Naprawdę większość pieniędzy wygranych w "X Factorze" wydałeś na remont sali prób dla swojego zespołu?
Dawid Podsiadło: Zawsze chcieliśmy mieć własne miejsce, najpierw wynajmowaliśmy, potem zorganizowaliśmy swoją salkę i rzeczywiście trochę sfinansowałem remont. Ale nie były to bardzo duże pieniądze. Opowiadam o tym publicznie, żeby to, co zrobiłem z nagrodą, wydawało się szlachetne, sporo wydałem jednak na inne rzeczy.

Rozpusta?
Kulturalna: mnóstwo płyt, komputer. Poza tym częściej w menu miałem sushi, czyli zdrowo, ale drogo. I mało tucząco, a wolałbym przytyć, może dodałoby mi to powagi.

Piszesz poważne teksty. O samotności, nieudanej miłości, głębokim smutku, może depresji.
Depresja to nadużywane określenie.

Ale też choroba.
Nie mam depresji w takim razie.

To o czym piszesz?
Kiedy myślę o moim życiu i w ogóle o życiu jako wydarzeniu, wydaje mi się ono smutne. A jednocześnie uważam, że dopiero kiedy zazna się całkowitego smutku, można zrozumieć, że nie warto tracić czasu. Może moja płyta to pierwszy krok w tym procesie – zasmucić siebie i słuchaczy tak bardzo, jak się da, na drugim albumie może jeszcze bardziej, a po wysłuchaniu trzeciego będziemy się już tylko cieszyć.

Z twoich tekstów można też zrozumieć, że masz obsesję upływającego czasu.
Największy mój strach to śmierć. I z tego wynika moje nieustanne myślenie o tym, że mamy ograniczony czas i że po jego upływie wszystko się nagle skończy. Nienawidzę tego. Bo wydaje mi się, że dalej nie ma już co robić. Chociaż mam nadzieję, że obudzę się później, przywitam z Freddiem Mercurym i stwierdzę, że to jest to.

Naprawdę myśl o śmierci jest twoim stałym problemem?
Mam czasami stany naprawdę ciężkie, lękowe, dwa dni jestem wyjęty z życia przez to, że przez kilka sekund potrafię sobie wyobrazić tę całkowitą pustkę. Wpadam na tych kilka sekund w stan paniki, przyspiesza mi oddech, serce bije szybciej i to nie jest przyjemne uczucie. Nie widzę sensu w czymkolwiek, co się dzieje dookoła. Ale zazwyczaj po tych momentach załamania przychodzi radość z najprostszych sytuacji, relacji z ludźmi, czyli z sytuacji istotnych, ignorowanych często przez dzisiejszy pędzący świat. Przeżywam czystą radość istnienia, o czym zresztą śpiewam. Zapominamy o tym, ale fajnie jest od czasu do czasu się zatrzymać i powiedzieć sobie: Kurczę, żyję i to jest piękne. Po co mam się przejmować tym, że ktoś mnie denerwuje? W dupie to mam w takim razie, idę do przodu.

Wydaje ci się, że ile masz lat?
Jakieś osiem więcej niż mam rzeczywiście, moim zdaniem jestem przed trzydziestką.

Osiem lat to tyle, ile starszy od ciebie jest twój brat.
Chciałem być taki jak on, zawsze. Wychowywali mnie tylko mama i brat. I przez tę różnicę wieku między mną a nim, przez jego rolę w domu był dla mnie wielkim autorytetem, wzorem. Do dziś jest jedyną osobą, której nie potrafię otwarcie się sprzeciwić. Mam do niego taki szacunek, że nawet jeśli wiem, że popełnia błąd, nie zgadzam się z nim, uważam, że powinien zachować się inaczej, nie potrafię mu tego powiedzieć wprost. Przy kłótniach domowych wolałem nie stawać po żadnej ze stron, niż na przykład wesprzeć mamę. Wolałem zamknąć się w swoim pokoju. Teraz mamy okazję znowu mieszkać wszyscy razem, brat w czasie studiów się wyprowadził, a teraz wrócił.

