak i oni grałem w piłkę nożną, koszykówkę, bawiłem się. Ale oczywiście prawdą jest, że śpiewałem bardzo dużo i szczerze mówiąc, śpiewałem praktycznie wszędzie.

Dlaczego wybrał pan śpiew operowy?

To się stało, gdy zobaczyłem film "Wielki Caruso" ze słynnym tenorem Mario Lanzą. Był to dla mnie wyjątkowy moment, który zdecydował o moim całym późniejszym życiu. Usłyszałem go i byłem zachwycony. Wtedy wiedziałem, że chcę zostać tenorem. Brzmi dziwnie, wiem, ale naprawdę tak to właśnie ze mną było. Później studiowałem co prawda chemię, ale niezbyt długo. Moi rodzice zgodzili się, bym rozpoczął studia muzyczne na wydziale śpiewu.

A słucha pan czasem popu? Ma pan jakiś ulubionych wykonawców z tego gatunku?

Niespecjalnie. Ja naprawdę jestem facetem od muzyki klasycznej. Ale jeśli miałbym powiedzieć o wykonawcach muzyki pop, których cenię, to na pewno są to Elton John, Sting, Klaus Meine z zespołu Scorpions i Herbert Grönemeyer.

Był pan ciężko chory na białaczkę, na szczęście udało się panu ją pokonać. Teraz wspiera pan w tej walce innych ludzi. To podobno poza muzyką duża część pańskiego życia.

Jest to niezwykle ważna część mojego życia. Poświęcam bardzo dużo czasu działalności charytatywnej. Mam takie poczucie, że muszę coś oddać społeczności, która tak bardzo mnie wspierała, gdy ja sam byłem chory. Celem fundacji Jose Carrerasa na rzecz walki z białaczką jest to, by nadszedł taki dzień, w którym każdy, kto zmaga się z białaczką, mógł zostać w pełni wyleczony. Krok po kroku, jesteśmy tego bliżsi. Jednak wciąż jeszcze wiele przed nami, wciąż musimy walczyć z tą okrutną chorobą. I nie jest to łatwa walka.

Podczas choroby spędził pan 10 miesięcy w szpitalu. Co pomogło panu przetrwać ten trudny czas?

Chyba to, że nawet w najgorszych momentach choroby nigdy się jej nie poddałem. Mówiłem sobie: "nawet jeśli masz jedynie 10 procent szans, to musisz walczyć, bo przecież na końcu tunelu zawsze jest jakieś światełko". Poza tym wierzyłem w moich lekarzy, ufałem im. I wierzyłem też, że jest ktoś tam na górze i że ten ktoś na pewno zdecydował, że nie umrę tak młodo. Było też tak wiele osób, które pomogły mi choćby poprzez modlitwy w mojej intencji. I – tu państwa nie zdziwię – oczywiście muzyka. Muzyka klasyczna. Podczas każdego zabiegu słuchałem nagrań z muzyką klasyczną. Dzisiaj nawet naukowcy zgadzają się z teorią, że muzyka potrafi pomagać pacjentom w procesie leczenia i rekonwalescencji.

Śpiewał pan z polską piosenkarką Edytą Górniak. Co pan sądzi o jej głosie?

Pani Edyta Górniak to bardzo utalentowana i wybitna artystka. Kilka lat temu nagrywaliśmy razem w studiu, miałem więc możliwość poznać ją i wspólnie pracować. Dlatego jestem bardzo szczęśliwy, że zgodziła się i będzie moim gościem na koncercie w Polsce.

Czy jest coś o czym marzy Jose Carreras?

Tylko o śpiewie. Bo śpiew to moje życie.

>>Czytaj także: Zamachowski. Tyle zostawi byłej żonie. Sprawdź