Nie boisz się udziału w projekcie Pure Phase Ensemble 3? Spotkasz się z polskimi muzykami pierwszy raz w życiu i w kilka dni będziesz musiała przygotować się z nimi do koncertu.
Laetitia Sadier: Strach to złe słowo, odczuwam raczej ekscytację i ciekawość. Nigdy nie brałam udziału w takim przedsięwzięciu, więc to będzie nowe doświadczenie i szansa poznania interesujących ludzi. Mam pełne zaufanie do Raya Dickaty'ego, że zebrał właściwą ekipę i wie, co robi.

Twórczość Raya Dickaty'ego znasz jeszcze z dawnych czasów, a sprawdzałaś nagrania innych artystów?
Oczywiście, dlatego tym bardziej jestem spokojna o naszą współpracę. Najbardziej podoba mi się Enchanted Hunters, to naprawdę piękna i delikatna muzyka. Grupa Popsysze ma ciekawe brzmienie, tylko teksty są trochę bez sensu. Podczas pobytu na festiwalu chciałabym poznać trochę więcej waszej muzyki, bo do dziś Polska kojarzy mi się tylko z Krzysztofem Komedą.

Czy po rozpadzie Stereolab czujesz większą ciekawość muzyki i masz większą otwartość na współpracę z innymi?
Myślę, że tak. W Stereolab nie było żadnej wolności, tam panowała dyktatura Tima Gane'a. Moja rola w zespole polegała tylko na tym, że musiałam śpiewać i grać dokładnie to, co on wymyślił, nie było mowy o własnych pomysłach. Komunikacja z nim była trudna, chociaż prywatnie byliśmy parą. Dlatego miałam na boku projekt Monade z Rosie Cuckston i współpracowałam z chłopakami z Mouse on Mars.

Planowałaś już wtedy solową karierę?
Właśnie nie. To wszystko wydarzyło się tak nagle i trochę przypadkiem. Kiedy Tim ogłosił koniec Stereolab, moim dodatkowym zajęciem była nauka masażu shiatsu i z tą działalnością wiązałam przyszłość. Nie myślałam o solowej karierze, bo nie bardzo potrafiłam grać na gitarze i komponować. Kiedy założyłam konto na Facebooku, nagle odezwali się ludzie z różnych części Europy z propozycjami koncertów. Postanowiłam zebrać muzyków, przygotować jakiś materiał i spróbować sił solo. A potem dostałam propozycję nagrania płyty.

Twoje solowe albumy brzmią bardzo podobnie do Stereolab. Co w takim razie udało ci się samej wypracować?
To prawda, nigdy nie uczyłam się muzyki, moją szkołą było Stereolab, a moim jedynym nauczycielem Tim Gane. Mieliśmy podobny gust i wyczucie popu, z którego narodziła się oryginalna estetyka grupy. Nie umiem grać innych akordów na gitarze i śpiewać innych harmonii wokalnych. Byłam muzą Tima, duchem Stereolab i po naszym rozstaniu widzę, jak zmieniła się jego muzyka. Jego zespół Cavern of Anti-Matter brzmi mocno i męsko, bo nie ma tej delikatności, pierwiastka kobiecego, który był w Stereolab. Za to moje piosenki na solowych płytach są bardzo emocjonalne. Czuję, że wytworzyłam własny język komunikacji ze słuchaczami.

Miało na to wpływ praktykowanie przez ciebie shiatsu?
Nigdy tego nie analizowałam, ale coś może być na rzeczy. Shiatsu wywodzi się z praktyk taoistycznych, które służą harmonijnemu rozwojowi ciała, umysłu, ducha i poznaniu siebie. A znając siebie, masz lepsze relacje z otoczeniem, bo jest w tobie mniej strachu. Gdyby spojrzeć pod tym kątem na moje płyty, to "The Trip" była tą osobistą i szczerą, a "Silencio" była wyjściem do ludzi. Można zaobserwować pewne etapy mojego rozwoju.

Myślisz, że brak strachu przekłada się na twoją działalność? Oprócz udziału w Pure Phase Ensemble 3 odważyłaś się na współpracę z raperami Commonem i Tylerem the Creatorem.
Gdybyś poznał tych ludzi, też nie miałbyś strachu z nimi współpracować. Osobiście nigdy nie lubiłam hip-hopu, ten gatunek odrzucał mnie mizoginistycznymi tekstami i monotonną muzyką. Tymczasem Common okazał się zaprzeczeniem mojego wyobrażenia o raperach. Przyszedł na koncert, był taki sympatyczny i entuzjastyczny, że nie mogłam odmówić. Z Tylerem kontaktowałam się mailowo, ale też mam wrażenie, że jego wulgarne i nihilistyczne teksty to tylko zabawa z konwencją. Nagrywanie dla niego było fajne, bo mogłam zrobić, co chciałam. On rapował o robieniu laski, a ja dla równowagi dorzuciłam coś od siebie o miłości.

Śledzisz to, co teraz dzieje się w muzyce?
Niestety muszę się przyznać, że w ogóle nie ma mam pojęcia o nowej muzyce. Kiedy odezwał się do mnie management Tylera the Creatora, musiałam wygooglować, kto to w ogóle jest. Z hip-hopu podobają mi się produkcje MF Dooma i chciałabym kiedyś móc z nic współpracować. Lubię też Erykah Badu, bo ma własny styl, choć inną wrażliwość od mojej. Generalnie mało słucham płyt.

Twój syn nie podrzuca ci jakichś nowości?
On ma obecnie fazę na muzykę elektroniczną i znosi do domu różne dziwne płyty dubstepowe. Niektóre nawet mi się podobają, szczególnie ze względu na energię i niektóre brzmienia, których nigdy w życiu nie słyszałam, ale to nie moja bajka.

A ty w zamian puszczasz mu czasem Stereolab?
Nie, w ogóle nie interesuje go moja muzyka. Mam nadzieję, że w tajemnicy jest jednak dumny z rodziców, że też kiedyś grali w zespole.