"Oto skromny wybór napisanych niedawno, mało tanecznych piosenek. Nagraliśmy je „na setkę”, bo każda z nich miała w radio właśnie taką premierę - nie słyszałem Waszej reakcji, ale wiedziałem, że nie jestem sam i że nie śpiewam w próżnię. Ostatnio, tak jak wielu z Was czuję, że gadam do ściany. Chyba właśnie o tym jest ta płyta - pamiątka z czasów, które będę chciał zapomnieć" - tak o płycie mówi Piotr Bukartyk. Rozdział, o którym mówi muzyk, dotyczy premierowej prezentacji nagrań w radiu, w piątkowym "Zapraszamy do Trójki", prowadzonym przez Wojciecha Manna. Zbiór zagranych tam piosenek trafi na album, który do sprzedaży trafi 8 grudnia.

O Bukartyku było ostatnio głośno, bo po odejściu z Trójki Artura Andrusa i Roberta Kantereita wykonał piosenkę, która zawierała takie słowa: Straty, gdy się je podlicza, tutaj czy na Woronicza / W sumie to niewielka cena jak na kieszeń suwerena. / Zamiast głosu pokolenia, które właśnie stację zmienia / Rodzaj prorządowej tubki, której opadają słupki. / I wie pan co, czuję, że też rozpływamy się we mgle / Znikną i słuchacze nasi, a ostatni światło zgasi.

W jednym z ostatnich wywiadów zarządzający radiem zasugerowali, że jest w Trójce persona non grata. - To, co robi Piotr Bukartyk w każdy piątek rano, nikomu nie służy, oprócz niego samego. Jest nieszczęściem tej anteny. Czekam, aż pewnego dnia to zrozumie i przestanie tu przychodzić - powiedział wicedyrektor radia Wojciech Surmacz.

O tym, czy muzyk dostosuje się do życzenia przekonamy się już w najbliższy piątek.