Gdzie dorastałeś?
Na bardzo małym osiedlu Małych Hutników w Ząbkowicach, to była kiedyś sypialnia Huty Katowice. Tam każdy zna każdego. Spędzałem mnóstwo czasu na dworze, nie mieliśmy wtedy komputera. Dobrze wspominam to dorastanie, chociaż gdy byłem tam niedawno, trochę się przeraziłem tym, jak to wygląda. Poruszyło mnie, że ludzie wciąż mieszkają tam w tak samo złych warunkach. Miałem pokój z bratem i mimo że w pierwszych latach wiele złego wydarzyło się w kwestii rodzinnej, powinienem być może pamiętać ten czas jako ciężki dla mnie, ale tak nie jest. Mam w głowie może kilka niemiłych sytuacji, ale większość dobrych. Wydaje mi się, że to dzięki mamie, która zawsze dbała, żebyśmy mieli komfort i szczęście, tak jak w tytule mojej płyty. Spełniała przecież jednocześnie rolę taty. Brat był jednak nastolatkiem, nie odpowiadał za zarabianie, uczył się. I zawsze mogliśmy liczyć na pomoc brata mojej mamy. Dzięki niemu mogliśmy wyprowadzić się ze starego mieszkania, przenieść do nowego, gdzie nie było problemu, czy zimą trzeba będzie w domu chodzić w kurtkach, można było normalnie, w koszulce. Po przeprowadzce były już dobre czasy, czasy spokoju. Mówię teraz, jakbym miał 40 lat co najmniej.

Nie jesteś rozpieszczonym chłopakiem?
Mama dbała, żebym nie był. Pamiętam, że kiedy dorastałem, jedną z najważniejszych wartości była rodzina. Do dziś spędzamy mnóstwo czasu razem, każde urodziny, imieniny.

Teraz podczas takich spotkań uwaga wszystkich skoncentrowana jest na tobie?
Na pewno jest to dla nich ciekawe, że nagle dostałem możliwość zrobienia płyty. Chociaż moje zajmowanie się muzyką to nie jest nowa rzecz, zdarzało mi się podczas wigilii śpiewać kolędy. Ale teraz, kiedy przyszedł sukces, chętnie opowiadam o tym, jak wygląda ten świat. Bo mogę być uczestnikiem rynku muzycznego, tworzyć w nim jakąś własną historię.

Który z tekstów na twojej płycie jest najbardziej osobisty?
Wiesz, większość to jednak poezja. Najczęściej jestem obserwatorem jakichś sytuacji, ale niektórych rzeczywiście bohaterem... Najbardziej osobisty jest "Bridge". Opisałem historię, której doświadczyłem kilka miesięcy temu. Takie rozterki nastolatka w sumie.

O czym to jest dokładnie?
Trudna sytuacja dla mnie. Kiedy brałem udział w "X Factorze", oddaliłem się trochę od starego życia, zatopiłem się w towarzystwie nowo poznanych ludzi. Polubiłem to nowe otoczenie, wolałem żyć w Warszawie, bo chciałem się skupić na pracy. Zdystansowałem się do ludzi, przeżyć, które miałem w domu. Ale kiedy program się skończył, wszystko wróciło do normy.

Jak silnym magnesem jest popularność, świat mediów dla takiego chłopaka jak ty, skromnego, dobrze wychowanego?
Najgorsze, że trudno zauważyć, kiedy stajesz się częścią tego świata. Można to ocenić dopiero z perspektywy. Nie uważałem, że cokolwiek zmienia się na gorsze, wszystko było dla mnie super. Z mojego punktu widzenia robiłem dobre rzeczy, bo skupiałem się na pracy. Uważałem, że naturalne jest przy tym towarzystwo nowych znajomych, z którymi zresztą wciąż utrzymuję kontakt. Nie dostrzegałem, że oddalam się od mojej dziewczyny. Trzeba jednak być wiernym sobie i ludziom, którzy cię kształtowali. Uformowali mnie w końcu takim, jakim jestem.

