Co byś zmienił w swojej nowej płycie, "Radio Pezet"?

Pezet: Zmieniłbym w niej dużo, jeżeli chodzi o muzykę. Chciałbym, żeby brzmiała bardziej świeżo, brytyjsko i była mocniej osadzona w stylistyce muzyki elektronicznej. Przez prawie roczne opóźnienie z wydaniem, trochę się zdezaktualizowała.

Gdybyś miał ją sklasyfikować, to płyta dubstepowa, grime'owa, czy w końcu rapowa?

To był eksperyment, ale jeśli mam ją sklasyfikować gatunkowo, to płyta rapowa, bo ja jestem raperem, zawsze będę MC i nie mam co do tego wątpliwości. Inspirowana jest natomiast oldschoolowymi produkcjami grime'owymi z Wysp i brzmieniami dubstepowymi.

Jeszcze przed premierą wywołało to burzliwą dyskusję, a płyta ściągnęła na siebie falę nieprzychylnych opinii. Przejmujesz się krytyką?

Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się aż tak negatywnego odbioru. Myślałem, że ludzie z mojego podwórka, stricte hiphopowego, są bardziej otwarci. Na pewno nie będę z tym walczył. Krytyka ruszała mnie bardzo długo, dopóki ktoś nie polecił mi książki "Psychologia internetu" i teraz w ogóle się nią nie przejmuję.

Szanuję swoich fanów, których "Radio Pezet" nie przekonało, ale nie będę robił płyt pod publiczkę. Z drugiej strony słucham już długo innej muzyki niż hip-hop z lat 90. i trochę za tym tęsknię. Stąd pomysł, żeby kolejny album był dwupłytowy w stylistyce kolebki rapu, na którym będą też te same kawałki, jeżeli chodzi o tytuły, natomiast podane w inny sposób. To, co jest na "Radio Pezet" to pikuś w porównaniu z tym, co chciałbym zrobić.

A jak oceniasz "Radio Pezet" od strony lirycznej?

W warstwie tekstowej, jest to jedna z moich lepszych płyt. Jest na niej kilku moich faworytów, chociaż są też utworów, które wydają mi się teraz zbyt patetyczne. Nie do końca jestem zadowolony z tekstu do kawałka, który nagrałem z Kamilem Bednarkiem, "Shot Yourself". To był przypływ emocji w stylu mocno nastoletnim.

Które numery twoim zdaniem są najlepsze?

"Brutto czy netto", "Byłem" i "Supergirl", wokół którego zrobiło się dziwne zamieszanie. Podobno jest zbyt kontrowersyjny.

I podobno to kolejna "Seniorita". Sceptycy, komentują, że tematy na twojej nowej płycie są wtórne

Ja uważam, że w tekście "Supergirl" ująłem relację pomiędzy kobietą, a mężczyzną w taki sposób, w jaki nie udało mi się to jeszcze nigdy wcześniej. Napisany jest w stylu amerykańskim, taka filmowa relacja Bonnie i Clyde. Może i tematy się powielają, ale piszę o tym, co w swoim życiu lubię. Robię to, w czym jestem dobry.

"Spis cudzołożnic" – historia równie amerykańska. Wierne groupies, czekające na ciebie po każdym koncercie To są kupony, jakie odcinasz od sławy?

Zdarzało mi się czerpać z tego korzyści, bo mam w sobie wiele szowinistycznego podejścia do kobiet, ale jestem w tej branży od 12 lat i w końcu zdobyłem się na to, żeby opisać historię dwóch dziewczyn, które pojawiły się w moim życiu. Nie kreuję się na supermana, jestem normalnym, zwykłym kolesiem.

Który ma prawie pół miliona fanów na Facebooku. Zdajesz sobie sprawę, że dla większości z nich jesteś gwiazdą?

Do tego jestem piękny, młody, bogaty no i jeżdżę Ferrari – to trochę krzywdzące wyobrażenie. Faktycznie, nastąpił taki czas, że bardzo często podchodzą do mnie ludzie na ulicy, proszą o autografy, zdjęcia, ale ta "sława" na nic w moim życiu się nie przekłada. Nadal jeżdżę względnie fajnym sześcioletnim samochodem.

Wyobraź sobie, że dostajesz dziś propozycję podpisania kontraktu reklamowego ze znaną marką, za dobre pieniądze. Zgadzasz się?

Jeżeli ktoś utożsamia swoją markę ze mną i moją muzyką, to nie mam z tym żadnego problemu. Tym bardziej, jeżeli byłby to brand, który lubię, buty, które chcę nosić, whisky, które piję. To oczywiście nie jest akceptowane w społeczności hiphopowej. Istnieje przekonanie, że raper żeby być prawdziwy powinien rozdawać płyty za darmo.

Życie i popularność są jak sinusoida. Kiedyś będziesz musiał ustąpić miejsca innym Masz alternatywę?

Już jestem na takim etapie, że chciałbym zrobić jedną albo dwie płyty i dać sobie spokój. Znaleźć fajnych ludzi, którzy są w stanie zrobić coś nowego w muzyce, wydać ich płyty i zrobić wokół nich trochę zamieszania. Miałbym z tego wielką frajdę, ale może będę musiał zająć się czymś innym. Jest wiele możliwości - knajpa, albo sklep z ciuchami i to niekoniecznie swoimi. Na pewno chciałbym robić coś, co będzie mnie kręcić.

A rodzina i stateczne życie – to "cię kręci"?

Pewnie. Każdy tego chce, a jeśli mówi, że nie, to kłamie. Nie ustatkowałem się jeszcze tylko dlatego, że do końca nie wiem jak mam to zrobić, ale jestem teraz w związku, któremu dobrze wróżę. Myślę o przyszłości i trzymam się w ryzach.

Pezet, a właściwie Paweł Kapliński to polski raper, obecny na scenie hiphopowej od 1998. Zaczynał ze składem Płomień81, z którym nagrał trzy albumy: "Na zawsze będzie płonął" (1999), "Nasze dni" (2000) i "Historie z sąsiedztwa" (2005). W 2002 roku ukazała się jego pierwsza solowa płyta "Muzyka klasyczna". Jego dyskografię zamyka krążek "Radio Pezet", którego premiera miała miejsce 4 września.