Ciężko się dziwić muzykom, że przy okazji mundiali i euro starają się napisać piosenkę, która ma wspierać naszych piłkarzy. Piosenkarz też może być kibicem, a i ze względów merkantylnych to może być niezły interes. Jak się uda, to radia zagrają, telewizje i internety pokażą teledysk. Jak piosenka i nazwa będą znane – można liczyć na zarobek z koncertów. Jeśli natomiast artysta jest już znany – dobra piosenka piłkarska tylko wzbogaci jego portfolio.

Do pisania zachęcają przykłady z przeszłości. W 1974 „Orłów Górskiego” do boju zagrzewała piosenka Maryli Rodowicz Futbol”, wykonana podczas gali otwarcia mundialu, który odbywał się w Niemczech. Maryla przyniosła naszym szczęście – na imprezie zdobyliśmy pierwszy w historii i jeden z dwóch w ogóle medali na Mistrzostwach Świata. Piosenka jest do dziś niezmiernie popularna – dwa lata temu wygrała plebiscyt radiowej Jedynki na piłkarską piosenkę wszech czasów. Nie ma się co dziwić – sama kompozycja jest tak dobra, że niemal każdy z sensem napisany do niej tekst nucony byłby prze miliony. A jeszcze taki o piłce!

Dodatkowo w 1974 roku śpiewaliśmy z Andrzejem DąbrowskimA ty się bracie nie denerwuj” z tekstem „A ty się bracie nie denerwuj tam Lubański gra, Nerwy swoje zwiąż na supeł, obok Deynę ma” Jak to się nie denerwować? Przy takich emocjach, jak podczas tamtego mundialu?

Myślicie, że to koniec wielkich hitów z tamtego czasu? No to sprawdźcie to nagranie, w 1974 stworzone (z tekstem samego Ludwika Jerzego Kerna!) i wykonane przez bigbeatową formację No To Co. „Po zielonej trawce piłka goni – albo my wygramy, albo oni. Albo będzie dobrze, albo będzie źle. Piłka jest okrągła a bramki są dwie”. Pamiętacie?

Zapomnianą raczej dziś piosenką jest nagranie z 1978 roku. Anna Jantar z chórem kibiców zaśpiewała „Chłopcy gola”. Nie pomogło to naszym na mistrzostwach w Argentynie, którzy – typowani do medalu – do domu wrócili wcześniej, nikt ktokolwiek mógł się spodziewać.

Cztery lata później było zdecydowanie lepiej. Polacy znów wracali z medalem. A Polska – nie tylko ta piłkarska – śpiewała przed każdym meczem wraz z Bohdanem ŁazukąEntliczek, pentliczek, co zrobi Piechniczek – tego nie wie nikt”. Selekcjoner biało-czerwonych nie był jedyną osoba przywołaną w tekście piosenki: „Uliczkę znam w Barcelonie, w ulicę tę wskoczy Boniek”. O tym, jak dobrze wskakiwał, Belgowie, którym strzelił trzy bramki, pamiętają do dziś.

I na tym, wszystko co dobre, się skończyło. I w muzyce i na boisku. W 1986 roku zagrzewały nas do boju Wały Jagiellońskie. Grupa Rudiego Schuberta, która ma na swoim koncie wiele znanych nagrań, tym razem stworzyła „Tango Mexico” – nagranie raczej nie wpadające w głowę. Za to w głowie siedzi do tej pory, jak Gary Lineker strzelił w meczu z nami hattricka, a Polska przegrała z Anglią 3:0.

Kiedy wróciliśmy na mundial w 2002 roku najbardziej pamiętnym wyczynem muzycznym był słynny hymn Edyty Górniak. Oficjalnym, bo zaaprobowanym przez PZPN nagraniem na Mistrzostwa Świata było pamiętne „Do przodu PolskoMarka Torzewskiego. Tenor zagrzewał do walki, zaś Polacy z grupy nie wyszli. Do dziś bardziej pamięta się tekst podsumowujący to wydarzenie, napisany przez Maćka Maleńczuka. No właśnie – jak można było przegrać „cztery zejro”?

W 2006 roku, klęski w Niemczech nikomu już się nawet nie chciało opisywać w piosenkach. Do kompozycji piłkarskich jednak niebawem, na nieszczęście, powróciliśmy. Do najgorszych muzycznie wydarzeń dochodziło przy okazji Mistrzostw Europy. „Koko koko Euro spoko” do dziś budzi raczej uśmiech politowania. Nasi znów w 2012 roku z grupy nie wyszli, mimo że grali u siebie. Dwa lata później na mundialu nie zagraliśmy, a o gwieździe naszej reprezentacji – Robercie Lewandowskim, mówiło się jako wielkim nieobecnym.

Do boju ruszyliśmy znów w 2016 roku. Wtedy nadzieje były ogromne. A za komponowanie wziął się każdy. „W mieście, w gminie i w powiecie, znany jest na całym świecie/ Wiedzą wszystkie małe wioski, kim jest Robert Lewandowski” – z takim tekstem próbowała zaistnieć Jagoda. O rymy, nawet te częstochowskie, nie starał się Popek. Jego piosenka(?) to zbiór wykrzykiwanych haseł, pełnych nadziei zdań. Wszystko oczywiście w stylu Popka – bo nagle dowiedzieliśmy się, że „Lewandowski zaraz jeb**e bramkę”, a po chwili, mimo braku następstwa czasów „pijany jest każdy Polak”. Powiedzmy sobie szczerze – po tamtych mistrzostwach, nie najgorszych piłkarsko dla Polski, nie zostało z nami żadne nagranie.

W tym roku też tak będzie, bo żadna z piosnek, pokazywanych podczas festiwalu w Opolu, nie nadaje się do powtórzenia. Brakuje tego, co miały nagrania z 1974 i 1982 roku: swobody, kompozycyjnego luzu, i najważniejszego – niegłupiego tekstu. Najbardziej – słuchając melodii stworzonych w tym roku – boli to, że za kibicowanie u autorów tekstów powoduje automatyczną potrzebę obniżenia poprzeczki intelektualnej. Szkoda, ale nie załamujmy rąk. Najlepsze utwory powstają czasem pod wpływem impulsu (Paul McCartney nagranie do Bonda napisał w 10 minut!), a jeden dobry mecz jest w stanie poruszyć wykonawców do stworzenia czegoś lepszego.

Bo nieprawdą jest, że w Polsce dobre nagranie o piłce nie powstawały. Tak o polskiej ekstraklasie śpiewali Nosowska, Artur Rojek i Grabaż. Nie wiem ile bramek strzeli polska reprezentacja piłkarska – oby jak najwięcej. Wiem, że chciałbym jak najwięcej takich nagrań.