Marcin Cichoński: Jesteś tytanką pracy. Ciągle grasz koncerty, nagrywasz, pracujesz dużo z mediami. Czy prawdą jest to, że wręcz nie potrafisz odpoczywać?

Cleo*: Chyba nie umiem już odpoczywać. Mam tak ułożoną pracę, by móc ze wszystkim zdążyć. Gram w ciągu roku 250 koncertów, udzielam wielu wywiadów, teraz dodatkowo doszła do tego promocja płyty "Bastet". Muszę to wszystko zorganizować tak, by się odnaleźć, by znaleźć chwilę, by choć raz na jakiś czas się wyspać. Ale nawet na to brakuje miejsca.

Dwieście pięćdziesiąt koncertów w roku to rzecz trudna do uwierzenia. Jak się regenerujesz? Nauczyłaś się spać w autobusie, samolocie, gdziekolwiek?

Chyba jestem już tak zmęczona, że zasypiam na pstryknięcie palcami, wszędzie, co niekonieczne dobrze odbija się na moim kręgosłupie – jego stan woła już o pomstę do nieba. Muszę sobie z tym wszystkim radzić. Na szczęście logistyką zajmuje się mój menadżer, który robi to perfekcyjnie, stara się to wszystko poukładać w całość.
Praca w studiu jest wtedy relaksem. Trafiam tam pomiędzy koncertami, to jest taki mój – wbrew pozorom – azyl, bo w studiu powinno być głośno, a ja się tam wyciszam. Piszę teksty, nagrywam – to jest dla mnie odpoczynek.

Długo pracowaliście w studiu nad płytą "Bastet"?

Dwa lata, a to były jednocześnie dwa lata w trasie. Szybciej bym skończyła ten materiał gdyby nie to, że mam masę koncertów. Może to i dobrze, bo energia, która jest podczas trasy, wpływa też na pisanie tekstów – wszystko na siebie wtedy bezpośrednio wpływa. I dlatego ten materiał powstał z energią koncertową.

Miałaś kota, swojego zwierzaka przez… dwadzieścia cztery lata?

Tak jest. Jestem kociarą, ale nie tylko. Kocham zwierzęta. Tak się złożyło, że nazywam moich fanów kocurami. Dla mnie jest to nacechowane ładunkiem takiej fajnej energii. Bo kocur to ktoś wesoły, sprytny – to pasuje mi do moich fanów.

Milion czterysta tysięcy fanów na Facebooku. To chyba jest numer jeden w Polsce – ze wszystkim radzisz sobie tu sama?

Jeśli chodzi o wokalistki to tak, to jest numer jeden – wśród wokalistów Kamil Bednarek ma trochę więcej, o czym warto wspomnieć. Rzeczywiście na Facebooku i innych mediach społecznościowych – instagramie i snapchacie sama wszystko prowadzę. Fanów nie da się oszukać, od razu wiedzą, że coś jest nie tak. Np. można zaplanować post, by ukazał się o określonej godzinie, ale fani wiedzą, że to nie było autentyczne, swobodne. Widzę wtedy, że są mniejsze reakcje. Trzeba to prowadzić samemu, wtedy jest dobry efekt.

Co się dzieje z Twoim telefonem jak publikujesz post? Zawiesza ci się od listy powiadomień, likeów, serduszek?

Tak się dzieje, przez chwilę jest gorąco. A przy okazji – nie jestem na pewno w stanie odpisać na wszystkie wiadomości, ale staram się na część odpowiedzieć. Gdybym miała odpowiedzieć na wszystkie musiałabym rzucić śpiewanie i tylko zająć się odpisywaniem.

Część artystów mówi, że ciężko znosi, kiedy ktoś prosi ich o dobrą radę lub pomoc… a tu nie za bardzo wiadomo co odpisać. Jak się odnajdujesz w takich sytuacjach?

Dostaje takich wiadomości bardzo wiele. Zgłaszają się do mnie matki, zgłaszają się ojcowie chorych dzieci, zgłaszają się całe rodziny… A mi wtedy po prostu serce pęka. Nie jestem w stanie wszystkim pomóc, ale jeśli mogę to wysyłam coś na aukcje – płytę podpisaną, jakiś gadżet. Nie mogę natomiast wszystkich informacji o zbiórkach zamieścić na Facebooku, bo zasypałabym wtedy ścianę tylko postami o pomocy. I miałoby to odwrotny do zamierzonego skutek.

Rozwód z Donatanem jest rozwodem w wielkim cudzysłowie…

Tak, pracujemy razem cały czas, choć jest oczywiście trochę inaczej. On pracuje nad swoim materiałem, ja nad swoim, ale on duchem sprawował pieczę nad płytą i wszystkim, co robię. On z kolei pracuje nad swoim bardzo grubym projektem producenckim. Nie mogę za dużo zdradzać, ale bądźcie czujni, bo będzie naprawdę grubo.

Pojawisz się tam?

No właśnie… (wahając się) Tak, jestem zaproszona.

Ale jeszcze nie przyjęłam zaproszenia..?

(śmiech) … jestem zaproszona, ale to są dopiero zaczątki, zobaczymy jak się projekt rozwinie. A przy "Bastet" Donatan był duchem nad wszystkim, mogłam z nim konsultować każdą rzecz. On ma bardzo dobry zmysł producencki, więc mogłam na niego liczyć.

Płyta jest mocno zróżnicowana. To jesteś w związku z tym cała Ty?

