Były głośne spory podgrzewane przez prasę, jak wzajemne uszczypliwości wśród filarów Rolling Stones, Micka Jaggera i Keitha Richardsa (już dziś wygasłe). Była szorstka przyjaźń, która objawiała się zawieszaniem i ponowną reaktywacją zespołu, jak w przypadku Paula Simona i Arta Garfunkela. Wreszcie były spory przypominające kłótnie matki z córką: Sinead O’Connor pouczająca Miley Cyrus. Czasami korzystali na nich fani, bo z gniewu rodziły się ciekawe piosenki, a czasami kończyły się tragicznie.

Brahms vs Liszt, czyli konserwatyści kontra innowatorzy

Pod koniec XVIII wieku bój toczyli, choć tylko na artystycznym polu, Mozart i Antonio Salieri. Do ich relacji lepiej jednak niż słowo „konflikt” pasuje „współzawodnictwo”. Dużo bardziej widowiskowy spór miał miejsce kilka dekad później, w drugiej połowie XIX wieku. Toczył się w gronie wybitnych romantycznych kompozytorów. Z jednej strony byli zwolennicy konserwatywnych form. Główną postacią był tu Johannes Brahms. Z drugiej byli poszukiwacze nowych form, skupieni w grupie nazywanej Nową Szkołą Niemiecką. Tutaj prym wiódł Franz Liszt, przyjaciel Fryderyka Chopina.

Podobno Brahms zasnął na premierze sonaty Liszta na fortepian. Z kolei Liszt określał muzykę niemieckiego kompozytora mianem „mało ekscytującej”. Jeszcze dobitniej o umiejętnościach Brahmsa wypowiadał się Piotr Czajkowski, który swoją drogą podobno jako człowieka Johannesa lubił. Rosyjski kompozytor mówił o koledze, że jest niespecjalnie utalentowany.

Bracia vs bracia, czyli The Everly Brothers i The Kinks

The Everly Brothers od lat 50. czarowali słodkimi melodiami na dwa głosy, stając się inspiracją dla Simona i Garfunkela, The Beach Boys czy samych The Beatles. Kiedy grali na trasie z tymi pierwszymi w 1973 roku, publiczność podczas show w Kalifornii przeżyła wyjątkowe chwile. Tysiące ludzi było świadkami... rozpadu The Everly Brothers. Jeden z braci nagle przestał grać i zszedł ze sceny. Drugi postanowił więc poinformować zszokowaną publiczność, że zespół właśnie przestał istnieć. Po latach braciom udało się jeszcze pojawić kilka razy na scenie. Jak wspomina Paul Simon, który grał z nimi wspólny koncert w 2003 roku: „Spotkali się na trasie po trzech latach milczenia. Zaraz po występie odjechali każdy w inną stronę”.

Nie tylko na scenie walczyli bracia Ray i Dave Daviesowe z The Kinks. Autorzy przeboju „You Really Got Me”, uważani za jedną z najbardziej wpływowych grup w historii rocka, okładali się od dziecka. Popychali się na scenie, rywalizowali w studiu, w wywiadach nazywali „dupkami”, a mimo to przetrwali do połowy lat 90. W 1996 roku podczas 50. urodzin swojego młodszego brata, Ray skoczył na urodzinowy tort, psując tym samym okazałą ceremonię. W tym kontekście zrozumiałe wydają się słowa młodszego brata o starszym: „On zatruwa mój organizm. Jest kompletnym szaleńcem”.

John Lennon vs Paul McCartney, czyli żuki idą w różne strony

Panowie poznali się w 1957 roku i przez lata tworzyli najsłynniejszą parę kompozytorów. Ich relacje zaczęły się psuć w drugiej połowie lat 60. Lennon nad członkostwo w The Beatles zaczął przekładać wspólne wieczory z Yoko Ono. W trzymaniu zespołu w ryzach nie pomagały też jego eksperymenty z LSD. Kiedy w 1967 roku zmarł menedżer zespołu Brian Epstein, muzycy stracili wspólnego mediatora i ich drogi zaczęły się rozchodzić. W 1969 roku Lennon powiedział kolegom, że odchodzi. Po tym, jak rok później to samo zrobił McCartney, zespół przestał istnieć. Szybko panowie wypuścili solowe piosenki, w których dolali oliwy do ognia. Lennon w piosence „How Do You Sleep” z 1971 roku śpiewał: „The only thing you did was »Yesterday«”. Nietrudno się domyślić, do kogo skierował te słowa. W piosence Lennona gościnnie wystąpił George Harrison, było więc jasne, do kogo było mu bliżej. Harrison miał pretensje do McCartneya, że w Beatlesach mówił mu, jak ma grać. McCartney jednak sam zachęcił Lennona do mocnych słów. Drwił z niego na swojej solowej płycie „Ram”. Zimne stosunki trwały do śmierci Johna w 1980 roku.

