Mariusz Błaszczak odniósł się do tego, co działo się w czasie Przystanku Woodstock w 2011 roku. Wtedy to zespół Prodigy zażądał ustawienia wokół sceny barierek oraz wydzielenia wokół niej pasa tereny poza dostępem widzów. Finalnie barierki zostały na festiwal przywiezione, ale to nie zapobiegło kontrowersjom. Już po występie - którego wysłuchało niemal 700 tys. ludzi - muzycy, ustami swego menadżera, grupy stwierdzili, że festiwal w Kostrzynie była "najniebezpieczniejszą imprezą, w jakiej przyszło im brać udział w czasie 25 lat ich pracy". Sam Owsiak odpowiadał wówczas, że menadżer Prodigy nie do końca zrozumiał specyfikę Przystanku Woodstock oraz miał problem z przyjęciem do wiadomości, że wszystko odbywa się w zgodzie z prawem.

Szef MSWiA wyliczał, że w 2016 roku w czasie imprezy zanotowano 54 przestępstwa, w większości związane z narkotykami. Dodał jednak, że jedno z zawiadomień dotyczyło gwałtu, dochodzić miało do kradzieży i rozbojów. - Charakter imprezy powoduje łatwy dostęp do alkoholu i substancji odurzających. Obawiam się też sytuacji, kiedy ktoś koło sceny sztucznie wywoła panikę, a rozpędzony tłum zacznie się wzajemnie tratować, tak jak to miało miejsce w Turynie - wyjaśniał. 

Dodał, na festiwalu nie ma bramek i punktów kontroli, przez które przechodzą np. kibice idący na mecz.