Jaka jest pani najnowsza płyta "Miłości ślad"?
Eleni: Jest zróżnicowana, ale piosenki, które znalazły się na płycie nie odbiegają od tego, co od lat śpiewam. To jak zwykle piosenki utrzymane w greckim charakterze, a śpiewane po polsku. Melodyjne, proste teksty o życiu, o tym, co nas boli i co czujemy. Od 37 lat teksty dla mnie piszą m.in. Leszek Konopiński i Leszek Bukowski. Cenię sobie bardzo tę współpracę, bo często zapomina się, jak duże znaczenie ma tekst w piosence.

Kto jeszcze współpracował z panią przy tym wydawnictwie?
Kompozytorami oraz aranżerami dużej części utworów z tego albumu są muzycy występujący ze mną od ponad trzydziestu lat: Aleksander Białous, Andrzej Elman, Mariusz Rybicki. Do pracy nad płytą oprócz nich zaprosiłam też dwóch muzyków z Grecji. Są to Thanos Andrias oraz Jannis Sinanis, którzy grają na buzuki (grecki instrument ludowy) oraz sazzie (turecki instrument strunowy). Na płycie są też dwie piosenki Seweryna Krajewskiego oraz bardzo młodego kompozytora i muzyka Filipa Wałcerza. Producentem muzycznym albumu jest kompozytor i autor większości tekstów Kostas Dzokas.

Na tę płytę pani fani czekali aż 11 lat. Skąd tak długie milczenie?
Nie wiem, jak to się stało, że trwało to aż 11 lat. Nie siedziałam bezczynnie: koncertowałam w Polsce, ale też jeździłam po świecie. Byłam m.in. w Australii, w USA i Kanadzie. W Ameryce pojawiam się co 3 lata, i właśnie polonijna publiczność najbardziej dopytywała się, kiedy nowa płyta.

Nie jestem osobą, która chciałaby wydawać nową płytę co roku. To nie jest dobre. Człowiek dojrzewa do emocji, które chciałby przekazać ludziom. Różne rzeczy się po drodze działy, musiałam zebrać siły, ale jak tylko weszłam do studia, rok minął i płyta była już gotowa.

Lubi pani pracę w studio?
Nie przepadam za nią, trochę mnie to męczy, wolę kontakt z publicznością i śpiewanie na żywo.

Czy teraz zacznie pani koncertować z piosenkami z nowej płyty?
Tak, tych najnowszych piosenek nie może zabraknąć na najbliższych koncertach. Mam jednak spory repertuar, z którego mogłabym stworzyć kilka niezależnych programów. Na koncertach zmieniam piosenki, trudno śpiewać ciągle to samo, ale są przeboje, bez których żaden koncert nie może się obyć: "Po słonecznej stronie życia", "A słońce sobie lśni", "Miłość jak wino", "Troszeczkę życia, troszeczkę słońca", "Do widzenia mój kochany" - te przeboje idą razem z nami.

Jaki jest pani przepis na przebój?
Lubię śpiewać rzeczy melodyjne, z dużym ładunkiem emocji. To wiąże się z moimi greckimi korzeniami. Ze śpiewem i muzyką miałam do czynienia od najmłodszych lat.

Od czego się wszystko zaczęło?
Pochodzę z rodziny, w której była tradycja wspólnego śpiewania. Śpiewaliśmy nie tylko podczas rodzinnych uroczystości. Okazją do śpiewu było nawet zwykłe spotkanie przy stole. W 1975 roku zaczęłam śpiewać w zespole Prometeusz wykonującym tradycyjne pieśni greckie i właściwie przez przypadek, zaczęłam występować na estradzie profesjonalnie. Wszystko zaczęło się od piosenki "Po słonecznej stronie życia". Od razu się spodobała publiczności. Potem były kolejna kompozycje: m.in. Na miłość nie ma rady. Ten repertuar sam się kształtował. Greckie elementy śpiewane w języku polskim to charakterystyczne dla mnie połączenie.

