Nad powieścią "List of the Lost" Morrissey pracował przez dwa lata. Historia kilku uczestników sztafety, którzy zostają przeklęci po zabiciu demona, nie przypadła jednak do gustu krytykom. – Pod żadnym pozorem nie czytajcie tej książki. Nie bierzcie jej do rąk bez względu na to, jak kusząco krótka się wydaje – ostrzega recenzent "The Guardian", a "The Telegraph" serwuje czytelnikom dziesięć najbardziej żenujących fragmentów wydawnictwa.

Fatalne recenzje zirytowały byłego lidera The Smiths. – To bezczelny atak na mnie jako człowieka, który nie ma nic wspólnego z wartością literacką mego dzieła – tłumaczy Mozz, rozczarowany również kiepską sprzedażą "List of the Lost" (i to mimo niskiej ceny). Książkę, będącą następcą autobiografii Morrisseya z 2013 roku, kupiło ledwie kilkaset osób.

Czegoś dobrego w powieści Morrisseya doszukał się jedynie "NME". – Czytelnicy podczas lektury mogą nauczyć się nieznanych słów, powieść jest krótka, a jej porażka może zachęcić Mozza do powrotu na scenę i nagrywania. Jego ostatnia płyta, "World Peace Is None of Your Busines", ukazała się przecież w lipcu 2014 roku. Pytanie tylko, czy znajdzie wydawcę? Bo ostatnio miał z tym problemy.