MARCIN CICHOŃSKI: - Od jak dawna mierzyliście się z tematem kolęd – i to zagranych tradycyjnie?

TOMEK SZCZEPANIK (PECTUS): - To był pomysł, który mieliśmy już od wielu lat. Dopiero niedawno udało nam się odrestaurować, wyremontować i przygotować na studio nasz dom rodzinny, ten w którym spędziliśmy całe nasze dzieciństwo. To jest domek na wzgórzu, drewniany w miejscowości Bogoniowice w województwie małopolskim. Tam wydarzyły się wszystkie nasze ukochane święta. One nas ukształtowały.

Okres bożonarodzeniowy jest dla nas zawsze bajkowy, kolorowy i przede wszystkim rodzinny. Płyta "Kolędy przy kominie" taka miała być – ciepła, pełna prawdy. Cieszę się, że  album udało się zarejestrować w miejscu dla nas wyjątkowym, zagrany live z naszymi gośćmi. Na płycie przenikają się różne nasze inspiracje z Rzeszowszczyzny, Sądecczyzny i z Podhala, które jest dla nas bardzo bliskie. Tu są kolędy i pastorałki zagrane w bardzo prosty sposób – tak, jakbyśmy usiedli przy choince, przy stole świątecznym z rodziną i przyjaciółmi i zaczęli śpiewać przy gitarze i akordeonie. Myślę, że wspomnienia, które z dzieciństwa w sercu trzymamy tu się znalazły. Tu są kolędy, których uczyła nas nasza babcia i nasza mama – my je rzeczywiście śpiewaliśmy w naszym rodzinnym domu.

- Musieliście podczas pracy wejść w klimat, co pewnie nie jest łatwe, gdy się rejestruje utwory w okresie, który ciężko uznać za kolędowy. Zdradź wszystkim – kiedy była nagrywana płyta?

- Była rejestrowana we wrześniu, przy trzydziestostopniowym upale (śmiech). By wejść w klimat przykleiliśmy drzewko, zapaliliśmy światełka, które wprowadziły nas w świąteczny nastrój. Ale przyznam, że bardzo nie musieliśmy sobie pomagać, ponieważ nagrywaliśmy w miejscu dla nas szczególnym. To jest dom naszych powrotów, z kominem, który stoi po środku, przy którym gotowała nasza mama. Razem z nami przygotowywała potrawy świąteczne. Wtedy starsi ludzie przekazywali nam i opowieści i kolędy – my nimi teraz dzielimy się z młodszymi pokoleniami. Uczymy nasze dzieci, które chętnie uczą się naszych tradycyjnych kolęd polskich. A mamy piękny ich zbiór, najpiękniejszy na świecie i musimy je młodym pokoleniom przekazywać.

- Na płycie współpracujecie z kapelą ludową Pogórzanie. Ciężko było Wam, zespołowi współczesnemu, zaprosić do współpracy tak zacnych gości?

- Zależało nam by oddać na tej płycie ducha, oddać klimat i pokłonić się, złożyć hołd tym, którzy tradycję nam przekazywali. Pogórzanie to bardzo doświadczony zespół ludzi już wiekowych, dojrzałych, którzy przez całe swoje życie kultywują tradycję z naszego regionu. Poprzez swe piosenki opowiadają o ciężkiej pracy – o pracy na roli, na gospodarstwie, opowiadają o relacjach, o tym jak ludzie się spotykali i wymieniali swoje poglądy, a w okresie świątecznym po prostu kolędowali i biesiadowali. I to było fantastyczne.
My jako dzieci słuchaliśmy ich i uczyliśmy się ich przyśpiewek, ale też sposobu patrzenia na muzykę. I na postawę – tego jak propagować folklor, jak o nim mówić. My jako młodzi twórcy nie możemy zapomnieć o korzeniach – musimy oddawać hołd, musimy je pokazywać.

- Jak u Was wyglądają święta? Na pewno bardzo rodzinnie i muzycznie.

- Nasza rodzina jest bardzo liczna, ale spotykamy się wszyscy: starsi, młodsi i dzieci. Jest przyjemna atmosfera, szeleszczą prezenty, które rozpakowują dzieciaki. Zbieramy się wszyscy śpiewamy i kolędujemy. Chcę podkreślić, że kolędowanie to nie tylko śpiewanie, ale to taka postawa, by w okresie świątecznym lub okołoświątecznym zmobilizować się i odwiedzić naszych przyjaciół, rodzinę, znajomych. Często w ciągu roku nie mamy czasu by do kogoś pójść choćby z jakimś małym podarunkiem, by zapytać jak się czuje, jak minął miniony rok. To są takie zwykłe, małe gesty, które mają olbrzymią wagę – w szczególności w Boże Narodzenie. My dążymy do tego by dbać o naszą tradycję, o nasze korzenie.
W tym roku święta spędzamy u naszego brata Marka, który zaprosił nas wszystkich – z racji, że rodzina jest liczna to co roku ktoś inny przejmuje obowiązki organizatora i gospodarza.

- Co się u Was jada na Wigilię? Jaką zupę się serwuje, bo w każdym regionie polski jest inna?

- U nas zupę grochową z suszonymi śliwkami. To jest symboliczny dodatek do świąt, ponieważ on się pojawia tylko w tym okresie. Ale sztandarowym daniem, na które czekamy co roku, które przygotowuje nasza mama, są pierogi z suszonymi śliwkami, okraszone masłem.

- Czego sobie, zespołowi, czyli też najbliższej rodzinie życzysz na święta? Spokoju i wytchnienia po roku ciężkiej pracy?

- My naprawdę kochamy, to co robimy. To wytchnienie jest u nas paradoksalnie bardzo mocno połączone z pracą. Z jednej strony bardzo dużo ze sobą przebywamy i gramy koncerty, ale to kochamy. Tego albumu też nie wyobrażamy sobie bez koncertów i spotkania z publicznością. Dlatego całe mnóstwo świątecznych występów zagramy – informacje o nich można znaleźć m.in. na naszej stronie. Dla nas to, że możemy podróżować po kraju to szczęście – możemy śpiewać i kolędować. Możemy śpiewać wspólnie z ludźmi i mówić, że nasza tradycja jest piękna. I zachęcam do tego, by nawet jeśli nam to nie wychodzi, by chociaż jedną, chociaż dwie spróbować we fragmencie zaintonować przy choince. To naprawdę jest wielkie szczęście, wielka radość i tak niezwykle spaja nas, jako rodzinę.

Siłę nam daje również to, że tworzymy zespół dość szczególny – czterech rodzonych braci.  I to jest też wyzwanie na przyszły rok – żeby się nie pokłócić, żeby wytrzymać ze sobą, szanować się i kochać tak, jak to do tej pory to miało miejsce.