Porażka Gromeego wielu bardzo zabolała. Przez kilka ostatnich lat radziliśmy sobie dobrze, bardzo dobrze lub przyzwoicie. Michał Szpak jest do dziś wspominany – jedni mówią o jego barwnym stroju, inni o piosence, ale efekt został osiągnięty. Na nagranie, na artystę, na kraj wiele osób zwróciło uwagę. Porażka Gromeego spowodowała, że odżyły najgorsze demony. Były czasy, kiedy na najsłynniejszym konkursie piosenki na świecie zwyczajnie się ośmieszaliśmy.

Jak to było - anatomia porażki

Czasy eurowizyjnej porażki to dla nas lata 2005-2011. Tylko raz weszliśmy do finału, ale… zajęliśmy tam jedno z ostatnich miejsc. Reprezentantka Polski, Isis Gee, powróciła do kraju w atmosferze skandalu i sporów (w tym prawnych) z dziennikarzami. Lista artystów, którzy w tamtych latach reprezentowali nasz kraj sporo tłumaczy.

W 2005 Ivan i Delfin wystąpili z nagraniem „Czarna dziewczyna”. Na fali sukcesów lekko discopolowego nagrania „Jej czarne oczy”’ na konkurs wysłaliśmy kompozycję, która nawet w naszym kraju uchodziła za pozostającą w mentalnym przedszkolu, obarczoną infantylizmem na poziomie tekstu i refrenu.

Rok później sięgnięto po sprawdzoną gwiazdę. Ich Troje można nie lubić, ale pamiętać trzeba, że w 2003 roku ich piosenka „Keine Grenzen – żadnych granic” dała nam drugi najlepszy start w historii. Nie trzeba być jednak noblistką, by wiedzieć, że nic dwa razy się nie zdarza. O nagraniu z 2006 roku „Follow My Heart” prawie nikt już nie pamięta. Nawet zespół rzadko do niego wraca, nie wykonując go na koncertach.

Wtedy mówiło się o klątwie jedenastego miejsca. Polacy dwa razy z rzędu w półfinale zajmowali miejsce tuż za dziesiątką, która do finału, czyli show, które ogląda cały świat, dawała dostęp.
W 2007 roku chcieliśmy być nowocześni i na konkurs wysyłaliśmy popowy duet The Jet Set z zaproszeniem do zabawy. „Time to Party” nie spotkało się z ciepłym przyjęciem – zostało sklasyfikowane na 14. Miejscu. I to w półfinale.

Po wspomnianej Isis Gee, przyszedł czas porażki totalnej. Z każdym rokiem było coraz gorzej. Po kolei z półfinału nie wychodzili Lidia Kopania, Marcin Mroziński i Magdalena Tul. Ta ostatnia na poziomie półfinału zajęła 19 miejsce. Ostatnie.

Dla TVP było to za wiele. W dwóch następnych latach nie startowaliśmy, słusznie szukając nowej koncepcji. Powrót nie był może triumfalny, ale… Do dziś występ Donatana i Cleo wspominają na Eurowizji wszyscy. Dla Cleo był to początek wspaniałej kariery – dziś wokalistka jest jedną z najlepiej rozpoznawalnych polskich gwiazd estrady.

Nieco gorzej poszło byłej wokalistce Varius Manx – spokojna piosenka „In The Name of LoveMoniki Kuszyńskiej nie była zła – trafiła jednak na czas, kiedy Europa chciała tańczyć. Wygrał świetny Szwed Mans Zelmerlow z nagraniem „Heroes” – do dziś pozostaje on największą eurowizyjną gwiazdą XXI wieku.

Trzeci w historii najlepszy start zanotowaliśmy w 2016 roku dzięki Michałowi Szpakowi. Rok później, Kasia Moś weszła do finału, osiągając plan minimum. Ale smutna prawda jest taka, że do poziomu Edyty Górniak, drugiej w 1994 roku, nikt się nawet nie zbliżył.

