– Nie jestem zły/ nie jestem prawdziwie dobry/ nie jestem podły/ nie jestem dobrym człowiekiem – fragment wiersza "Nie jestem zły" Tilla Lindemanna wiele mówi o jego autorze. Wokalista najsłynniejszego niemieckiego zespołu Rammstein od początku swojej muzycznej kariery ma dwie twarze: agresywną sceniczną i liryczną, kiedy zdejmuje z siebie strój członka Rammstein. Jaką twarz pokazuje nam w solowym projekcie Lindemann, którego płyta "Skills in Pills" właśnie wylądowała w sklepach?

Od razu warto powiedzieć, że Lindemann to nie do końca solowy projekt Tilla. Za muzykę odpowiedzialny jest bowiem szwedzki multiinstrumentalista, lider projektów Pain i Hypocrisy, współpracownik wielu legend ciężkiego grania Peter Tägtgren. Na "Skills in Pills" zagrał na wszystkich instrumentach, odpowiada za produkcję i miks. Lindemann stanął przed mikrofonem i napisał teksty. Muzycznie wyszedł z tego miszmasz dźwięków znanych z Pain oraz Rammstein.

Panowie po raz pierwszy spotkali się kilkanaście lat temu. Till wraz z Rammstein miksował trzeci album zespołu "Mutter" w Sztokholmie. Wokalista wraz z klawiszowcem Rammstein Flakiem wylądowali po jakimś czasie w północnej części kraju. Znaleźli się w miejscowej ponurej knajpie dla motocyklistów. Doszło do awantury z lokalnymi łobuzami. Traf chciał, że w tej samej knajpie był wtedy Peter Tägtgren z bratem. Udało im się udobruchać miejscowych i wyprowadzić Tilla oraz Flake'a z baru. Cała czwórka spędziła noc w pobliskim mieszkaniu Petera na piciu nalewki i rozmowach.

Till i Tägtgren zostali przyjaciółmi. Wielokrotnie planowali wspólny materiał, ale na przeszkodzie stawał brak czasu, związany głównie z zobowiązaniami Tilla wobec Rammstein. Niecałe dwa lata temu członkowie niemieckiego zespołu zarządzili wielomiesięczną przerwę. Klawiszowiec Flake wykorzystał ten czas na wydanie własnej biografii, gitarzysta Rammstein Richard Kruspe wydał płytę ze swoim projektem Emigrate, a Till zadzwonił do Petera. Podczas ich sesji właściwie doszło tylko do jednego większego sporu. Chodziło o język, w którym Till miał śpiewać. W Rammstein zasłynął ze swojego twardego niemieckiego, barytonowego wokalu. Tutaj pojawił się pomysł, żeby zaśpiewał po angielsku.

O tym, jak wyglądały namowy Tilla do zmiany języka, Peter opowiedział w wywiadzie dla "Noise Magazine": – Namawiałem go do tego, żeby nie wstydził się swojego niemieckiego akcentu. Till miał wątpliwości. Mówił mi: "Nie mogę tego zaśpiewać w ten sposób, przecież to brzmi okropnie". Przekonywałem go, że właśnie brzmi świetnie, bo wyjątkowo. Przecież nikt, znając sposób śpiewania Tilla, nie oczekuje po nim nieskazitelnej angielszczyzny. W końcu przełamał się w sobie i nawet celowo zniekształcał wymowę niektórych wyrazów, żeby nadać im bardziej groteskowe brzmienie. Faktycznie głos Tilla w języku angielskim brzmi groteskowo i na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. Nie jest to jednak pierwszy raz, kiedy Till śpiewa w języku Szekspira, bo takie próby czynił już z Rammstein (numery "Amerika" czy "Pussy").

Nie pierwszy raz też Till nie jest do końca przekonany co do swoich możliwości wokalnych. Promując tomik swoich wierszy, odmawiał na przykład ich czytania, twierdząc, że ma straszny i nienadający się do tego głos. Sam Till wybór języka do projektu Lindemann tłumaczy w charakterystyczny, prześmiewczy dla siebie sposób: – Chodziło o to, by Peter zrozumiał, o czym są teksty. Śpiewanie po niemiecku bardzo by utrudniło nam pracę nad albumem.

Teksty Tilla przypominają to, co pisał dla Rammstein, tylko są jeszcze bardziej ekscentryczne i karykaturalne. Z jednej strony mają w sobie humor na granicy dobrego smaku, sporo wulgarności ("Golden shower"). Z drugiej autor gwiżdże w nich na polityczną poprawność ("Praise abort", do którego powstał groteskowy i zapewne szokujący dla wielu klip). Till ma też jednak poważne oblicze. Przykładem na "Skills in Pills" jest piosenka "Yukon". Tekst o samotności i wysysaniu z kogoś nadziei napisał podczas spływu rzeką Jukon. Muzyk odbył go rok temu wraz z przyjacielem. Na kilka tygodni odciął się od cywilizacji, przepływając łódką przez dzikie tereny. Nie ominął przy okazji jeziora Lindeman, uznawanego za źródło Jukonu. Sam przyznaje, że takie odcięcie było mu potrzebne po 20 latach nieustającego koncertowania i nagrywania albumów.

Twardy Till Hammer (nazywany tak od charakterystycznej koncertowej pozy, w której uderza pięścią w udo) chciał poczuć spokój, jaki towarzyszył mu w dzieciństwie. Wychował się w wiosce Wendisch-Rambow na terenie byłego NRD. Od małego otaczały go literatura i sport. Ojciec Werner był cenionym poetą i autorem książek dla dzieci. Mama Brigitte też pisała. Sport Till wybrał trochę z przymusu, enerdowski system edukacyjny wymuszał bowiem uczestnictwo dzieci w sekcjach sportowych. Młody Till trafił do sekcji pływackiej klubu Empror Rostock. Przyszły muzyk miał kłopoty z utrzymaniem dyscypliny, nie przeszkadzało mu to jednak w osiąganiu bardzo dobrych wyników. Otrzymał nawet kwalifikację do igrzysk olimpijskich w Moskwie w 1980 roku. Nie pojechał z powodu kontuzji.

Rozwijały się za to jego zainteresowania muzyczne. Najpierw poszły w stronę perkusji. W 1986 roku założył punkowy zespół First Arsch. Kapela hałasowała przez cztery lata, grając koncerty w różnych miejscach NRD. W tym bandzie zobaczył go Richard Kruspe, założyciel Rammstein, i zaprosił do współpracy, już przy mikrofonie. Wspólnie grają ponad 20 lat. Wokalnie poza zespołem Lindemann udziela się bardzo rzadko. Jednym z wyjątków jest gościnny występ w piosence "Helden" zespołu Apocalyptica. Z Peterem Tägtgrenem poszedł na całość, tworząc nowy projekt. "Skills in Pills" to dla Tilla chwilowa odskocznia od Rammstein. Tak jak były nią dwa wydawnictwa z jego wierszami albo udział w filmach (wystąpił m.in. w familijnym obrazie "Pingwin Amundsen"). Jakie będzie kolejne wcielenie Tilla? Tymczasem jest hybrydą człowieka i świni (to w teledysku "Praise Abort"), groteskowym tekściarzem, a do tego wreszcie czuje się szczęśliwy we własnej skórze (o czym mówi w ostatnich wywiadach).

LINDEMANN | Skills in Pills | Warner Music