David Gilmour vs Roger Waters, czyli stawianie muru

Wyjątkowy duet kompozytorski stanowili także przez lata David Gilmour i Roger Waters. W latach 80. ich stosunki zaczęły się jednak psuć. Dochodziło do różnic zdań co do drogi, jaką powinien pójść zespół. Waters nie był też zadowolony z zaangażowania kolegi. Z kolei Gilmour wraz z perkusistą zespołu Nickiem Masonem uważali Rogera za dyktatora. Po tym jak w 1985 roku Waters odszedł od zespołu, panowie zaczęli walczyć o prawo używania nazwy Pink Floyd. W końcu Gilmour i Mason zostali przy nazwie zespołu, grając jako Pink Floyd trasy i nagrywając m.in. znakomity album „The Division Bell”, który w samych USA sprzedał się w trzech milionach egzemplarzy. Waters z kolei przygotował m.in. oparte na piosenkach z płyty „The Wall” (1978) widowisko „The Wall”, którego najważniejsza odsłona miała miejsce w lipcu 1990 roku w Berlinie dla uczczenia upadku muru berlińskiego. Po niemal ćwierć wieku panowie spotkali się ponownie. U boku innych gwiazd zagrali razem w 2005 roku podczas charytatywnego show „Live 8”.

Axl vs Slash, czyli szczęśliwy finał dla polskich fanów

„Slash jest jak rak, najlepiej go usunąć, unikać” – tak wypowiedział się w 2009 roku o koledze z zespołu wokalista Axl Rose. Wtedy Axl już od 13 lat występował pod szyldem Guns N’ Roses bez Slasha. Rose nie dopuszczał myśli, że jeszcze razem kiedyś wystąpią. Po uroczystości wprowadzenia kapeli do Rock and Roll Hall of Fame w 2012 roku, na której zabrakło Axla, Slash też potwierdził, że nie ma szans na powrót kapeli w oryginalnym składzie. A jednak ich wieloletni konflikt skończył się tak, że w tym roku Guns N’ Roses powrócili w składzie z jednym i drugim, a na dokładkę z basistą Duffem McKaganem (opuścił GN’R w 1997 r.). W przyszłym roku, dokładnie 20 czerwca, wystąpią w Gdańsku. Będzie to ich pierwszy koncert nad Wisłą w takim składzie. Kiedy grali cztery lata temu w Rybniku, z tej trójki był tylko Axl.

Pearl Jam vs Nirvana, czyli konflikt, którego nie było

Kurt Cobain, lider Nirvany, nie bał się mówić, co sądzi o innych zespołach. Negatywnie wypowiadał się o wielu z nich, zarzucając na przykład, że grają wyłącznie dla pieniędzy. W ten sposób dostało się chociażby największej obok Nirvany, grunge’owej kapeli ze Seattle – Pearl Jam. Cobain jednak podkreślał jednocześnie, że do samego lidera Pearl Jam Eddiego Veddera nie żywi żadnej urazy i w zasadzie może uznać go za przyjaciela. Zresztą w sieci można znaleźć archiwalne filmy, jak z jednej strony Kurt mało pochlebnie wypowiada się o kolegach z PJ, a z drugiej filmik, jak w przyjacielskim uścisku tańczy z Vedderem. Ten konflikt wydaje się idealnym przykładem sztucznie nakręconym przez prasę, a dodatkowo przez żonę Cobaina Courtney Love. Sam Eddie Vedder, kilka dni po śmierci Kurta w kwietniu 1994 roku, upamiętnił kolegę podczas występu Pearl Jam w telewizyjnym show „Saturday Night Live”.

