Zdecydowana większość wywiadów z tobą polega na tym, że jesteś pytana o mamę Annę Jantar, tatę Jarosława albo jak to było, jak śpiewałaś "Puszka okruszka". Tak jakby niewielu dziennikarzy zauważyło, że przynajmniej od wydanej w 2007 roku płyty "Sexi flexi" konsekwentnie zmieniasz swój muzyczny styl. Swoim nowym albumem "Ósmy plan" stawiasz kolejny krok, który oddala cię od mainstreamowego popu.
Natalia Kukulska: Robię to w pełni świadomie. Nie powiem, że schodzę do podziemia, bo "Ósmy plan" jest dla mnie wciąż płytą w pewnym sensie popową, ale na pewno nie chcę już wchodzić na drogę, którą szłam w latach 90. Chcę zmiany. Nacieszyłam się sukcesem komercyjnym, czasem, kiedy miśki lądowały na scenie. To było miłe i doceniam publikę, która od lat mi towarzyszy, ale to, co teraz robię, może trafić na nowych odbiorców, tych skupionych na muzyce. Brzemię małej śpiewającej dziewczynki, a później wykonawczyni balladowego popu bardzo mi przeszkadza. Tak jak przeszkadza mi wizerunek gwiazdy, jest kulą u nogi. Niestety, wielu ludzi nie ma pojęcia, jaką teraz muzyką żyję. Oceniają mnie na podstawie szuflady, którą przydzielili mi wiele lat temu.

W filmiku, który nagrali dla ciebie najbliżsi i muzyczni znajomi, Skiba powiedział, że masz mocną głowę. Także wobec tego, co słyszysz o sobie?
Różne rzeczy słyszę. Wkurza mnie jednak ignorancja. Ktoś nie ma świadomości, co teraz robię, ale jednak to komentuje. Mój ulubiony, autentyczny, komentarz to: "Nie słuchałem, ale nie podoba mi się".

O odcięciu się od tego, co robiłaś wcześniej, śpiewasz w kilku piosenkach na "Ósmym planie": "Dyspensie" czy "Chowam się".
Tu nie do końca chodzi o odcięcie się od przeszłości. "Chowam się" jest ekshibicjonistycznym przyznaniem się do stanu, w którym chcę uciec przed lękiem, przed depresją. To dotyczy szarych dni w moim życiu, których podczas powstawania tej płyty nie brakowało. Z kolei "Dyspensa" z przymrużeniem oka opowiada o rutynie życia, od której chcę uciec. Nie jest łatwo się od niej uwolnić przy dwójce dzieci i wykonywaniu codziennie bardzo podobnych czynności.

Jaki był muzyczny pomysł na "Ósmy plan"?
Założeniem było zrobienie płyty, która będzie spełnieniem naszych artystycznych marzeń, moich i mojego męża, współtwórcy płyty Michała Dąbrówki. Chciałam odejść od założeń mainstreamowych z pełną świadomością, że w konsekwencji może to oznaczać mniejsze grono odbiorców. Oczywiście zależy mi na odbiorcach. Nie chciałam zrobić płyty, której nikt nie chciałby słuchać, ale mimo że to jest w pewnym sensie popowa płyta, w popularnych rozgłośniach radiowych raczej nie zaistnieje. Planem było także łamanie schematów naszego muzycznego myślenia. Mam świadomość, że z Michałem cały czas siedzimy w określonym środowisku, otoczeni podobnymi dźwiękami, działamy w pewnych konwenansach. Tutaj staraliśmy się działać niestandardowo, często w nowy dla nas sposób.

Sporo słychać na niej fascynacji mroczną elektroniką spod znaku Depeche Mode.
To dla nas od lat jeden z najważniejszych zespołów i jeśli chcieliśmy pobawić się na "Ósmym planie" analogową elektroniką, to trudno nam było uniknąć tych inspiracji. W filozofii tego zespołu podoba się nam, że sami kreują dźwięki. Na "Ósmym planie" też działaliśmy w ten sposób, nie chcieliśmy korzystać z banków brzmień. Sami je kreowaliśmy w naszym domowym studiu, coraz bardziej kosmicznie wyglądającym dzięki instrumentom analogowym, których w ostatnim czasie przybyło. Brzmienie było punktem wyjścia dla kompozycji. Pilnowaliśmy się jednak, żeby nie dominowało na albumie. Żeby płyta nie stała się albumem produkcyjnym, polegającym na chwaleniu się naszymi zabawkami. Do instrumentów analogowych dołożyliśmy też kwartet smyczkowy czy na przykład ksylofon i oczywiście bębny. Pomysły kreowaliśmy podczas swobodnego muzykowania, jammowania. Rejestrowaliśmy je, a później do nich wracaliśmy i sprawdzaliśmy. Te, które nadal nas kręciły, ponownie braliśmy na warsztat, rozwijaliśmy, powstawały teksty i wysyłaliśmy do Marcina Borsa do miksów. Nie miksował więc całego materiału naraz, ale poszczególne numery. To był chyba jedyny sposób na to, by z nim pracować, bo jest niezwykle zajętym producentem.

