Zespół Decapitated to czołówka światowego metalu. Polscy muzycy byli w trasie koncertowej po Stanach Zjednoczonych, gdy tuż po koncercie w kalifornijskim Santa Ana zostali zatrzymani przez policję. Dwie kobiety oskarżyły ich o to, że 31 sierpnia po koncercie w Spokane uprowadzili je, a jedną z nich zgwałcili. Mężczyźni trafili do aresztu.

Jednak na mniej niż dwa tygodnie przed rozpoczęciem procesu prokurator okręgowa Kelly Fitzgerald zdecydowała się wycofać zarzuty w związku z "samopoczuciem poszkodowanej". Jak zwraca uwagę serwis spokesman.com, postawienie przez nią sprawy w ten sposób nie wyklucza osądzenia muzyków w przyszłości. 

Adwokat Steve Graham, reprezentujący jednego z muzyków, przyznał, że choć może mówić tylko w imieniu swojego klienta, wszyscy członkowie zespołu czują ulgę i chcą jak najszybciej wrócić do domu.

Dwa tygodnie temu informował on o pojawieniu się nowego dowodu, poważającego stanowisko obu kobiet. Jedna z nich twierdziła, że była przetrzymywana w autobusie zespołu, ale zdołała z niego uciec. Druga zaś utrzymywała, że została zgwałcona przez każdego z członków zespołu w autobusowej toalecie, po wszystkim zaś wyrzucona z pojazdu.

Pod koniec ubiegłego roku muzycy wyszli z aresztu dzięki listowi wystosowanemu przez posła PiS Dominika Tarczyńskiego. Mieli jednak pozostać na terenie stanu.