Starsze pokolenie pani fanów czekało na pani piosenki w niedzielnym "Koncercie życzeń". Stare dzieje?
Oj tak, ludzie bardzo lubili te życzenie okraszone piosenką. Nagrywaliśmy je w Warszawie i Krakowie. To były inne czasy. Byliśmy młodsi, nie było problemów z dojazdem, cieszyliśmy się, że nas zapraszają. Poza tym tych możliwości było dużo mniej niż obecnie.

A teraz jak jest?
W tej chwili stawia się na ekspresowe przekazywanie informacji najlepiej o sobie. Dobrze sprzedają się zwłaszcza różne skandale. Żałuję, że nie ma programu rozrywkowego w telewizji, gdzie gościliby różni wykonawcy. Brakuje informacji o artystach: co robią, gdzie koncertują. Mnie często zaczepiają ludzie i zdziwieni pytają: pani jeszcze występuje? Nie wszyscy mają możliwości pójścia na koncert. To nie dociera do ludzi.

A jak radzi sobie pani z konkurencją? Powstaje sporo nowych zespołów, w natarciu ponownie jest disco polo
To wszystko chwilowe mody, a potem cisza. Nie jest łatwo utrzymać się na szczycie przez wiele lat. Ale stara gwardia: Maryla Rodowicz, Ryszard Rynkowski, Zbyszek Wodecki, Bajm, Perfect - to gwiazdy, które od lat świetnie sobie radzą.

A Eleni? Też jest pani gwiazdą.
Pomalutku, ale ciągle jesteśmy w grze. Kiedyś moje piosenki były na listach przebojów "Lata z radiem", zdobywały nagrody

Ma pani jeszcze ambicje zapełniać największe sale?
Moje ambicje są inne - chcę, żeby to, co robię było ludziom potrzebne, żeby moja muzyka była dla ludzi drogowskazem. Robię swoje. Ludzie przeżywają różne sytuacje w życiu, mnie muzyka też w życiu bardzo pomagała. Poprzez muzykę możne wiele zdziałać.

Muzyka jako terapia?
Tak, wiem o tym, że muzyka działa jak lekarstwo, bo otrzymuję wiele listów z podziękowaniami.

Panuje moda na kameralne koncerty dla wybranej publiczności, np. Barbra Streisand śpiewa czasem dla zaledwie 10 osób. Jaki był pani najmniejszy koncert?
Najważniejsza jest dla mnie publiczność. Zawsze szanowałam ludzi i dzisiaj to mi oddają. Zdarza się, że koncertuję nawet dla 100 osób w domach kultury w małych miejscowościach. Takie miejsca mają swoją specyfikę. To moja publiczność. Gdy tylko wchodzę na scenę, to od pierwszej piosenki jest śpiewanie. Potem autografy - nikomu nie odmawiam i czasami dłużej podpisuję płyty niż śpiewam.

Pyta pan o małe koncerty. Kiedyś zdarzyło mi się zaśpiewać dla jednej słuchaczki. Poznałam pewną starszą panią w sanktuarium w Rokitnie. Kiedy dostała udaru mózgu, odwiedzałam ją w szpitalu i śpiewałam tylko dla niej.

Ma pani kontakt z Grecją?
Mieszka tam moje rodzeństwo i jeżdżę tam regularnie. Mam tam swoją małą wyspę, 1,5 godziny statkiem od Aten. Lubię pobyć w tej ciszy. Grecja przeżywa teraz trudny moment. Mamy grecką telewizję i martwimy się, że tak piękny kraj, kolebka kultury jest wytykany palcami przez innych z Unii Europejskiej.

Grecja to kraj pani rodziców, ale urodziła się pani już w Polsce. Który kraj jest bliższy pani sercu?
Nie umiem powiedzieć, czy bardziej kocham Polskę czy Grecję. Zawsze mówię, że mam dwie ojczyzny, są nimi i Polska i Grecja i nie daj Boże, jak Polska gra z Grecją w piłkę. Modlę się wtedy o remis. Nie chcę żadnego innego wyniku.