Zespół Decapitated to czołówka światowego metalu. Polscy muzycy byli na trasie koncertowej w Stanach, gdy tuż po koncercie w kalifornijskim Santa Ana zostali zatrzymani przez policję. Pewna kobieta oskarżyła ich bowiem, że porwali ją 31 sierpnia po koncercie w Spokane - informuje RMF FM, powołując się na amerykańskie media.

Muzycy siedzą na razie w areszcie okręgu Los Angeles, gdzie oczekują na ekstradycję do stanu Waszyngton. Policja nie wyklucza, że dostaną kolejne zarzuty. Jak twierdzi portal rockfeed.net, jeśli muzycy chcą oczekiwać na proces na wolności, będą musieli wpłacić kaucję po 100 tys. dolarów.

Adwokat członków zespołu, Steve Graham, twierdzi jednak, że sprawa ma drugie dno. Mamy świadków, którzy zeznają, że kobieta sama przyszła odwiedzić muzyków i wyszła od nich z własnej woli.


AKTUALIZACJA

Pojawiły się nowe doniesienia w sprawie rzekomego przestępstwa. "The Spokesman Review" informuje, że wszystkim czterem członkom Decapitated postawiono zarzuty gwałtu.

Według akt sądowych, do których dotarli zagraniczni dziennikarze, fanka, która wcześniej oskarżała muzyków o porwanie, utrzymuje, że została również zgwałcona. Muzycy mieli zaprosić kobietę i jej przyjaciółkę na imprezę w autobusie, gdzie doszło do gwałtu zbiorowego.

Tymczasem perkusista Michał Ł. powiedział amerykańskiej policji, że nie rozpoznaje kobiet pokazanych mu na zdjęciach i nie będzie zeznawać, dopóki nie dostanie tłumacza. Gitarzysta Wacław K. przyznał, że był świadkiem, jak wokalista Rafał P. i basista Hubert W. uprawiali seks w autobusie, ale sam nie przyznał się do winy i zgodził się na pobranie próbki DNA.

Rafał P. zeznał, że w autobusie odbywała się impreza, i że obie kobiety były na niej obecne. Odmówił badania DNA. Hubert W. potwierdził wersję kolegi i dodał, że nikt nie był zmuszany do wejścia do autobusu.

Muzycy Decapitated pozostają w areszcie.