Mam wielki sentyment do Wojtka za lata młodości, ponieważ na początku lat 60. w klubie studenckim Hybrydy razem robiliśmy pierwsze kabarety. To był czas bardzo silnej współpracy. Byliśmy młodymi chłopcami i bardzo nas bawiła ta praca - wspomina Jan Pietrzak.

Namówiłem, go żeby pisał teksty, bo przychodził na mój pierwszy kabaret i ciągle miał uwagi, mówił, że to nie tak. On w Hybrydach grał namiętnie w karty, w kierki, taka była wtedy moda. Powiedziałem mu: słuchaj, jesteś na polonistyce, to napisz coś. Sam przyznał, że ta moja zachęta go bardzo inspirowała i zaczęliśmy pisać - wspomina Pietrzak. Okazało się, że miał wybitny talent, łatwo mu to szło i pięknie pisał. Byłem naprawdę oszołomiony tym, jak szybko się w to wciągnął i zrobiliśmy dwa programy. Pracowaliśmy razem blisko trzy lata. Pracowało się świetnie - powiedział.

Z ogromnym uczuciem o artyście mówi Magda Umer. - Myślę, że Wojtek był jednym z najwspanialszych nauczycieli mojego pokolenia i zawsze mówię, że to on wychował tę powojenną inteligencję. To już jest tyle lat, w czasie których ciągle powstawało coś nowego, wspaniałego, coś co dawało nam wiarę i nadzieję, i co ustanawiało kierunek postępowania. W jej ocenie, jeśli ktoś "jeszcze do tej pory tym inteligentem jest", to w ogromnym stopniu dzięki temu, co Młynarski napisał.  - I temu jak radził postępować w życiu, czyli robić swoje, grać w zielone i na ile można walczyć ze złem, z niegodziwością, nieprawością i być przyzwoitym człowiekiem. Wojtek był nie tylko znakomitym autorem tekstów, ale także etykiem, człowiekiem, który dużo wiedział na temat moralności - mówiła.

Prywatnie, jak dodała, był człowiekiem różnym na różnych etapach swojego życia.  - Nie jest tajemnicą, że był człowiekiem w jakimś sensie chorym, więc czasami nie należał do siebie. Ale to była cena, którą płacił za geniusz, jakim obdarował go Pan Bóg. A w tych czasach dobrego zdrowia był człowiekiem nadzwyczajnym - zaakcentowała Umer.

Jak zaznaczyła, fanom Młynarski pozostawił swoją rozległą twórczość i teraz ważne, by jej znajomość nie zakończyła się na pokoleniu ludzi starszych i by poznawali ją także młodzi. - To dokładnie to samo, co trzeba zrobić z twórczością Jeremiego Przybory czy Agnieszki Osieckiej - nie dać o niej zapomnieć. To jest właściwie zadaniem starców, czyli nas, którzy pamiętają jeszcze Wojtka początki i całą jego zupełnie niebywałą artystyczną drogę - powiedziała.

Kończy się naprawdę pewna epoka - nie ma Jeremiego, nie ma Agnieszki, a teraz nie ma trzeciego z tych naprawdę wielkich, genialnych twórców, którym najwięcej zawdzięczamy w dziedzinie kultury słowa - dodała Umer.

- Dużo razem pracowaliśmy, wcześniej utrzymywaliśmy bliskie stosunki, wręcz przyjacielskie. Widziałem, jak się dziewczyny chowają, zdają maturę, a później praca. Wspólnie jeździliśmy z naszą płytą, graliśmy koncerty. Wojtek już tylko właściwie prowadził - jak on to mówił - konferansjerę, którą rymuję. To było wspaniałe, wszystko co robił, to robił naprawdę dobrze - wspominał Włodzimierz Nahorny.

Okazało się, że miał wybitny talent, łatwo mu to szło i pięknie pisał. Byłem naprawdę oszołomiony tym, jak szybko się w to wciągnął i zrobiliśmy dwa programy. Pracowaliśmy razem blisko trzy lata. Pracowało się świetnie - powiedział Włodzimierz Nahorny.

Z Wojtkiem tak się znaliśmy, że rozmawiając, powiedział: co byś Wiesiu chciał, to ja ci napiszę, a ja: wiesz co, o jedzeniu coś i on na drugi dzień przynosi mi piosenkę. Rozumieliśmy się doskonale - wspomina Wiesław Gołas.

Ja wiedziałem, że ten moment musi nastąpić, bardzo mi szkoda, bardzo. Ja to już czułem, Wojtek śnił mi się ostatnio po nocach - powiedział aktor . - Smutek, gdy odchodzi taki człowiek młody, był młodszy ode mnie o 10 lat - dodał. Wiesław Gołas wykonywał piosenki autorstwa Wojciecha Młynarskiego, m.in. w kabarecie Dudek śpiewał "W Polskę idziemy" i „W co się bawić".

Artystę wspomina też Piotr Metz:  - Wielki tekściarz, stojący w tym samym szeregu, co Jeremi Przybora, Agnieszka Osiecka. Wspaniały obserwator naszej rzeczywistości od lat 60-70 - powiedział Metz. Jego teksty mają jedną niezwykłą cechę są absolutnie ponadczasowe. Większość piosenek pisanych nawet kilkadziesiąt lat temu, dziś czyta się, jak najbardziej aktualne - podkreślił dziennikarz.

 - Muzycy, dla których pisał, od Edyty Geppert i Kocham Cię Życie po Skaldów i Prześliczną wiolonczelistkę, zawsze podkreślali, że ponieważ sam śpiewał, znakomicie potrafił wyczuć rytm tekstu i to jak powinien być skonstruowany tekst piosenki, po to, żeby była piosenką, bo tekst piosenki to coś więcej niż wiersz - dodał.

Metz zwrócił uwagę, że Młynarski potrafił dostrzec poezję i piękno w otaczającej rzeczywistości. - On w tym zwykłym człowieku obok, w tej rzeczywistości dostrzegał piękno i nawet poezję - zaznaczył dziennikarz muzyczny.

- Dzięki nim słuchając piosenek, można było mieć przekonanie, że obcuje się z literaturą, z czymś ważkim - podkreślił Filip Łobodziński.

Muzyk opowiadał, że kiedy występował w 1983 r. z Zespołem Reprezentacyjnym na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie, Młynarski bardzo im pomógł.  - On był jednym z jurorów, wstał od stołu i krzyknął: rewelacja, być może to wpłynęło też na resztę jury, że przyznali nam wtedy drugą nagrodę" - powiedział Łobodziński.

W jego ocenie ilość zwrotów i powiedzonek, które przeszły z piosenek Młynarskiego do języka codziennego, np. "Róbmy swoje", "W co się bawić?", to jest "najwspanialszy pomnik, jaki może zostać".