Jeszcze przed wydaniem płyty "The Name Of This Girl Is" byłaś porównywana do rozmaitych muzyków, m.in. do PJ Harvey. Ta uznana artystka porównania muzyczne nazywa "leniwym dziennikarstwem". Ty również nie przepadasz, gdy stawia się ciebie w jednym rzędzie z innymi wykonawcami – dlaczego?

Olivia Anna Livki: Zgadzam się ze zdaniem PJ Harvey, chociaż myślę, że za porównaniami kryje się nie tylko lenistwo, ale także strategia marketingowa, by sprzedać jeden produkt za pomocą drugiego... Mam czasem wrażenie, że osoba, która pisze o mojej muzyce tak naprawdę słuchała jej jednym uchem. PJ Harvey jest na to akurat dobrym przykładem. Nie potrafię zliczyć, ile razy byłam właśnie do niej porównywana. Bo trzymam gitarę basową w ręku, mam pochwę między nogami i duży nos. (śmiech).

Przyglądając się twojej działalności muszę porównać cię jednak do... Madonny. Podobnie jak ona, jawisz się jako artystka samowystarczalna, która sama odpowiada za repertuar, wizerunek a nawet za stronę biznesową muzyki...

O, dziękuję, pochlebia mi to. Myślę, że i w przypadku Madonny, i w moim ta samowystarczalność wzięła się ze zwykłej potrzeby. Podobnie jak ona na początku kariery w Nowym Jorku jestem biedna, mam artystyczne wykształcenie, które nie zapewniło mi stałej pracy, a wszyscy, którzy dotąd proponowali mi współpracę chcieli mnie "zrobić w trąbę", bo jestem młodą i ładną dziewczyną i na pewno da się mnie "urobić"... W takiej sytuacji działasz w pojedynkę. Przy tym coraz więcej się uczysz i nim się obejrzysz masz na grzbiecie całe imperium! (śmiech)

Dziewczyny nadal maja ciężej, muszą więcej udowodnić. Dobrze wiedzieć, że są kobiety takie, jak Madonna, które potrafiły ulepić siebie na swój własny sposób. Niestety, drugą stroną medalu jest to, że im bardziej skupiasz się na wielu rzeczach, tym trudniej mieć klarowny ogląd na swoją twórczość. Na Madonnę presja i oczekiwania w pewnym momencie zaczęły źle wpływać. Maverick (wytwórnia płytowa, której szefową była Madonna w latach 1991-2005 - przyp. red) wymknął jej się z rąk, a teraz ona sama się sobie wymyka. Również z jej błędów można się czegoś nauczyć. Powinna może trochę wyluzować? Mnie już teraz wszyscy tak radzą, a nagrałam dopiero jedną płytę. (śmiech)

Swoją płytę "The Name Of This Girl Is" wydałaś już rok temu, własnym sumptem i sprzedawałaś poprzez swoją stronę internetową. Teraz powierzyłaś dystrybucję materiału dużej wytwórni. Okazało się, że jednak wsparcie wytwórni pomaga?

Płytę wydałam sama, bo fani na nią niecierpliwie czekali, a niestety negocjacje z niezależnymi wytwórniami nie szły po mojej myśli. Nie miał to być jakiś wielki manifest niezależności. Firma EMI, której powierzyłam ostatecznie dystrybucję mojej płyty otwiera dla mojej własnej wytwórni L I V V drzwi, przez które sama by nie przeszła. Myślę, że z czasem L I V V zasłuży na status samodzielnej kompanii muzycznej, dzięki kierowaniu muzyki pop na powrót w stronę intelektu. Moja płyta to dopiero początek.

Gdybyśmy sparafrazowali tytuł Twojej płyty "The name of this girl is..." (ang. Nazwisko tej dziewczyny to...): muzyka na tej płycie to...

Global Voice'n'Bass! (śmiech) Słychać tam Amerykę, Afrykę, Bollywood, arabskie tamburyny, amazońskie chóry, elektroniczne bity i dużo, dużo warstw, dużo wszystkiego... To zwierciadło świata, w którym rządzi ciągłe przeładowanie wrażeń audiowizualnych.

Obraz jest dla ciebie równie ważny, co dźwięk. Kiedy staniesz po drugiej stronie kamery?

Właśnie tam byłam! Nawet po obu stronach kamery. Wyreżyserowałam w Maspalomas teledysk do swojej piosenki "Abby Abby (Choir Girl Remix)". Na własne życzenie dwa razy dziennie przez tydzień biegałam po pustynnych górach, pół naga, w górę i w dół, tańczyłam, grałam aż skończyłam z udarem słonecznym... No i sama zmontowałam ten teledysk. Bo tak mi się strasznie nudziło! (śmiech).

Muzyk, filmowiec, jakiej profesji chciałabyś się jeszcze podjąć w przyszłości?

Myślę, że te dwie wystarczą! Muszę się nauczyć jeszcze wielu rzeczy w tych dziedzinach, przede mną jeszcze wiele pracy... Mam zamiar uczyć się inżynierii dźwięku i teorii muzycznej w dziedzinie orkiestracji, dyrygowania. Gdy dorosnę, chcę być tak dobra, jak Bernard Herrmann! (amerykański kompozytor muzyki filmowej, autor muzyki do filmu Orsona Wellsa "Obywatel Kane", laureat Oscara - przyp. red).

Załóżmy, że spotkamy się za rok. Gdzie widzisz siebie za dokładnie 12 miesięcy?

Mam nadzieję, że mieszkającą i pracującą w Nowym Jorku, otoczoną grupą wspaniałych, kreatywnych ludzi, z którymi będę mogła wspólnie tworzyć. Taka osobista utopia...

Olivia Anna Livki przyszła na świat w Opolu. W wieku 6 lat przeprowadziła się z rodzicami do Niemiec. Mając 16 lat zaczęła pisać piosenki i reżyserować amatorskie filmy. Jej debiutancką płytę "The Name Of This Girl Is..." miksowali znany ze współpracy z Santigold i Davidem Byrnem Patrick Dillet oraz Ron Allaire. Polska publiczność miała okazję podziwiać talent 27-letniej Olivii Anny Livki podczas Coke Festival 2011 i Off Festival 2011. Artystka swoim występem otworzyła także koncert Lenny'ego Kravitza na warszawskim Torwarze w listopadzie 2011r. Album "The Name Of This Girl Is - Extended" ukazał się na polskim rynku 10. września nakładem wytwórni EMI.