Od tamtego czasu piękna Natalie zdążyła zagrać w kilku filmach, teatrze, wydać też kilka płyt. Teraz powraca z nowym krążkiem, pierwszym po sześciu latach przerwy, "Male". Wypełniła go coverami przebojów sprzed lat, no i nie do końca wyszła z tego obronną ręką.

Kilka kompozycji pasuje do jej uwodzicielskiego, delikatnego wokalu. Natalie dobrze radzi sobie w "The Summer" Josha Pyke'a, "Let My Love Open the Door" Pete'a Townshenda czy "The Wind" Cata Stevensa. Niestety, te lepsze momenty nie rekompensują do końca długich nużących chwil na "Male".

Nie ma co ukrywać, że Natalie Imbruglia nigdy wielką wokalistką nie była i to się nie zmieniło. Ma w sobie czar i luz, ale czy to wystarczy na dobrą płytę? Jeżeli oczekujecie piosenek idealnych do sprzątania albo czytania długiej, lekkiej powieści, to "Male" dobrze się sprawdzi. Zdecydowanie dla fanów (fanek) delikatnego plumkania.

Natalie Imbruglia | Male | Sony Music