Dotychczasowy sposób przyznawania m.in. złotych płyt w formacie cyfrowym budził kontrowersje. Uzależnianie przyznania złotych, platynowych i diamentowych płyt za muzykę cyfrową od liczby wyświetleń w internecie aż korciło, by dokonywać manipulacji.

Dlatego według ogłoszonych dziś zmian, by uzyskać złote wyróżnienie dla muzyki cyfrowej (dostępnej jako utwór, muzyka w tle lub dzwonek) trzeba będzie udokumentować 20 tysięcy złotych przychodu, dla platynowych 40 tysięcy złotych przychodów, zaś do diamentowej aż 200 tysięcy przychodu.

W przypadku płyt dostępnych cyfrowo, przyjmowany będzie następujący przelicznik - 20 złotych przychodu będzie przyjmowany jako sprzedaż jednego albumu. Sumowany będzie zarazem przychód z wszystkich utworów (tracków) z albumu. By uzyskać złotą płytę trzeba będzie sprzedać muzykę za 20 tysięcy, za platynę - 40 tysięcy, a za diamentową - 200 tysięcy.

Po co więc rozróżnienie na track/utwór i album? Coraz więcej wykonawców i artystów  sprzedaje muzykę jako albumy. Wydawane są pojedyncze nagrania, które nigdy na żadnej płycie się nie ukazują, mimo że cieszą się ogromna popularnością.

Kryteria dla nośników fizycznych nie zmieniają się, co oznacza, że w przypadku zagranicznej płyty trzeba osiągnąć progi 10, 20 i 100 tysięcy sprzedanych płyt odpowiednio dla złota, platyny i diamentu.

Kontrowersje będzie wciąż budzić fakt istnienia wyższego progu dla płyt polskich - to 15, 30 i 150 tysięcy płyt dla złota, platyna, diamentu. To, że zagranicznym artystom jest łatwiej nie jest zrozumiałe niemal dla nikogo.