Co cię zachwyciło w tym nowym świecie?
Do występów byłem już wtedy przyzwyczajony. Nie przed tak wielką publicznością, ale byłem, robiłem to od kilku lat i to nie było nic nowego. Ciekawe było poznanie formuły programu telewizyjnego, tego niesamowitego pośpiechu, a jednocześnie dopinania wszystkiego na ostatni guzik, w najmniejszych szczegółach. To mnie fascynowało, chociaż czasem gryzło się trochę z moimi wartościami. Szybko się też zorientowałem, że biorę udział w show, że to nie jest program muzyczny, tylko rozrywkowy, to jest jego główna cecha. Ale nie miałem z tym problemu.

Wydawałeś się w tym programie outsiderem.
To dla mnie nic nowego. Zawsze czułem się z boku, ale nie uważałem tego za coś złego, byłem szczęśliwy, że tak jest. Nie czułem się częścią historii moich rówieśników. Dzięki mojemu bratu słuchałem bardziej ambitnej muzyki niż znajomi w moim wieku, z ich punktu widzenia – rzeczy klasycznych. W grach komputerowych zawsze bardziej doceniałem ciekawą formę niż nowe rozwiązania, zawsze zresztą mieliśmy za stary komputer, żeby nadążać za nowościami. Wolałem odkrywać coś, co zostało stworzone dawno, czego jest przecież wystarczająco dużo. Myślę, że taki sposób myślenia przekłada się też na wrażliwość. Żeby zobaczyć to, co widzę, trzeba się trochę otworzyć, poszukać, a nie przyjmować tylko rzeczy łatwo dostępne i bardzo popularne. Chyba po prostu miałem aspiracje, żeby zostać hipsterem. Zanim oni się pojawili. Mam zresztą fajne okulary.

Nie buntowałeś się nigdy przeciwko starszym pokoleniom?
Raczej nie, nie rozumiałem chodzenia na wagary, pamiętam, że w szóstej klasie miałem stuprocentową frekwencję. Nawet jeśli nudziłem się w szkole, było dla mnie oczywiste, że się tam idzie. Kiedy uciekłem z dwóch ostatnich lekcji raz czy dwa, byłem przerażony. Upijanie się, używki też wydawały mi się bez sensu. Nie mówię, że moi znajomi tylko to robili, bo teraz studiują, łącząc to z pracą, i podziwiam ich. Wyrośli na wartościowych ludzi. Najwyraźniej zaprzepaściłem czas imprezowania, siedząc w domu i grając w gry.

Nie chciałbyś dorzucić do swojego wizerunku czegoś szorstkiego, brzydkiego?
Powiedziałem raz w tej rozmowie brzydkie słowo. Rzeczywiście myślę, że trzeba zacząć budować obraz chłopaka bardziej niepokornego, chciałbym do tego zmierzać; można raz na jakiś czas rzucić brzydkie słowo.

Na pewno nie opowiadasz gładkimi słowami o miłości.
Bo uważam, że nic nie jest w relacjach czarne albo białe, każdy ma jakieś mroczne strony i w spotkaniu z drugą osobą, z jej emocjami, zawsze jest jakaś dyskusja. Nie lubię mówić publicznie, o co moja dziewczyna ma pretensje, że wielka miłość jest między nami i że zawsze będziemy razem, bo nie wiem, co się stanie. Nie chodzi o to, że coś zakładam, tylko nie lubię deklaracji, że zawsze będzie cudownie albo zawsze będzie beznadziejnie. Wszystko może się odwrócić. Nie da się tak jak w filmach.

Często zaczepiają cię dziewczyny?
Nie, ale niedawno w pociągu uratowały mnie przed fanem jednej z polskich drużyn piłkarskich. Siedziałem z nim w przedziale i bałem się o siebie. Ostatecznie znaleźliśmy wspólny język i udało mi się wybrnąć. To był w porządku chłopak, tylko trochę zagubiony. A już zupełnie bezpiecznie się poczułem, kiedy zauważyły mnie dwie dziewczyny i poprosiły o zdjęcie.

Wiesz, że masz w sobie coś z Ryana Goslinga?
Jak to? To mój ulubiony aktor.

Małomówny niby, nieśmiały, ale potrafi przyłożyć. Tylko brakuje ci jego muskulatury.
Spokojnie, to się zrobi. Zastosuję dietę, zrobię masę, zostanie tylko zagrać w filmie.