East Coast vs West Coast, czyli raperzy sięgają po pistolety

Kiedy prasa rozpisywała się o rzekomych antypatiach liderów grunge’owych mistrzów, w najmocniejszą fazę wchodziła hiphopowa wojna w USA między wschodnim a zachodnim wybrzeżem. Tutaj prasa nie musiała sztucznie podsycać konfliktu, robili to sami muzycy, sięgając po broń. W listopadową noc 1994 roku Tupac Shakur, przedstawiciel „zachodniej szkoły” rapu, został pięciokrotnie postrzelony i okradziony w lobby studia na Manhattanie. O zainicjowanie ataku oskarżył związanych ze Wschodnim Wybrzeżem Seana Combsa (znanego też m.in. jako Puff Daddy), założyciela wytwórni Bad Boy Records, która rywalizowała z Death Row Records z zachodu, oraz rapera Notoriousa B.I.G. Tupac nagrał nawet o tym kawałek „Hit ’Em Up”, dziś uważany za jeden z najważniejszych dissowych (obrażających czy też wyśmiewających innych artystów) numerów w historii. W konflikt byli również zamieszani inni twórcy związani z wymienionymi wyżej wytwórniami, m.in.: Dr. Dre, Ice Cube czy Snoop Dogg. Rywalizacja skończyła się tragicznie. Tupac zginął od kul w 1996 roku, tuż po walce swojego przyjaciela Mike’a Tysona. Niecały rok później w Kalifornii zastrzelony został Notorious B.I.G.

Oasis vs Oasis vs Blur, czyli bracia Gallagher walczą nie tylko ze sobą

Tę rywalizację prasa opisywała niczym walki Tysona z Holyfieldem. Magazyn „New Musical Express” na swojej okładce zajawiał wydarzenie z 14 sierpnia 1995 roku słowami „British Heavyweight Championship” i zdjęciami Damona Albarna oraz Liama Gallaghera. Chodziło o nazywaną „the Battle of Britpop” bitwę na singlowe przeboje grup Blur i Oasis. Oba zespoły wypuściły tego dnia swoje single. Potyczkę wygrał Blur, sprzedali kilkadziesiąt tysięcy więcej singli. Starszy z braci Gallagherów skwitował to w charakterystyczny dla siebie sposób: „Życzę im, żeby złapali AIDS i zmarli”. Potem przeprosił za swoje słowa.

Wydaje się, że britpopową wojnę w ogóle także wygrał zespół Blur. Rok temu wydali swoją kolejną bardzo dobrą płytę „The Magic Whip”. Z kolei Oasis zakończyli działalność z hukiem w 2009 roku. Tuż przed paryskim koncertem Liam rozwalił gitarę brata. Chwilę później Noel ogłosił ze sceny koniec Oasis. To nie było zresztą ich pierwsze starcie, Liam kilka razy odmawiał wyjścia na scenę tuż przed występem. Podobno bracia ostro ścierali się już jako dzieci. Jak widać, z wiekiem i tysiącami sprzedanych płyt to się nasiliło.

Kanye West vs wszyscy, czyli jak trudno pokochać Yeezusa

Amerykański raper jest bez dwóch zdań najbardziej zadufanym w sobie muzykiem. West, który widział w sobie Jezusa, bezceremonialnie ocenia innych. Odmawiał umiejętności gwieździe pop Taylor Swift i legendzie muzycznej alternatywy Beckowi. Wchodził także w konflikty m.in. z Jayem Z, Wiz Khalifa, Beyoncé i Justinem Timberlakiem. Pytanie, czy narobi sobie więcej wrogów jako prezydent USA? Zapowiada, że wystartuje w 2020 roku.

Beefy vs spory o nazwę, czyli na naszej scenie

Kombi, TSA, Piersi, Papa Dance – to niektóre z zespołów na naszym podwórku, które w swoim CV mają wpisane spory, głównie dotyczące posługiwania się nazwą kapeli. Do konfrontacji, sprzeczek, tzw. beefów dochodziło też na naszej scenie hiphopowej: Tede vs Peja, Mezo vs Ten Typ Mes, Pih vs Paluch. O ile jednak hiphopowe konflikty kończyły się pisaniem mniej lub bardziej udanych piosenek ośmieszających przeciwnika, o tyle na przykład konflikt w Kombi skończył się dwoma wytworami muzycznymi. Bardziej teraz popularnym Kombii z Grzegorzem Skawińskim i Waldemarem Tkaczykiem i Kombi ze Sławomirem Łosowskim.