"Sexi Flexi" grałaś już w wersji retro, wykonywałaś pieśni Chopina. Jednak nagranie "Ósmego planu" wraz z kwartetem smyczkowym Atom String Quartet przy tego typu elektronicznej płycie zaskakuje. Skąd pomysł na tę współpracę?
Chcieliśmy nasz materiał potraktować niesztampowo, nie dawać oczywistych przy elektroniczno-popowej płycie remiksów. Oni wydali nam się idealni. Choć jest to kwartet jazzowy, łączą wiele różnych technik gry i stylów muzycznych, stąd wiedzieliśmy, że w połączeniu z naszym materiałem może wyjść coś ciekawego. Poza tym to doskonali instrumentaliści. Pewnie niewielu wie, ale Mateusz Smoczyński z Atom String Quartet ma na swoim koncie nagrodę Grammy za album nagrany wraz z nowojorskim kwartetem smyczkowym Turtle Island Quartet. Przyjechali do nas do studia i puściliśmy im materiał, dokładnie sześć numerów. Zaproponowaliśmy, żeby wybrali z nich dwa i spróbowali nad nimi popracować. Po jakimś czasie przysłali nam aranże do wszystkich piosenek plus swój pomysł na numer "To jest komiks" z płyty "CoMix", tak od siebie. Zarejestrowaliśmy to w Alvernia Studios pod Krakowem live, na tak zwaną setkę. Przy okazji powstał też materiał wideo. Mało tego, zagramy razem kilka koncertów w filharmoniach.

Ale "Ósmy plan" będziesz promowała także koncertami z klawiszami w roli głównej?
Tak, w marcu zamierzamy przenieść muzyczne zabawki ze studia na scenę. Michał będzie grał na perkusji akustycznej i elektronicznej. Będzie też sporo syntezatorów analogowych, basy z mooga. Chcemy, żeby wszystkie dźwięki były kreowane na żywo. Dołączyło do nas dwóch nowych muzyków. 13 marca w Gdyni startujemy z trasą po klubach.

Na płycie znalazła się twoja wersja przeboju grupy Rezerwat "Zaopiekuj się mną" z połowy lat 80. Skąd ten wybór?
Utwór usłyszałam po raz pierwszy wiele lat temu, jeszcze z płyty winylowej. Jego mroczny klimat zrobił na mnie piorunujące wrażenie i głęboko wszedł do głowy. Ten mrok wydał mi się w wielu miejscach styczny z klimatem mojej płyty. Pretekstem do przypomnienia "Zaopiekuj się mną" stała się też postać współautora tekstu piosenki Janusza Kondratowicza, który pisał też dla mojej mamy. Niestety w zeszłym roku odszedł. Stwierdziłam, że to dobra pora, by się z nią zmierzyć. Pomógł mi w tym Krzysiek Zalewski, z którym wykonałam tę piosenkę. Spotkaliśmy się we wrocławskim studiu Marcina Borsa, który wyprodukował ten utwór. Nagraliśmy naszą wersję niemal w jedną sesję.

Mówiłaś o tym, co chcesz pozostawić za sobą. W piosence "Myśli poczochrane" śpiewasz o celebrowaniu chwili: "Niech to trwa, niech to nie minie". Czego byś nie chciała zmieniać?
Moją kreatywność i radość z tego, co robię, zabiłaby rutyna. Dlatego chciałabym cały czas mieć w sobie świeżość, ona dodaje adrenaliny. Mam szacunek do wykonawców, którzy przez lata z uśmiechem na twarzy potrafią śpiewać ten sam materiał i to w tej samej aranżacji, bo to też nie jest łatwe, ale ja poszukuję czegoś innego. Mnie jeżdżenie z tym samym teatrzykiem bez przerwy nie bawi. Kreatywność jest najważniejsza.

Przy okazji "CoMixu" mówiłaś, że momentami różniliście się z tatą, jak puszczałaś mu materiał i prosiłaś o ocenę. "Ósmego planu" już nie było mu dane usłyszeć. Jak myślisz, co by powiedział o tej płycie?
Tata miał inną muzyczną estetykę, stawiał na melodie, w których pobrzmiewała często słowiańska nuta. Jego kompozycje są oparte często na progresji, melodia się powtarza. Miał duże wyczucie, co może stać się hitem. Cenię tę jego umiejętność bardzo i choć też kocham melodie w muzyce, nie umiem i nie chcę patrzeć na piosenkę przez pryzmat chwytliwości. Przy "Ósmym planie" zwracaliśmy dużą uwagę na kompozycje i pomimo różnych eksperymentów z formą jest miejsce dla melodii. Wolę piosenki, które nie od razu wpadają w ucho. Jak najpierw sobie myślisz "ciekawe, ale jeszcze nie wiem, czy mi się podoba", i wchodzisz w płytę powoli, cały czas odkrywasz nowe rzeczy. Chciałabym, żeby taki był "Ósmy plan". Mam nadzieję, że tata po kilkukrotnym przesłuchaniu też by ją polubił.

Niedawno zostały sprzedane Polskie Nagrania, w tym prawa do płyty "Natalia" z 1986 roku. Chciałabyś, żeby ktoś jeszcze raz ją wydał, może zremasterowaną, w nowej wersji, czy to już dla ciebie zamknięty rozdział?
Polskie Nagrania kilkukrotnie mi to proponowały, ale były w stanie upadłości i nie udało się tego doprowadzić do końca. Może warto by poprawić okładkę, żeby nie było już tej ohydnej grafiki, ale na pewno nie będę nagrywać piosenek jeszcze raz, tworzyć jakichś remiksów. Wciąż raz na jakiś czas ktoś wpada na, jak mu się wydaje, genialny pomysł nagrania ich na nowo. Trudno, żeby 40-letnia baba śpiewała o "Balu moich lalek". Choć muzyką cały czas lubię się bawić...