MARCIN CICHOŃSKI: Dlaczego zdecydowałeś się z muzyki do serialu „Gry o tron” zrobić wydarzenie koncertowe?

RAMIN DJAWADI: Dla mnie ważnym było, że powstaje unikatowa rzecz, coś, czego jeszcze wcześniej nie było. Pomyślałem sobie – będziemy mieli orkiestrę, chór i jeszcze dodatkowych muzyków - to musi się udać artystycznie. Ale chciałem też sprawić, by publiczność poczuła się jak w Westeros. Są wśród niej naprawdę oddani fani „Gry o Tron” i im podczas show chcemy się pokłonić – będą efekty wizualne i pirotechniczne. Będzie ogień, pojawią się smoki. W momencie, w którym będziemy przywoływać skojarzenia z murem, pojawi się śnieg. Bardzo chcemy, by ludzie, którzy przyjdą na show, bawili się naprawdę dobrze. Muzycznie zaczniemy od pierwszego sezonu, a dojdziemy aż do siódmego. Zagramy materiał z każdego z nich – mam nadzieję, że to ludzi nastawi dobrze przed premierą ósmego sezonu.

Sterujesz całym przedsięwzięciem?

Nie, w porównaniu do tego, moje zadanie jest bardzo proste – będę dyrygował orkiestrą, będę też grał. Na szczęście od sterowaniem całym show jest grupa ludzi, która się zajmie koordynacją na linii obraz i dźwięk. Pracujemy razem już naprawdę długi czas, więc możesz być pewny, że się to udaje. Choć przyznam szczerze, jest to karkołomne zadanie, by zgrać ze sobą wszystkie elementy.

Jak zachować koncentrację na pracy dyrygenta, w momencie, w którym wszystko płonie i wybucha?

Można do tego się przyzwyczaić, ale na początku nie jest to proste. Wiadomo, że jest wiele rzeczy które rozpraszają, a trzeba się skupić na tym, by być jak najlepszym dyrygentem. Dla mnie było to też nowe doświadczenie z innego powodu – praca w studiu potrafi być bardzo męcząca, bo przez cały dzień zajmujesz komponowaniem, sprawdzaniem, próbowaniem. Tu jest to też naprawdę spory wysiłek fizyczny. Ale kiedy widzi się zadowolonych ludzi na koniec show – warto.

Unikasz rozmów o fabule „Gry o tron”? Ponoć macie straszne kary za wyjawienie czegokolwiek o nowych odcinkach…

Ludzie pytają mnie cały czas o to, czy wiem, co wydarzy się w następnym sezonie „Gry o Tron”. Częścią mojej pracy jest, by się nie zdradzić, by nawet w jednym szczególe w przypadkowej wymianie zdań nie napomknąć o tym, co może się dziać w fabule. Sam – jeśli to tylko możliwe ze względu na moją pracę – staram się nie wiedzieć, co będzie w następnych odcinkach muzyki „Gry o Tron”. Na razie nie wiem, co wydarzy się w ósmym sezonie i przyznam, że jestem tak samo ciekawy, jak każda inny fan serialu. Lubię niespodzianki, ale tez lubię, jak ludzie są zaskoczeni. Możesz być pewny, że podczas koncertu w Łodzi będą.

Zaskakiwałeś też w serialu „Westworld” – pomysł z pianinem odtwarzającym zaskakujące wersje np. przeboju Soundgarden „Black Hole Sun”, przeszedł do historii.

Muszę przyznać, że to akurat był pomysł Jonathana Nolana. I chcę podkreśli i oddać, że to była w całości jego koncepcja. Patrzył na pianino, które w serialu stało w saloonie, patrzył na nie i potem na mnie – wiedziałem, że chce w sposób specjalny wykorzystać ten instrument w ścieżce dźwiękowej. I on wymyślił, by pianino odgrywało piosenki, które będą zagrane w inny sposób, zbliżony do świata robotów. Nolan wymyślił, by pojawiły się tam takie melodie jak „Black Hole Sun”, „Paint It Black” czy „Back In Black”. I będę szczery – na początku nie myślałem, że to w serialu zabrzmi aż tak dobrze – wyszło bardzo dobrze.

A co powiesz o drugim sezonie „Westworld”?

(śmiech) „Westworld” jest objęty taką samą tajemnicą, jak „Gra o tron” – jestem częścią ekipy, która przygotowała drugi sezon, który w tym roku trafi do telewizji. Szczerze mówiąc, starałem się widzieć o fabule tak mało, jak to tylko jest możliwe.