Oczywiście nie oszaleć, bo to nie na tym polega. Ale jest coś, jest jakaś tajemnica w tej roli, że niesie ona za sobą najbardziej ułomnego człowieka – podkreśla Marek Piekarczyk. Spektakl "Jesus Christ Superstar" podczas centralnych uroczystości rocznicowych w stolicy Wielkopolski wystawi Teatr Muzyczny w Poznaniu.

Grany przez znanego rockmana Jezus, będzie przede wszystkim Chrystusem triumfalnym. – Mimo różnych pogromów i strasznych sytuacji mentalnych, jakie były w tym kraju; i propagandy, i usuwania czy szydzenia z wiary. To wszystko jednak przetrwało. I ludzie nadal tego potrzebują; świeżego powietrza, ciepła, światła, jakie daje Jezus. Nawet jeśli ktoś nie jest głęboko wierzący czy praktykujący, to jednak Chrystus jest dla niego symbolem czegoś niesamowitego – zwycięstwa, człowieczeństwa i boskości nad śmiercią – mówi Marek Piekarczyk.

– Miałem propozycję grania innych ról, ale nie potrafiłem ich przyjąć, bo każda z nich wydawała mi się taka nijaka. Z postaci, które znam z literatury, filmów i teatrów, jest niewiele, które dały mi taką energię, jak właśnie ta postać. Poza tym, ja nie jestem zawodowym aktorem. Skąd ja bym wykrzesał taką energię, jak w Chrystusie? Nie ma szans – dodaje artysta. We wcieleniu się w rolę Jezusa Markowi Piekarczykowi pomogło rockowe zacięcie i lata spędzone na scenie. Jak mówi, kiedy sam oglądał poprzednie wykonania musicalu, aktorom brakowało przede wszystkim "mocy w głosie". – Tej wielkiej mocy, w której np. Chrystus rozkazuje Judaszowi albo swoim apostołom żeby wrócili do sieci. Albo w świątyni, kiedy chciał wypędzić kupców. Nie wystarczyłoby przecież samo to, że on tam jest. Nikogo by nie przeraził – musiała być jakaś moc. A element rockowy właśnie to daje.

– Rockowcy to są ludzie, którzy przeważnie są amatorami. To tylko w jakimś disco-polo ludzie po konserwatoriach muzycznych występują, żeby "robić szmalec". Rock'rolla się nie da robić w taki sposób, bo to wynika z czegoś innego. Rock'roll jest muzyką ludową, wynikającą z całkiem innych źródeł – wychodzącą z bluesa i z jakiegoś buntu, z ekspresji, która nie występuje w innych gatunkach muzycznych – podkreśla muzyk.

Jezusowi bunt też nie był obcy. – Chrystus jest postacią pełną sprzeczności. Dla człowieka, który myśli o Chrystusie, którego jeszcze nie rozumie, jest sprzeczną postacią. Bóg, który sam siebie skazuje na bycie człowiekiem, co jest strasznym cierpieniem, który odejmuje sobie władzę żeby poznać moment kiedy zwątpi w samego siebie. To jest niezrozumiałe dla człowieka – podkreśla Marek Piekarczyk.

Piekarczyk rolę Jezusa grał w tym samym spektaklu niemal 30 lat temu. – Wtedy Chrystus był takim rozpaczliwym, choć zwycięskim, elementem sztuki w czasach komunistycznych; obrzydliwych czasach kłamstwa i propagandy. Niósł swoją wieść na scenie jakby w sposób rozrywkowy, ale było to jednak bardzo ważne dla ludzi. Teraz też Chrystus może spełnić swoją rolę. Nawet taki musicalowy Jezus – jak to mówią biskupi – mówi artysta. – Kiedyś mieliśmy system komunistyczny, teraz mamy system bankowy. Ludzie się zagubili. Nie wiadomo, czy teraz Jezus nie jest nawet bardziej potrzebny. Kiedyś ludzie odczuwali bunt wewnętrzny wobec sytuacji, w której są, a teraz tylko użalają się nad sobą i mają kredyty zaznacza.

– Myślę, że taka skromna, prosta, mówiąca prostymi słowami i głosząca prawdę postać Chrystusa, takiego obdartusa, który przychodzi na dwór Piłata jest świadectwem zwycięstwa prawdy nad kłamstwem. I może ludzie to zrozumieją, przyjrzą się dokładnie, zamiast tylko klepać pacierze – dodaje Marek Piekarczyk i podkreśla, że gdyby sam miał decydować o wyborze spektaklu granego podczas takiego jubileuszu, byłyby to zapewne "Kazania Świętokrzyskie". – Ja bym nie wybrał "Jesus Christ Superstar", mimo że sam tu gram i jest to jakby uwieńczenie mojej drogi. Jest to napisane przez – można powiedzieć – obcych: baptysta Tim Rice napisał tekst, który sam musiałem poprawiać, (…) Nie wahałem się zmieniać tekstu, bo nie będę ranić uczuć religijnych - ani własnych, ani niczyich. Nie będę też głosił prawd, których ja nie uznaję – mówi.

Piekarczyk przypomina także, że autorem tekstu jest artysta żydowskiego pochodzenia Andrew Lloyd Webber. – Nie mam nic przeciwko Żydom, ale jest tam jednak to piętno tego myślenia o postaci Jezusa, która jest czasem taka trochę groteskowa, bezradna. Judasz jest lepiej zrobiony. Judasz jest ogromnym dramatem i trochę jest to nieuczciwa rola moim zdaniem. Ale, ciężko jednak znaleźć taki przekonywujący, ludyczny element przekazu idei Chrystusa – podkreśla. – Te straszliwe emocje, które odkryłem przez tyle tych moich obecności na scenach biczowania, tych przemyśleń na krzyżu, których było kilkaset łącznie z próbami, to jest gwarancją, że to jednak będzie świetna realizacja – zapewnia muzyk.

"Jesus Christ Superstar" – dzieło Andrew Lloyda Webbera, którego broadwayowska premiera miała miejsce w 1971 roku, przedstawia ostatni tydzień z życia Jezusa Chrystusa. Autorami polskiego tłumaczenia są Wojciech Młynarski i Piotr Szymanowski. W postać Judasza w spektaklu wcieli się Janusz Kruciński, odtwórca roli Jezusa w spektaklu Teatru Rozrywki w Chorzowie. Marię Magdalenę zagra Anna Lasota, solistka Teatru Muzycznego w Poznaniu. Na scenie wystąpi także zespół wokalno-taneczny oraz orkiestra teatru. Całością dyrygować będzie Piotr Deptuch, inscenizację przygotuje Sebastian Gonciarz, choreografię stworzy Paulina Andrzejewska, a kostiumy i koncepcję scenograficzną Mariusz Napierała. Koncert musicalowy zwieńczy centralne obchody rocznicy chrztu Polski na stadionie w Poznaniu. Spektakl Teatru Muzycznego w Poznaniu jest nową produkcją, przygotowywaną specjalnie na tegoroczne obchody.