Jak czujesz się w po premierze najnowszej płyty?

Magda Wójcik: Jestem podekscytowana. Od wydania naszej poprzedniej płyty minęły trzy lata, najwyższy czas na nowy album. Tym bardziej, że jest on inny od naszych poprzednich dokonań. Mamy małą tremę, bo przede wszystkim ciekawi nas opinia naszych słuchaczy – czy spodoba im się to, co zrobiliśmy.

Co znajduje się na płycie?

Ci, którzy bardziej kojarzą nas ze spokojnych, subtelnych klimatów mogą być zaskoczeni. Znajdą u nas trochę inne brzmienia. Długo pracowaliśmy nad płytą i słychać na niej nowe inspiracje, również nowe dźwięki – te nawiązujące do lat 80. i 90. Ten album jest przede wszystkim bardziej dynamiczny.

A jeśli chodzi o teksty? Jakie tytułowe "chwile" opisujesz?

Z prywatnego punktu widzenia, opisuję rozważania na temat wieloletnich związków – wzlotów i upadków, chwil wątpliwości i chwil uniesień jakie mogą się nam przydarzyć, gdy jesteśmy z kimś bardzo długo. Z drugiej strony, myślę sobie, że moje teksty nie mówią tylko o miłości, bardzo rożnie można je interpretować.

W swoich tekstach otwierasz się przed słuchami, ale masz opinie postaci tajemniczej. Bardzo chronisz swoją prywatność?

Świadomie dobieram sytuacje, w których chce znajdować się w życiu zawodowym. Pozostawiam aurę tajemniczości, ponieważ nie chcę ujawniać mojej prywatności i wokół niej tworzyć jakiegoś szumu. Na to się po prostu nie zgadzam, chociaż wiem, że takie podejście do show biznesu jest niecodzienne.

Nie namawiano cię, żebyś wywołała jakiś skandal?

Oczywiście, że mnie namawiano. Dobrze wiem, że muzyka to również biznes. Wielokrotnie we wcześniejszych latach radzono mi, żebym brała udział w sytuacjach, które pomogą wypromować zespół. Jednak broniłam się przed tym rękami i nogami. Teraz mamy z zespołem już ten komfort, że nie musimy sprzedawać niczego poza swoją muzyką. Nie jestem aż tak rozpoznawalną osobą, ale wcale mi tego nie brakuje. Nie chciałabym takiej taniej popularności.

Gdy wracasz do rodzinnego Krasnegostawu, to jesteś tam gwiazdą?

Gwiazdą nie jestem, ale w związku z tym, że tyle osób pamięta mnie jeszcze z czasów jak mieszkałam w Krasnymstawie, to jestem tam rozpoznawalna. Jednak tam nie jestem Magdą Wójcik z zespołu Goya, ale Magdą – siostrą nauczycielki, Magdą – córką Lucyny. Oczywiście młodsze pokolenie zna mnie dzięki muzyce, ale nie wszyscy wiedzą, że wychowałam się w Krasnymstawie.

Od najmłodszych lat piszesz teksty. Pamiętasz swoje pierwsze, autorskie piosenki?

Oczywiście. Pamiętam, gdy miałam może 13 lat i napisałam wtedy bardzo poważną piosenkę o ochronie środowiska. Przechodziłam wtedy etap zaangażowania w kwestie ekologii i napisałam straszną piosenkę o martwych fokach (śmiech). Poza tym pisałam, o teraz bardzo zabawnych, ale wtedy dramatycznych wręcz rozterkach miłosnych i uniesieniach.

Skąd u ciebie taka smykałka do pisania? I skąd ten piękny głos? Czy to zdolności dziedziczne w twojej rodzinie?

Po części faktycznie może być to kwestia genów, ponieważ u nas w rodzinie wszyscy ładnie śpiewają. Podobno mój dziadzio od strony mamy śpiewał w chórze wojskowym, mój tata gra na akordeonie, mama i siostra mają ładne głosy. U nas w rodzinie zawsze dużo się śpiewało – oczywiście na zupełnie amatorskim poziomie, ale tylko ja zajmuje się tym zawodowo.

Jakie Goya ma plany na najbliższy czas?

Teraz skupiamy się na promocji płyty. Bardzo to lubię. Wbrew pozorom chętnie udzielam wywiadów, lubię opowiadać o naszej twórczości, o tym jak powstawała płyta. Staram się zawsze dodać coś od siebie, tak żeby nie powtarzać tego samego do znudzenia. Poza tym, 9 maja gramy w warszawskim Basenie (dawny "Basen Artystyczny") koncert promocyjny.

Nieodłącznym chyba elementem tras koncertowych jest to, że czasem nie wszystko idzie zgodnie z planem. Pamiętasz takie sytuacje z Goyą?

Pamiętam, ale na szczęście nie było ich zbyt wiele. Kiedyś na przykład na kilka godzin przed koncertem zupełnie straciłam głos. Było już za późno, żeby go odwołać wiec wyszłam do publiczności i takim słabiutkim głosem starałam się przeprosić za niedyspozycję. I nagle w tłumie usłyszałam pojedyncze głosy a potem cały tłum skandujący z troską: "Zapnij się! Zapnij się!". A ja miała rozpiętą kurtkę, bo chciałam wyglądać koncertowo. Tak wiec zapięłam się po samą szyję i zagraliśmy cudowny koncert. Nie byłam wstanie śpiewać normalnym głosem, musieliśmy grać ciszej. Tak wiec, mimo, że był to występ na rynku wypełnionym po brzegi udało nam się stworzyć bardzo kameralną i intymna wręcz atmosferę.

Jeden z utworów na płycie nosi tytuł "Najlepszy prezent". Co w takim razie byłoby teraz najlepszym prezentem dla zespołu Goya?

Jak najwięcej koncertów! Bardzo nam tego brakowało przez ostatnie lata. Teraz więc chcemy zagrać jak najwięcej koncertów, łącznie z trasą klubową, którą już powoli organizujemy. Goya to zespół założony w 1995 roku, w Warszawie. Grają muzykę pop, wydali sześć albumów studyjnych. Najnowszy – "Chwile" miał premierę 17 kwietnia. Do największych przebojów Goi należą utwory: "Mój", "Smak słów", "Tylko mnie kochaj" oraz "Jeśli będę taka".