Tak – to jestem cała ja. Bardzo nie lubię zamykać się w schematach. Lubię pracować nad różnymi rzeczami, dlatego przekornie nie ma na tej płycie folku. Jako artystka, wokalistka, autorka tekstów chciałam się pokazać słuchaczom z zupełnie innej strony.

Ćwierć tysiąca koncertów rocznie, popularność. A ponoć udaje ci się incognito wychodzić na miasto. Sama dbasz o wizerunek, sama dbasz o kreacje – kiedy idziesz na zakupy poznają cię?

Zdarza się, że co sprytniejsi mnie poznają, natomiast staram się tak przebrać, że raczej mnie nie poznają. Jestem człowiekiem – też muszę kiedyś iść w dresach po bułki do sklepu, rozczochrana, bez makijażu. I takich dni, kiedy tak mam, też zwyczajnie potrzebuję. Potrafię się wtedy dobrze zakamuflować, dobrze mi wychodzi zamaskowanie, ucieczka od mego wizerunku. Każdy potrzebuje mieć chwilę dla siebie.

Teledysk do nagrania "Noc" to wielka impreza. Impreza w twoim stylu?

Tak, choćby dlatego, że tam są moi przyjaciele. Uwielbiam imprezować z przyjaciółmi. Nie lubię za bardzo spontanicznych wyjść do klubów, bardziej otaczam się swoimi przyjaciółmi i to z nimi się najlepiej bawię.
Teraz jednak mam tak mało czasu na imprezy, że nie pamiętam kiedy ostatnio się bawiłam..

Hej, ale mówi się, że muzycy mają niekończącą się imprezę, jest rockndroll…

Gdzie jest ten rockndroll??? Ja nie mam zdrowia do takich rzeczy. Widzę czasem, że moi muzycy oprócz tego że gramy koncert idą gdzieś w tany i bale… Ja zawsze byłam typem, który potrzebuje świętego spokoju. Po koncercie, podczas którego daje z siebie tyle energii, potrzebuje się zwyczajnie wyciszyć i mieć dla ciebie czas.

Wracając do twych relacji z fanami. Na Facebooku masz swoje zasady, dyscyplinujesz fanów.

Nie znoszę chamstwa. Oczywiście przyjmuję krytykę, bo krytyka jest potrzebna, ale ta konstruktywna. Totalne chamstwo u mnie jest blokowane. Po pierwsze przeszkadza mi ono, ale przyznam też, że mam u siebie na profilach społecznościowych bardzo dużo młodych ludzi. Ze względu na nich nie mogę sobie pozwolić na taki zachowanie.

A skąd według ciebie bierze się w Polsce taka frustracja, która przeradza się w hejt uwidaczniany na ścianach znanych ludzi?

Rozmawiałam ze znajomymi z różnych stron świata – oni potwierdzili przypuszczenie, że tylko u nas tak jest. To jest bardzo przykre. Gdziekolwiek nie wejdziesz – na portale, na fanpage – zawsze znajdzie się dużo złości, takiego jadu. Nie chcę definiować tych ludzi – kiedyś zrobiono badania kto hejtuje i okazuje się, że to zwykła frustracja wychodzi z ludzi. Czekam na czas, kiedy nie będzie można się ukrywać pod nickami i każda opinia będzie podpisana imieniem i nazwiskiem. Fajnie będzie zobaczyć co Jan Kowalski, który wcześniej hejtował, myśli na dany temat i widzieć za co jest odpowiedzialny.

Jako Cleo pojawiłaś się kilka lat temu. A na scenie muzycznej jesteś dłużej. Ilu masz fanów, którzy podążają z tobą od czasów np. duetu Dwie Asie?

To bardziej znajomi, bo tamta działalność nie była na tak wielką skalę. Popularność zweryfikowała moich przyjaciół. Niektórzy się odsunęli – jest mi bardzo przykro z tego powodu, może nie znieśli faktu, że mi się udało. Ale ci najwierniejsi pozostali i są naprawdę niezmienni od lat. I ja jestem dla nich, a oni dla mnie.

Co czułaś, kiedy Michał Szpak wyszedł na scenę eurowizyjną?

Denerwowałam się za niego i przeżywałam tak… Miałam taki sam stres, jak wtedy kiedy występowałam. Czułam tu w brzuchu takie uczucie, jak bym to ja sama za chwilę miała pojawić się na scenie. A zdenerwowałam już wtedy, kiedy on wychodził na estradę. Trzymałam za niego kciuki, bo wiedziałam jak on się musi denerwować.

Po płycie "Bastet", zaczęło się mówić, że na Eurowizji teraz ty solo powinnaś wystąpić z nagraniem mniej ludyczno-folkowym, a bardziej nowoczesnym, elektronicznym – jak na płycie.

Niewykluczone, że tak się kiedyś stanie. To jest kuszące, bo to niesamowite doświadczenie. Ale ja jestem teraz zajęta czym innym, procesem twórczym i są koncerty, Nie mam czasu, by nawet zastanowić się nad Eurowizją.

* - Cleo - tak naprawdę Joanna Klepko. Wokalistka, wraz z Donatanem występowała w 2014 roku na konkursie Eurowizji, gdzie wykonywana przez nich piosenka "My słowianie" zajęła 14 miejsce. We wrześniu 2016 roku ukazała się jej solowa płyta, zatytułowana "Bastet"