Śpiewać nie każdy może

Przyjmijmy, że awans do finału lub (we wcześniejszych czasach, kiedy półfinałów nie organizowano) miejsce w pierwszej dwudziestce to poziom przyzwoitości. Pomijając Michała Wiśniewskiego (gwiazdor, który – wbrew pozorom – ma ogromny dystans do siebie, sam mówi, że nie jest wybitnym wokalistą) zawsze osiągaliśmy go, kiedy wysyłaliśmy kogoś obdarzonego mocnym, dobrze wyszkolonym głosem. Cleo, Tatiana Okupnik, Michał Szpak, Kasia Moś, Piasek, Kasia Kowalska, Anna Maria Jopek, Mietek Szcześniak czy Monika Kuszyńska posiadają głosy, które poznaje się natychmiast. Nie mają też takich problemów, jaki miał Szwed Lukas Meijer, który w górnych rejestrach nie radził sobie w ogóle. Nagrania „Light Me Up” szkoda, bo zanim występ na scenie bezlitośnie obnażył wszystkie mankamenty Lukasa, w całej Europie o piosence mówiono dobrze lub bardzo dobrze. Przebój, zapewne poprawiany komputerowo, będzie grany w wielu krajach Europy. Gromee wyjdzie – mimo porażki – w świat. Ale w oczach bezlitosnej polskiej opinii publicznej będzie tym, któremu nie wyszło.

Wyglądaj i przyciągaj wzrok

Drugim ważnym elementem jest odpowiedni wygląd i oprawa występu. Gromee mówił zaraz po półfinale, że ekipa realizująca Eurowizję przeprosiła go za to, że nie wszystko wyszło tak, jak powinno. Show miał wyglądać znacznie lepiej. Jak – o tym się już nie przekonamy.

Występy Ich Troje z „Keine Grenzen” oraz Donata i Cleo z „My Słowianie” budziły kontrowersje, ale są pamiętane do dziś. Podobnie było, kiedy na scenie pojawił się ubrany mocno ekstrawagancko (ale przecież artystom to wolno, prawda?) Michał Szpak. Na odwrotność – czyli skromną, ale elegancką kreację zdecydowała się Edyta Górniak.

O każdym z nich zagraniczni dziennikarze zawodowo zajmujący się od dekad Eurowizją mogą dużo mówić z pamięci teraz, mimo upływu lat. W konkursie piosenki, w którym startuje 46 krajów kluczem jest oryginalność – czy to mierzona czerwonym surdutem Michała Szpaka, czy to wylewającym się biustem ubijaczek masła towarzyszących Donatanowi i Cleo. W skrajnych przypadkach przybiera to formę, jaką pamiętamy z występów Conchity Wurst lub Finów z Lordi. Ale nawet wtedy – bez dobrze wyszkolonego głosu i ładnej melodii, szanse reprezentantów Austrii i Finlandii byłyby żadne.

Kluczem selekcja

Gromee mówi, że porażkę przyjmuje z pokorą. Zaznacza też, że chciałby włączyć się w to, by proces wyboru piosenki do Eurowizji był jeszcze bardziej rozbudowany. W Szwecji co roku chęć udziału w konkursie zgłasza nawet kilku tysięcy wykonawców. Wybór jest tak trudny, że telewizja zdecydowała się – wzorem konkursu kontynentalnego – na zorganizowanie półfinałów. Skorzystali na tym wszyscy – artyści, prezentujący się przed kamerami, telewizja mając dodatkowy, angażujący fanów i chętnie oglądany, program. Szwedzi wygrali Eurowizję już sześć razy, za niemal każdym razem dając Europie gwiazdę, która podbijała rynki radiowe. Oczywiście wszyscy wspominają Abbę z 1974 roku, ale powiedzmy sobie szczerze – to była inna epoka. Loreen w 2012 roku z nagraniem „Euphoria” oraz Mans Zelmerlow z „Heroes” to dwa szwedzkie przykłady z ostatniej dekady na to, że dobrze przygotowany start w Eurowizji się wszystkim z danego kraju najzwyczajniej opłaca.